„Jeszcze na Majdanie zrozumiałam, że najważniejsze jest umieć uratować życie”. Rozmowa z wolontariuszką batalionu medycznego

Ukrainka Kira Neczaj stała się sławna po tym, jak jej zdjęcie w mundurze wojskowym z karabinem w ręku okrążyło cały internet. Dziewczyna jest na linii frontu od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę: pomaga w ochotniczym batalionie medycznym „Hospitalierzy”. Udało nam się porozmawiać z wolontariuszką w czasie jej przerwy między kolejnymi rotacjami służby.

Kira Neczaj, zdj.: Kira Neczaj/ Facebook

„Na Majdanie pomagaliśmy medykom: sprzątaliśmy stoły, zmywaliśmy krew”

Do batalionu medycznego “Hospitalierzy” 27-letnia Kira dołączyła na samym początku pełnowymiarowej wojny Rosji z Ukrainą – pod koniec lutego tego roku.

Gdy wybuchła wojna, dziewczyna była w domu w Kijowie i jej rozpoczęcie wcale nie było dla wolontariuszki zaskoczeniem: od momentu ataku Rosji na Donbas w 2014 roku Kira wiedziała, że to nie koniec.

Piękna ukraińska żołnierka istnieje w rzeczywistości

– 24 lutego o 5.00 rano obudziły mnie wybuchy, gdy nasza obrona przeciwlotnicza zestrzeliwała rakiety w pobliżu Boryspola – wspomina wolontariuszka. – Natychmiast zaczęłam dzwonić do moich przyjaciół, z którymi dzień wcześniej dużo rozmawialiśmy o tym, gdzie moglibyśmy wykorzystać naszą wiedzę medyczną. Razem z kolegą początkowo myśleliśmy o wstąpieniu do obrony terytorialnej, ale po kilku dniach zdecydowałam się udać do bazy „Hospitalierów”, bo wiedziałem, że tam przydadzą mi się moje umiejętności.

Kira Neczaj, zdj.: Kira Neczaj/ Facebook

Kira zaczęła interesować się medycyną wojskową w 2014 roku, od czasu Majdanu:

– Jeszcze zanim rozpoczęła się wojna na wschodzie, kiedy byłam studentką, razem z kolegami pomagaliśmy wolontariuszom na Majdanie. Kiedy miały miejsce najbardziej aktywne protesty, w dniach 18, 19 i 20 lutego, wraz z kolegą pomagaliśmy w zaimprowizowanej stacji medycznej, która mieściła się wówczas w Domu Związków Zawodowych. Pomagaliśmy medykom, sprzątaliśmy stoły, zmywaliśmy krew itp. Zrozumiałam wtedy, że w takich krytycznych sytuacjach, kiedy tu i teraz przed tobą umiera człowiek, a ty nie możesz nic zrobić, nie możesz mu pomóc, inne umiejętności nie mają znaczenia – najważniejsze jest to, by umieć uratować mu życie.

Przyczyniła się do zainstalowania defibrylatorów w kijowskim metrze

Kira Neczaj, zdj.: archiwum osobiste KN

Kira rozpoczęła szkolenie najpierw w zakresie konwencjonalnej opieki medycznej, a następnie w zakresie medycyny taktycznej. Później sama została instruktorką medycyny taktycznej w Wojskowej Akademii Medycznej i zaczęła uczyć zmobilizowanych.

– Chciałam wyjechać jako ratownik medyczny na wschód, aby tam wykorzystać swoją wiedzę, ale doznałam kontuzji sportowej. Musiałam więc poszukać sposobu, jak mogłabym się przydać jako cywil. Tak właśnie zaczęła się moja praca w organizacjach społecznych i wolontariackich – dodała.

Wiele z inicjatyw Kiry dotyczyło medycyny. Na przykład wraz z przyjaciółmi zrealizowała w Kijowie projekt „Reanimetro”. Aktywiści zgłosili swój pomysł do rady miasta i otrzymali pomoc na jego realizację z miejskiego budżetu. W ramach projektu stacje kijowskiego metra zostały wyposażone w automatyczne defibrylatory zewnętrzne i nowoczesne zestawy medyczne.

Kira Neczaj, zdj.: Kira Neczaj/ Facebook

Kira ukończyła studia na dwóch kierunkach: historia i prawo. Przez pięć lat pracowała w Centrum Demokracji i Praworządności, gdzie zajmowała się zarządzaniem projektami, nadzorowała prace nad projektami regionalnymi, organizowała wydarzenia edukacyjne i szkoliła działaczy społecznych w zakresie narzędzi do realizacji inicjatyw w ich społecznościach.

„Droga śmierci” pod Kijowem. 7 kilometrów, 7 dni i 37 zabitych cywilów

W styczniu tego roku, półtora miesiąca przed wojną, Kira rozpoczęła pracę w sektorze publicznym – w Narodowej Agencji Antykorupcyjnej – na stanowisku związanym z zarządzaniem projektami w edukacji.

„Zwierzęta też są ofiarami wojny i cierpią, więc im też pomagamy”

Kira Neczaj, zdj.: Kira Neczaj/ Facebook

Kiedy wybuchła wojna na pełną skalę, Kira zdała sobie sprawę, że nadszedł moment, by wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Działania batalionu „Hospitalierzy” były jej znane od 2014 roku – odbyła u nich szkolenie z medycyny taktycznej i stwierdziła, że działają na wysokim poziomie, dlatego chętnie do nich dołączyła.

Obecnie Kira udziela pierwszej pomocy personelowi wojskowemu, który odniósł obrażenia w walce, ale także cywilom, a nawet zwierzętom:

– Zwierzęta też są ofiarami wojny, też cierpią, więc nie możemy ich porzucić, jeśli nikt inny nie jest w stanie im pomóc – mówi wolontariuszka.

Karetki dla Szpitalników. Jak polscy kierowcy wspierają ratowników-ochotników na Ukrainie

Praca Batalionu „Hospitalierzy” wygląda tak: jest załoga, w załodze jest kierowca, strzelec osłony ogniowej – odpowiedzialny za bezpieczeństwo, medyk – osoba z wykształceniem medycznym i sanitariusz. Podczas pracy z rannymi każdy ma swoje własne zadania. Jeśli jest wielu rannych, zadania mogą się zmienić – wyjaśnia Kira.

Kira Neczaj, zdj.: Kira Neczaj/ / Facebook

Zwykle specjalny pojazd jedzie z rannym jak najszybciej do bezpieczniejszego miejsca, gdzie ten jest natychmiast opatrywany i przewożony do miejsca stabilizacji oddalonego o kilka kilometrów. Tam stabilizuje się stan poszkodowanego, a potem samochodem przeznaczonym do ewakuacji (MEDEVAC) ranny jest przewożony do placówki medycznej.

– Liczba rannych zależy od sytuacji, nie jest to liczba liniowa, nie możemy mówić o tej samej liczbie każdego dnia – podkreśla Kira. – W niektóre dni było kilkudziesięciu rannych, w inne ani jednego, albo jeden czy dwóch. Nie da się tego przewidzieć. Zdarzało się, że mówili nam w nocy o ofensywie, wstawaliśmy o trzeciej, mieliśmy w pełni przygotowany punkt stabilizacyjny i nic się nie działo. I na odwrót – w środku mniej lub bardziej spokojnej sytuacji nagle zaczynał się ostrzał.

Jednym z dawnych hobby Kiry jest strzelanie

Кira Neczej z ludźmi z batalionu „Hospitalierzy”. Zdj.: Kira Neczaj/ Facebook

Na początku wojny batalion działał w okolicach Kijowa.

– Wtedy bardzo dał się odczuć kontrast – najpierw jesteś w centrum Kijowa, gdzie jest mniej więcej spokojnie i toczy się życie, ale gdy wyjedziesz do miejsca oddalonego o zaledwie pół godziny drogi od miasta, znajdziesz się na prawdziwej wojnie – wspomina Kira wrażenia z pierwszych dni. – Kiedy walki przeniosły się z obwodu kijowskiego, zaczęliśmy jeździć na wschód. Teraz nasze ekipy pracują na wschodzie i południu, gdzie potrzebna jest pomoc.

Nie zawsze jednak udaje się pomóc. Około dwa tygodnie temu pewnego żołnierza nie można było uratować po trafieniu pociskiem Grad – załoga batalionu Kiry po długich próbach reanimacji musiała stwierdzić jego zgon.

Szpitalnicy XXI wieku. Kim są ochotnicy ratujący żołnierzy na Ukrainie?

Kira wie, jak obchodzić się z bronią. Strzelectwo od dawna było jednym z hobby dziewczyny. Przez pewien czas wolontariuszka miała nawet własną broń. Jak mówi, teoretycznie mogłaby wziąć udział w walce, gdyby zaszła taka potrzeba, ale na razie nie było sytuacji, w której musiałaby użyć broni.

Kira nie odczuwa silnego strachu podczas pracy na froncie:

– Myślę, że sytuacja na Ukrainie jest obecnie taka, że nigdzie nie można czuć się bezpiecznie. W Kijowie istnieje całkowicie realne ryzyko śmierci od ostrzału. Na zachodzie Ukrainy, na wschodzie – wszędzie jest teraz niebezpiecznie. Po prostu w strefie działań wojennych ryzyko jest większe, ale właściwie nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo mnie to przeraża. Choć były momenty, kiedy czułam się nieswojo, może nawet bałam się. Ale nie wpłynęło to na mnie w krytyczny sposób.

„Ta wojna będzie trwała co najmniej rok”

Kira Neczaj w górach, zdj.: Kira Neczaj / Facebook

Bliscy Kiry pozostali w Kijowie. Martwią się o nią i wspierają ją. Dziewczyna planuje wkrótce założyć własną rodzinę – niedawno się zaręczyła. Jej narzeczony również jest w wojsku i obecnie broni swojej ojczyzny przed rosyjską agresją.

Po zakończeniu wojny Kira chce tak jak dawniej pracować dla dobra ukraińskiego społeczeństwa, a oprócz pracy chce też wrócić do swojego hobby, jakim jest turystyka górska i wspinaczka. Dziewczyna chodzi po górach już od siedmiu lat, a w zeszłym roku weszła na Kazbek w Gruzji. Ta góra o wysokości 5000 m jest najwyższym punktem, na który Kira do tej pory się wspięła.

– Po powrocie do życia cywilnego czeka nas wiele pracy. Wiele trzeba będzie zrobić, naprawić, ulepszyć, wielu ludzi i wiele regionów, które najbardziej ucierpiały w wyniku wojny będzie potrzebować wsparcia – mówi Kira. – Nie mam jednak jeszcze sprecyzowanych planów, ponieważ uważam, że wojna potrwa jeszcze długo i nie skończy się w ciągu kilku miesięcy. Jeszcze przynajmniej rok.

Planem na najbliższą przyszłość jest więc dla Kiry pozostanie na froncie i udzielanie pomocy medycznej rannym.

Za wspólną wolność. Jakie formacje utworzyli Białorusini, by walczyć w obronie Ukrainy

Hanna Hanczar, ksz, pp/belsat.eu

Wiadomości