Historyczna wizyta: przyjaźń i szansa na sojusz

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Po wizycie Andrzeja Dudy w Kijowie zostaną nie tylko wzruszające obrazy i szczere emocje przyjaźni. Również grunt, na którym Polska i Ukraina wspólnie mogą zbudować sojusz rzeczywisty i zorientowany na przyszłość.

Niezapowiedziana ze zrozumiałych względów bezpieczeństwa, ale z pewnością starannie przygotowana wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie przejdzie do historii. Przemawiając w Radzie Najwyższej Ukrainy (parlament) Andrzej Duda powiedział, że nikt nie może zniszczyć jedności Polaków i Ukraińców. Były to bardzo ważne słowa, skierowane do obu narodów. Nie były związane wyłącznie z bieżącą sytuacją i wojną. W Kijowe przekaz polskiego prezydenta odebrany został entuzjastycznie. Słowa o wsparciu i wyrazy wdzięczności za walkę trafiają przecież do Ukraińców regularnie, wypowiadane przez zagranicznych oficjeli często odwiedzających Kijów w ostatnich tygodniach.

Żadna z dotychczasowych wizyt zagranicznych w Kijowie nie miała jednak takiej symboliki i nie pokazywała tak szczerze przyjaźni między Wołodymyrem Zełenskim i jego gościem. Na poziomie oficjalnych wizyt rzadko widać takie emocje. A one są przecież ważne. I nie są oderwane od rzeczywistości w tym sensie, że akurat w tym wypadku odzwierciedlają emocje między narodami, które przywódcy reprezentują. Wczorajszy przekaz wykraczał jednak daleko poza gesty wsparcia dla Ukrainy w ciężkim czasie wojny. Obaj prezydenci zarazem podsumowali dotychczasowy okres współpracy Polski i Ukrainy, jak i wybiegli w przyszłość. Jasno dając do zrozumienia, że polsko-ukraiński sojusz będzie trwały i po wojnie.

Koniec sporów?

Wizytę w Kijowie poprzedziło odsłonięcie posągów lwów na Cmentarzu Orląt Lwowskich we Lwowie. Dla kogoś spoza Polski i Ukrainy sprawa dwóch okazałych wprawdzie, ale jednak tylko kamiennych posągów, może wydawać się dziwna. Jednak losy tych kamiennych lwów przez wiele lat wpływały na temperaturę stosunków między dwoma, historycznie bliskimi sąsiadami. Ich historia jest nierozerwalnie związana z Cmentarzem Orląt Lwowskich. Posągi były wywożone i ukrywane na peryferiach miasta jeszcze w czasach radzieckich, ale potem lwowskie władze długo nie chciały ich powrotu na cmentarz. Kiedy wróciły w 2015r. lwowska rada miejsca przegłosowała uchwały nazywające lwy „symbolem polskiej okupacji”.

Na Cmentarzu Orląt Lwowskich odsłonięto posągi lwów

Pod pretekstem renowacji posągi zostały zasłonięte płytami. I znowu psuły krew w relacjach Polaków i Ukraińców. Urosły do rangi symbolu komplikacji w relacjach historycznych. Nieliczna, ale głośna i wpływająca na politykę grupa ukraińskich historyków i przeważnie lwowskich polityków lokalnego szczebla podgrzewała emocje, latami nie dopuszczając do godnego upamiętnienia nekropolii polskich żołnierzy i ochotników. W Polsce „kwestia lwów” symbolizowała niechętną pojednaniu politykę historyczną Kijowa i była równie podgrzewana przez wrogów zbliżenia polsko-ukraińskiego.

„Kwestia lwów” jest już rozwiązana. Nie oznacza to jeszcze wcale, że wszystkie polsko-ukraińskie problemy historyczne są załatwione. Teraz, kiedy trwa wojna, nie czas na wyjaśnianie problemów i zasypywanie ran z czasów II wojny światowej. Teraz byłyby to wręcz szkodliwe i dało paliwo do ataków ze strony zawsze na to gotowych środowisk radyklanych po obu stronach, oraz ludzi służących interesowi Moskwy. Tym niemniej lwy na lwowskim cmentarzu, ten symbol bólu, pretensji i problemów, wróciły na swoje miejsce w całej okazałości. Stwarzając szansę do przeniesienia ciężaru rozmów o polsko-ukraińskiej przyszłości na inne, ważniejsze dziś obszary. I wyrywając polsko-ukraińskie relacje spod ciążącego nad nimi od zawsze bagażu bolesnych doświadczeń historycznych.

Co ciekawe, stało się to za rządów Zełenskiego, prezydenta ze wschodniej Ukrainy. Tego, który zaraz po elekcji w 2019r. był oceniany jako nie rozumiejący polsko-ukraińskich niuansów i uciekający od tematów historycznych. Być może dlatego udało mu się przejść dalej, nie uciekając od trudnych tematów, ale skupiając się na tym, co dziś jest, a jutro będzie – najważniejsze.

Andrzej Duda z wizytą na Ukrainie. Przemówił w parlamencie

Przyjaźń czasu wojny

Wizyta w Kijowie spina okres mijających już 88 dni wojny. Okres, w którym od samego początku Polska stanęła całkowicie bezkompromisowo po stronie Ukrainy. To czas, kiedy ze strony Polski Ukraińcy ani razu nie usłyszeli słów wątpliwości, czy dadzą radę się obronić. Ani razu nie wybrzmiało żadne kunktatorskie namawianie do ustępstw wobec Rosji. Nie było stwierdzeń typu: „my dbamy przede wszystkim o naszą gospodarkę, żeby nie ucierpiała”, co dało się słyszeć z innych stolic. I wreszcie Polska otworzyła granicę, a Polacy serca, dla uciekających przed wojną Ukraińców. Andrzej Duda powiedział wczoraj, że Ukraińcy nie są w Polsce uchodźcami, tylko gośćmi.

I rzeczywiście tak jest. A to sytuacja bezprecedensowa w dziejach współczesnych konfliktów zbrojnych i ich następstw w postaci fal uchodźców. Z Polski Ukraińcy nie słyszeli również: „tej broni wam nie damy, bo co na to Rosja”. Z Polski trafiło na Ukrainę ponad dwieście czołgów, bojowe wozy piechoty i masa innego sprzętu, w tym najnowsze zestawy przeciwlotnicze Piorun i karabinki Grot, które wczoraj prezentowali ukraińscy specjalsi ochraniający wizytę prezydenta. Polska stała się również wielkim hubem przeładunkowym dla przywożonej z Zachodu broni i pomocy humanitarnej. Co ważne, ani razu nikt w Polsce nie wyraził wątpliwości, że tak właśnie powinno być.

— Chcę, żeby na zawsze zachowało się braterstwo Ukraińców i Polaków. Jak powiedziałem dziś przed posłami: aby nasza jedność, jedność Ukraińców i Polaków, była stałą wartością, której nikt nie naruszy — powiedział Wołodymyr Zełenski.

Wojna scementowała jedność i braterstwo, a odsunęła na bok dawne animozje. Zrobiła coś więcej: zbudowała pozytywny obraz Polaka i Ukraińca w powszechnej i masowej świadomości obu narodów. Nie ma też wątpliwości, że uświadomiła wzajemnie wspólnotę interesów. Tego wcześniej nie było. Ukraiński mainstream bardziej stawiał na bogatsze, zachodnie państwa. Polski nieufnie podchodził do Ukrainy, mimo, że mury kruszały przecież od lat – po pomarańczowej rewolucji i po ostatniej, rewolucji godności na przełomie 2013 i 2014r.

Potrzebny plan Marshalla dla Ukrainy. Prezes Forum Ekonomicznego w Davos apeluje do świata

Wczoraj w Kijowie była mowa również o przyszłości. Ze strony Zełenskiego nawet bardzo konkretnie, bo zapowiedział ustawę nadającą Polakom specjalny status na Ukrainie. Nie znane są jeszcze wprawdzie szczegóły, ale można domniemywać, że będzie się to wiązało z ułatwieniami w podróżowaniu na Ukrainę oraz w inwestowaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej. Jeśli bowiem wybiec w przyszłość, to niezależnie od tego, czy wojna skończy się całkiem, czy przybierze stan permanentnego zagrożenia i walk o mniejszej dynamice na wschodzie Ukrainy, to nasz sąsiad będzie musiał rozpocząć odbudowę kraju. I tu zaangażowanie polskiego biznesu będzie kluczowe. Ten jednak, poza nielicznymi wyjątkami, jeszcze przed wojną podchodził do Ukrainy nieufnie. Obawiał się korupcji i braku stabilnego prawa, mimo reform i korzystnych zmian w ostatnich latach. Co jest zrozumiałe, wojna dodatkowo odstrasza biznes. Specjalny status dla Polaków może być nie tylko miłym gestem, ale i ważnym ruchem, by zachęcać Polaków do zaangażowania się na Ukrainie.

To co pozostanie po wizycie Andrzeja Dudy to oczywiście bardzo ważne obrazki ściskających się serdecznie przyjaciół-prezydentów. Ten uścisk stwarza pole dla czegoś więcej. Dla budowania sojuszu polsko-ukraińskiego i otwarcia poprzez te relacje drogi dla Kijowa do Europy: UE i NATO. Tym razem naprawdę, a nie w sposób pozorowany, jak w poprzednich latach. Wykracza to poza logikę „dyplomacji ratunkowej”, która ogranicza się do mniejszego, lub większego, ale jedynie wspierania Kijowa w czasie wojny, by wytrwał. Przesłanie wczorajszej wizyty idzie dalej. Chodzi o przesunięcie strefy Zachodu na wschód. O przekonanie Ukraińców, ale i świata (razem z Rosją), że Ukraina wyjdzie z wojny silniejsza i nie będzie już nigdy sama.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów