Apelacja odrzucona. Dziennikarki Biełsatu pozostaną za kratami

Daria Czulcowa i Kaciaryna Andrejewa w sądzie Frunzenskiego Rajonu. Mińsk, Białoruś. 9 lutego 2021 roku. Zdjecie: AW/belsat.eu

W Sądzie Miejskim w Mińsku odbył się dziś proces apelacyjny w sprawie Darii Czulcowej i Kaciaryny Andrejewej, które ostały skazane na dwa lata kolonii karnej za “organizację zamieszek”. Podczas godzinnej rozprawy wnioski obrońców zostały odrzucone, a pierwotny wyrok utrzymany w mocy.

18 lutego dziennikarki Biełsatu Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa zostały skazane na dwa lata pozbawienia wolności. Białoruski sąd ukarał je za ich pracę – 15 listopada relacjonowały na żywo pokojową akcję pamięci po zamordowaniu przez milicjantów w cywilu aktywisty Ramana Bandarenki. Nasze koleżanki zostały zatrzymane podczas pacyfikacji protestu i początkowo skazane za udział w nielegalnym zgromadzeniu. Następnie przeciwko nim wszczęto sprawę karną za „organizację działań rażąco naruszających porządek publiczny”.

Dziś Sąd Miejski w Mińsku rozpatrzył apelację adwokatów naszych koleżanek. Proces relacjonowaliśmy na żywo na antenie, stronie i sieciach społecznościowych Biełsatu.

Kaciaryna i Daria nie pojawiły się na sali sądowej. Są osadzone w więzieniu śledczym w Żodzinie – za kratami przebywają już ponad pięć miesięcy.

Kaciaryna była reprezentowana przez nowego obrońcę – Andreja Maczaława, a adwokatem Darii pozostał Alaksander Chajecki. Wśród obecnych na sali był prawnik Siarhiej Zikracki, który w lutym był obrońcą Kaciaryny Andrejewej. Potem został pozbawiony prawa wykonywania zawodu.

Proces apelacyjny w sprawie dziennikarek Biełsatu. Po prawej obrońcy Andrej Maczałau i Alaksandr Chajecki. Mińsk, 23.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Przed salą została ustawiona bramka-wykrywacz metalu. Wszyscy wschodzący (około 20 osób) byli dokładnie przeszukiwani przez milicję.

Na początku posiedzenia adwokaci wnioskowali o udział Kaciaryny i Darii w rozprawie – osobiście, lub za pośrednictwem łącza wideo. Andrej Maczałau, obrońca Kaciaryny, zauważył, że w materiałach sprawy jest wpis sędzi o zapoznaniu się z materiałami agenturalno-operacyjnymi milicji. Prawnik złożył wniosek, by także obrona mogła poznać te dokumenty.

Skład orzekający zdecydował jednak nie zadowolić wniosków adwokatów.

Adwokat Andrej Maczałau przygotowuje się do procesu apelacyjnego w sprawie dziennikarek Biełsatu. Sąd Miejski w Mińsku, 23.04.2021 r. Zdjecie: AW/belsat.eu

Sędzia przeczytał apelację obrony. Podkreślono w niej, że nie udowodniono, by praca dziennikarek przyczyniła się do zakłócenia pracy komunikacji miejskiej, za co zostały skazane. Nie udowodniono też rozmiarów strat poniesionych przez miejskiego przewoźnika Minsktrans. Nie zostali też przesłuchani uczestnicy protestu, którzy by potwierdzili, że to właśnie Andrejewa i Czulcowa skłaniały ich do wejścia na jezdnię.

Adwokaci zarzucili też, że sąd nie udowodnił, by dziennikarki brały aktywny udział w działaniach zakłócających porządek publiczny. Podkreślili, że obecność reporterek na jezdni wynikała z wykonywanej pracy. Sąd pierwszej instancji miał też nie udowodnić, że Kaciaryna Andrejewa wykrzykiwała antyrządowe hasła. Według obrony, w zapisie relacji online z tych wydarzeń nie ma wezwań obywateli do udziału w proteście – dziennikarki jedynie informowały o tym, co co działo się na miejscu.

Prawnicy podkreślili także, że milicjanci przekroczyli swoje uprawnienia, bezprawnie odbierając dziennikarkom kamizelki z napisem “Prasa”, a przeszukania ich mieszkań zostały przeprowadzone z naruszeniami przepisów.

– W związku z tym wyrok jest niezgodny z prawem i nieuzasadniony. Powinien więc zostać unieważniony – oświadczył Andrej Maczałau.

Podczas procesu adwokat jeszcze raz podkreślił, że dziennikarki nie dopuściły się działań naruszających porządek publiczny, a jedynie wykonywały swoją pracę. Zauważył też, że uczestnicy akcji pamięci byli skazywani za udział w nielegalnym zgromadzeniu, a nie zamieszkach, więc takie się nie odbyły i nasze koleżanki nie mogły ich organizować.

Z kolei obrońca Darii Czulcowej zauważył, że dziennikarki zostały wspólnie skazane m.in. za wzywanie do łamania prawa. Jednak jego klientka była poza kadrem i nie wygłaszała żadnych odezw do telewidzów.

Dziennikarz Ihar Iliasz, mąż Kaciaryny Andrejewej, opuszcza salę rozpraw po ogłoszeniu wyroku. Mińsk, 23.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

– Uważam, że ich wina została całkowicie udowodniona – oświadczyła z kolei prokurator Wolha Hierasimowicz.

Według niej dziennikarki same przyznały w sądzie, że znajdowały się na miejscu popełnienia przestępstwa, że wchodziły na jezdnię i znajdowały się w mieszkaniu rodziny Marozawów.

Według oskarżycielki, Minsktrans udowodnił, że to z winy Andrejewej i Czulcowej utrudniony został ruch autobusów, a dziennikarki same przyznały się do wejścia na jezdnię. Dodała też, że nie miały one prawa nagrywać, bo “MSZ nie wydało im akredytacji” [akredytowani przez MSZ muszą być zagraniczni dziennikarze, natomiast obywatele Białorusi mają konstytucyjne prawo do zbierania i przekazywania istotnych dla społeczeństwa informacji – belsat.eu].

Według prokurator, rodzaj i wysokość kary wymierzonej przez sąd pierwszej instancji, były „w pełni uzasadnione i sprawiedliwe”. W związku z tym zawnioskowała ona o pozostawienie wyroku bez zmian. Od początku procesu Wolha Hierasimowicz nie odwróciła się twarzą do zebranych na sali.

Po krótkiej przerwie Sąd Miejski w Mińsku ogłosił, że wyrok sądu pierwszej instancji pozostaje w mocy. Na odrzucenie apelacji sędziowie Alona Ananicz i Piotr Arłou potrzebowali nieco ponad godzinę.

Adwokat Andrej Maczałou po przegranej apelacji w sprawie Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej. Mińsk, 23.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Po wyjściu z sali rozpraw adwokat Andrej Maczałou oświadczył, że złoży przewodniczącemu Sądu Miejskiego w Mińsku skargę na decyzję składu sędziowskiego. A w razie jej odrzucenia, będzie apelował w Sądzie Najwyższym.

Mąż Kaciaryny Andrejewej, dziennikarz śledczy i analityk Ihar Iljasz oświadczył, że przygotowywana już jest skarga do Rady ONZ ds. Praw Człowieka.

– Cud się nie wydarzył. Nie miałem złudzeń. Sprawiedliwe sądy nagle się na Białorusi nie zjawiły. Do przebłysku sumienia nie doszło. Ludzie wykonujący obowiązki sędziów już dawno się go pozbyli – powiedział dziennikarz.

Ihar Iljasz po wyjściu z Sądu Miejskiego w Mińsku, gdzie odrzucona została apelacja w sprawie jego żony Kaciaryny Andrejewej. Mińsk, 23.04.2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Dziś o godzinie 19 czasu warszawskiego, przed białoruską ambasadą w Warszawie (ul. Wiertnicza 58 na Wilanowie) rozpocznie się pikieta solidarności z Kacią, Daszą innymi białoruskimi dziennikarzami – więźniami reżimu Alaksandra Łukaszenki.

Wesprzyjmy dziennikarki Biełsatu. W piątek pikieta w Warszawie

aa, pj/belsat.eu

Wiadomości