Kandydatury do UE dla Ukrainy i Mołdawii to nie tylko nagroda za walkę

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Ukraina i Mołdawia są już kandydatami do UE. Co teraz muszą zrobić, żeby kandydatura zamieniła się w członkostwo?

Wczorajsza decyzja parlamentu europejskiego, a potem Rady Europejskiej ma wymiar historyczny. Ukraina, a także Mołdawia dostały to, na co pewnie w normalnych warunkach długo by musiały czekać. Oficjalne przyznanie statusu kandydata do UE jest docenieniem ich wysiłków. Różne głosy mówią, że to w sumie niewiele, bo przecież kandydatem można być bardzo długo, co pokazuje przykład Turcji. Status ten nie gwarantuje szybkiego członkostwa. To prawda, ale w przypadku Ukrainy, a także Mołdawii sytuacja jest inna.

Oba narody, w odróżnieniu od Turków, pokazały niesamowitą determinację w drodze do zjednoczonej Europy. W przypadku Ukrainy okupioną krwią. I to właśnie rosyjska napaść ostatecznie przesądziła o wczorajszej decyzji w Brukseli. Zjednoczona Europa, mimo różnych głosów wewnątrz wspólnoty wobec otwarcia drzwi dla Kijowa i Kiszyniowa, jednak to zrobiła. To sytuacja nadzwyczajna, historyczna i wymagająca ogromnej reformy UE, a także państw kandydujących.

Członkostwo Ukrainy w UE. Nadzieja i wielkie wyzwanie

Co już zrobiono?

Bez wątpliwości Ukraina znajdowałaby się w zupełnie innym miejscu, gdyby nie okres rządów Wiktora Janukowycza. Janukowycz pozorował reformy zbliżające Ukrainę do UE, a na koniec nie podpisał umowy stowarzyszeniowej, co stało się bezpośrednią przyczyną Rewolucji Godności. Ukraina przyjęła umowę stowarzyszeniową dopiero w 2016 r. Mołdawia zrobiła to dwa lata wcześniej. W ocenie Komisji Europejskiej do dziś Ukraina wdrożyła ok. 70 proc. unijnych standardów, norm i zasad w swoim prawodawstwie. W tym, w tak ważnych obszarach, jak energetyka, przepisy sanitarne, ochrona własności intelektualnej i przepisy celne. Bruksela dobrze ocenia ukraińską administrację publiczną i funkcjonowanie demokracji parlamentarnej. Komisja pochwaliła również Mołdawię za reformy wymiaru sprawiedliwości, politykę makroekonomiczną, ale zauważa, że przed Mołdawianami nadal są reformy gospodarcze.

Po Rewolucji 2013-14 r. Ukraińcy zbudowali instytucje zwalczające korupcję. Oceniano ją bowiem za jedną z podstawowych bolączek. Powstało Narodowe Biuro Antykorupcyjne, Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna, Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji, Wyższy Sąd Antykorupcyjny. Instytucje te współpracują z europejskimi i amerykańskimi organami śledczymi. W ciągu ostatnich lat było wokół nich sporo zamieszania i oskarżeń o wykorzystywanie walki z korupcją w konkurencji politycznej – np. w presji na opozycję. Podobnie jest z firmowaną przez Wołodymyra Zełenskiego ustawą antyoligarchiczną. Na zewnątrz starania te są jednak doceniane. Ukraina wprowadziła w czasach rządu premiera Wołodymyra Hrojsmana reformę samorządową (nazywaną decentralizacją). Stworzyła ona podwaliny pod nowoczesne samorządy i dała im wpływ na finanse państwa. Była to jedna z kluczowych reform, które usprawniły funkcjonowanie państwa i dziś w czasie wojny pokazały, jak ważna jest silna, lokalna władza. Ukraina bierze udział w licznych programach unijnych, w tym edukacyjnych – np. Erasmus.

Ukraina i Mołdawia kandydatami do UE. Gruzja z europejską perspektywą

W wielu obszarach postępy w dopasowywaniu rzeczywistości ukraińskiej i mołdawskiej są powolne, ale konsekwentne. Np. w marcu sieci elektroenergetyczne obu państw zostały wreszcie zsynchronizowane w pełni z europejską przestrzenią energetyczną. W kwestii liberalizacji ruchu wizowego negocjacje Ukrainy i UE trwały kilkanaście lat. Ostatecznie od 2017 r. weszły w życie zasady liberalizacji wizowych dające Ukraińcom prawo do podróżowania do UE bez wizy (na okres 90 dni). Jest to jedno z fundamentalnych osiągnięć na wczesnym etapie zbliżania się Ukrainy do Europy. Dość dobrze wyglądała współpraca graniczna i do pewnego etapu, reformy w ukraińskich i mołdawskich służbach granicznych. Obecnie ta kwestia wymagać będzie poważnej debaty i sformowania unijnego podejścia do kwestii ukraińskich (w mniejszym stopniu mołdawskich granic).

Co trzeba zrobić?

W obu przypadkach będą to w przyszłości granice zewnętrzne UE. Tylko że obecnie nie wiadomo nawet jak będą one faktycznie wyglądały. Oficjalnie Kijów, ani Bruksela nie uznają granic kreślonych przez Rosję, ale pozostanie kwestia fizycznej ochrony rzeczywistych granic Ukrainy na wschodzie i południu. Ta sprawa będzie wielkim wyzwaniem i wywoła jeszcze mnóstwo kontrowersji. Podobnie będzie z kwestią wymiaru sprawiedliwości. Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen już zaznaczyła, że Kijów musi zakończyć reformę sądownictwa. Tymczasem jeszcze przed wojną próby zmian w ukraińskim trybunale konstytucyjnym i radzie sądowniczej wywoływały awantury polityczne w Kijowie. Nadal do wdrożenia pozostaje duża (oceniana na 30 proc.) część unijnego prawa. Na pewno będzie to utrudnione w czasie trwającej wojny. Raczej pewne jest, że niezależnie od zakończenia, wojna będzie długo oddziaływać na funkcjonowanie państwa ukraińskiego.

Prezydent Mołdawii: Ruszamy w drogę do UE

Będzie to kwestia relacji między administracją wojskową a cywilną (nawet po zniesieniu stanu wojny, na części obszaru Ukrainy raczej na pewno długo nie będzie normalizacji i szybkiego przestawienia na „cywilny” tryb życia). Trudne do zrozumienia dla unijnych urzędników może być, że Ukraina na długo będzie musiała żyć w cieniu rosyjskiego zagrożenia, a przez to znacząco inwestować w obronność i mieć takie obszary państwa i gospodarki, które będą zmilitaryzowane. No i dojdzie zapewne kwestia turbulencji politycznych i społecznych, które przyniesie wojna. Oraz potencjalne oddziaływanie Rosji na Ukrainę (zniechęcanie do Europy) i na Europę. Bo Rosja, korzystając ze swojej propagandy i „agentów wpływu” będzie teraz przekonywać Europejczyków, że Ukraina i Mołdawia nie nadają się i ich obecność w UE będzie zagrożeniem dla wspólnoty. Te kłamstwa mogą zweryfikować sami Ukraińcy. Poparcie dla integracji z UE na Ukrainie jest rekordowe i sięga 91 proc. Kijów dostał historyczną szansę rzeczywistego wyjścia z bardzo niebezpiecznej strefy między Wschodem a Zachodem. Reszta jest w jego rękach.

Wojna zjednoczyła ukraińską klasę polityczną, ale to się zmieni

Michał Kacewicz/ belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów