„Putin nas nie słyszy”. Walka przeciwko pandemicznym ograniczeniom w rosyjskich regionach

Uczestnik protestu przeciwko wprowadzeniu kodów QR w Kostromie. 15 listopada 2021 r. Zdjęcie: semnasem.ru

W ostatnich dniach w kilku krajach europejskich, w tym we Włoszech, Austrii i Holandii, odbyły się masowe demonstracje przeciwko ograniczeniom związanym z koronawirusem. Protesty przyciągnęły dziesiątki tysięcy demonstrantów, z których część brała udział w starciach z policją. Także w Rosji nie brakuje osób, które zdecydowanie sprzeciwiają się przymusowym szczepieniom i wprowadzeniu obowiązkowych kodów QR, ale ich protesty są rozproszone i niewielkie. Przyjrzeliśmy się, jak w Rosji organizowane są demonstracje antyszczepionkowe i dlaczego reakcja miejscowych władz różni się w zależności od regionu.

Protesty przeciwko „segregacji”

W 2021 roku najwięcej (17) protestów przeciwko wprowadzeniu ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa odbyło się w Północnym Okręgu Federalnym, natomiast w Północnokaukaskim Okręgu Federalnym nie odnotowano ani jednej demonstracji. Mówiła o tym antropolożka Aleksandra Archipowa, starsza pracownica naukowa Instytutu Nauk Społecznych Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Służby Państwowej.

Demonstracje i akcje w regionach Rosji związane są z ogłoszonymi niedawno przez władze planami wprowadzenia obowiązkowych kodów QR z certyfikatem szczepień przy odwiedzaniu miejsc publicznych, a także przy podróżach międzymiastowych i międzynarodowych. Pakiet projektów ustaw w tej sprawie mógłby zostać przyjęty w pierwszym czytaniu jeszcze przed Nowym Rokiem. Duma Państwowa zamierzała rozpatrzyć inicjatywę już pod koniec listopada, ale dyskusja została odłożona o miesiąc. Oficjalnym powodem opóźnienia były apele niezadowolonych obywateli, a także ogólna „wrażliwość” tematu.

Jednak demonstracje w regionach miały miejsce jeszcze przed rozpoczęciem dyskusji na temat ustawy federalnej. Protestowano przeciwko żądaniom obowiązkowych szczepień pracowników sektora usług oraz tzw. segregacji – decyzji władz o dopuszczeniu do niektórych wydarzeń i miejsc wyłącznie zaszczepionych.

Choć najwięcej protestów odbyło się w regionach północnych, we wpisie na swoim kanale w Telegramie Archipowa podkreśliła, że to na Uralu miało miejsce najwięcej akcji ze wszystkich okręgów federalnych. Odnotowano tam 16 protestów, w tym pięć masowych oraz pięć pikiet zbiorowych. Protesty przeciwko kodom QR, obowiązkowym szczepieniom i „segregacji” ekspertka podzieliła na akcje masowe, pikiety (zbiorowe i pojedyncze), nagrywanie wideo apeli do prezydenta, składanie petycji i zbieranie podpisów.

– Różne rodzaje akcji mają różną „wagę” – demonstracja, czy też „narodowe zgromadzenie”, jak mówią niektórzy, na 300-500 osób to nie to samo, co pojedyncza pikieta – zauważa.

Uczestnik protestu przeciwko wprowadzeniu kodów QR w Jekaterynburgu. 13 listopada 2021 r. Zdjęcie: Jaromir Romanow / Znak.com

Zdaniem badaczki, Syberia przoduje w liczbie pikiet, a wśród miast liderem jest Nowosybirsk. Archipowa zwróciła również uwagę na osiem wideo-apeli do Władimira Putina, które zostały nagrane w Północno-Zachodnim Okręgu.

– To nie są petycje, tylko zdecydowane żądania – ale to jest mała grupa, czytająca postulaty z kartki – wyjaśnia. – Ich popularność w tym regionie nie jest przypadkowa – to Szijes (nawiązanie do głośnych masowych protestów w miejscowości Szijes w obwodzie archangielskim przeciwko budowie wysypiska śmieci. – belsat.eu).

Jednocześnie, jak twierdzi antropolożka, stolica „wypada słabo”. Jedyna próba zorganizowania w Moskwie masowego protestu przeciwko pandemicznym restrykcjom została brutalnie stłumiona. Od tego czasu w mieście nie odnotowano żadnych poważniejszych akcji.

Covid w Rosji: syberyjska Chakasja wprowadza godzinę policyjną

Przeciwko ograniczeniom w Moskwie latem wystąpiła Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), a raczej jej skrzydło, na czele którego stał oskarżony o zabicie łosia komunistyczny deputowany Walerij Raszkin. Oskarżenie Raszkina, któremu teraz grozi odebranie immunitetu poselskiego, jest po części zemstą Kremla właśnie za jego działalność uliczną – taką informację pozyskaliśmy ze źródła w KPRF, a potwierdził ją jeden z federalnych urzędników.

– Komunistom udało się zyskać na tym temacie podczas wyborów (19 września) – twierdzi urzędnik. – Oni najbardziej sprzeciwiali się przymusowym szczepieniom i w wielu miejscach poprawili swoje wyniki (mowa o wynikach KPRF w wyborach lokalnych – belsat.eu), a Kreml generalnie nie był temu przeciwny, ale Raszkin ze swoimi demonstracjami przesadził.

Zwolennicy partii komunistycznej podczas wiecu przeciwko obowiązkowym szczepieniom na placu Puszkinowskim w Moskwie. 26 czerwca 2021 r. Zdjęcie: Michaił Tierieszczenko / TASS / Forum

Akcje komunistycznego deputowanego w stolicy na ogół nie były uczęszczane masowo, ale 26 czerwca zakończyły się zatrzymaniem sześciu osób.

„Jak w obozie koncentracyjnym”

Rosja nie jest jedynym krajem, w którym restrykcje antypandemiczne spotkały się z dezaprobatą. Przeciwko takim środkom obecnie trwają protesty w Holandii, gdzie w ciągu ostatnich dwóch dni zatrzymano ponad 100 osób, a policja musiała użyć armatek wodnych. W Austrii przeciwko lockdownowi protestowało ponad 30 000 mieszkańców.

W Rosji większość protestujących jest niezadowolona z wprowadzenia kodów QR dla osób zaszczepionych. Do władz regionalnych należy decyzja, gdzie dokładnie nieszczepieni będą mieli zakaz wstępu. Tylko w listopadzie demonstracje przeciwko temu rozwiązaniu odbyły się w Czelabińsku, Nachodce, Jekaterynburgu i na Kamczatce. Ich uczestnicy nazywają siebie „więźniami cyfrowych obozów koncentracyjnych”. W sieciach społecznościowych protest wyrażany jest przez hashtagi #ГородаГоворят (ros. „Miasta mówią”) i #ПутинУслышьНас (ros. „Putinie, usłysz nas”).

Uczestniczki protestu przeciwko wprowadzeniu kodów QR w Jekaterynburgu. 13 listopada 2021 r. Zdjęcie: Jaromir Romanow / Znak.com

W Jekaterynburgu największa demonstracja – na 50-80 osób – odbyła się pod koniec października. Jeden z uczestników akcji powiedział nam, że ludzie wyszli na ulice „nie tyle z powodu kodów QR, co z poczucia bezsilności”.

– Władze włączają i wyłączają Covid według własnego uznania, decydują, kiedy ograniczenia są konieczne, a kiedy „hurra, zachorowalność spadła” i z reguły jest to związane z wydarzeniami politycznymi, na przykład z wyborami – twierdzi nasz rozmówca. – Chciałbym, aby nasze zdanie również było brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.

Podobne odczucia mieli protestujący w Czelabińsku.

– Oczywiście, kiedy już nic innego nie można zrobić, to wychodzimy na ulice. Czujemy się jak w obozie koncentracyjnym, zaganiają nas, gdzie chcą, jak owce – powiedział jeden z protestujących.

Czego się bać, na co mieć nadzieję

Jak mówi nasz informator zbliżony do władz federalnych, duża liczba protestów na Uralu i na północy Rosji nie jest zaskoczeniem.

– Te okręgi są z natury bardziej skore do protestów – mówi i proponuje spojrzeć na mapę protestów, na przykład związanych z otruciem opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. – Zobaczycie to samo: Ural i Północ są czerwone, dużo ludzi wyszło i protestowało – podkreśla. – Jeśli chcecie zobaczyć odwrotny obraz – spójrzcie na Północny Kaukaz. Tam nie piorą brudów publicznie, wszyscy są formalnie wyjątkowo lojalni wobec obecnego rządu federalnego: „jakie demonstracje, o czym mówicie” – wyjaśnia.

OMON podczas protestu przeciwko obowiązkowi samoizolacji w we Władykaukazie. 20 kwietnia 2021 r. Zdjęcie: Olga Smolska / TASS / Forum

Nie jest to jednak do końca trafne stwierdzenie. Wiosną 2020 roku w Osetii Północnej odbył się wiec przeciwko koronawirusowym restrykcjom, który został brutalnie rozpędzony, a kilku jego uczestników zatrzymano. Otrzymali oni prawdopodobnie najsurowsze kary w historii za protest związany ze środkami przeciw Covid. Sąd rejonowy w Rostowie nad Donem uznał pięciu z zatrzymanych za winnych z artykułu dotyczącego udziału w masowych zamieszkach, przy czym czterech z nich zostało skazanych na 3,5 roku pozbawienia wolności, a jeden oskarżony otrzymał cztery lata kolonii karnej.

Prezydent Władimir Putin, przemawiając na początku listopada na forum Klubu Wałdajskiego, ostrzegł kraje europejskie przed narastającą falą związanych z koronawirusem protestów, które – jego zdaniem – mogą być preludium do rewolucji. Rosja na razie nie obawia się takiego scenariusza, ale to „tylko na razie, kiedy zachorowalność udało się trochę zmniejszyć” – powiedział jeden z urzędników federalnych.

Uczestnicy akcji przeciwko lockdownowi w Wiedniu. 20 listopada 2021 r. Zdjecie: Leonhard Foeger / Reuters / Forum

Wyjaśnił, że rząd federalny musi stale „balansować” pomiędzy interesami przedsiębiorstw, które bardzo odczuwają restrykcje pandemiczne, niezadowoleniem ludzi i rosnącą liczbą przypadków COVID-19. Jak tłumaczy nasz rozmówca, jest to bardzo trudne.

– Kiedy decydowano o projektach ustaw wprowadzających kody QR w podróżach i miejscach publicznych, umownie rozumiano, że to tylko brzmi strasznie, a w rzeczywistości to nie to samo, co niewpuszczenie do metra bez kodu – powiedział. – Działania te nie są na tyle radykalne, aby na ulice wyszły tłumy. Nie spodziewamy się więc żadnych demonstracji, ale jeśli takowe będą, to wtedy podejmiemy decyzję.

Rosyjscy kombatanci wojenni umierają na Covid-19. Zaszczepiony co trzeci

Jekaterina Kuźmiczewa dla vot-tak.tv/belsat.eu

Wiadomości