Rosja kibicuje awanturze politycznej w Kijowie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kreml marzy o wpływowej, prorosyjskiej sile politycznej na Ukrainie i zirytowany, że nie to wychodzi, publikuje kolejny artykuł obrażający Ukraińców. Za to w Kijowie do władzy dochodzi partia Chaos i Wojna Oligarchów.

Dziś w Kijowie zaczyna się szczyt Ukraina-UE. Dla Wołodymyra Zełeńskiego będzie to chwila wytchnienia od coraz bardziej nabierającej obrotów politycznej zawieruchy. W miniony weekend pod domem Zełeńskiego w podkijowskiej Koncza-Zaspie trwały protesty. Aktywiści domagali się ukarania oligarchy Ihora Kołomojskiego i prawdy o ujawnionych przez śledztwo Pandora Papers milionach dolarów ukrywanych za granicą przez prezydenta i jego ludzi. Ekipa Zełeńskiego obwinia o zainspirowanie protestów lidera opozycji Petra Poroszenkę. Zresztą pod domem byłego prezydenta również odbyły się protesty. O ich organizację Poroszenko oskarża z kolei Zełeńskiego. Opozycja domaga się od prezydenta informacji o jego majątku w rajach podatkowych. Wspólnym mianownikiem tych wydarzeń jest zainicjowana przez Zełeńskiego „deoligarchizacja”. W Kijowie wywołała potężną burzę polityczną, która pewnie będzie długo trwała. W Moskwie ożywiła nadzieje na powrót do polityki podgrzewania zamętu na Ukrainie i podgrzewania animozji.

List z Moskwy

Zamieszczony w dzienniku Kommersant tekst „Dlaczego kontakty z obecnymi ukraińskimi władzami są bezsensowne” brzmi, jakby napisał go jakiś zaślepiony jadem nienawiści wielkorosyjski nacjonalista. Do tego puściły mu wszelkie hamulce. Znajdujące się tam antyukraińskie, antysemickie i pozbawione często elementarnej logiki i związku z faktami epitety i metafory, rzadko występowały nawet w mało delikatnej przecież publicystyce takich tuzów kremlowskiej propagandy, jak Władimir Sołowiow czy Dmitrij Kisieliow. Nawet znany z Ukrainożerstwa Władmir Żyrinowski pewnie by się zastanowił, zanim nazywałby „debilną” dyplomatyczną aktywność ukraińskich władz, czyli Platformę Krymską. W tekście pojawiają się gorsze rzeczy, np. stwierdzenie, że Zełeński, który będąc Żydem, pracuje dla antysemickich spadkobierców „banderowców”, to tak, jakby Żydzi pracowali dla SS w czasie II wojny światowej. Plus sugestie, że ukraińska elita nie ma narodowości, ani tożsamości i jest całkowicie sprzedajna.

Miedwiediew pozazdrościł Putinowi. Były prezydent i premier opublikował obelżywy artykuł o Ukrainie

Autorem tekstu jest Dmitrij Miedwiediew, były prezydent i premier, oraz aktualny zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Osoba formalnie odpowiedzialna za kształtowanie rosyjskiej polityki bezpieczeństwa, relacji zagranicznych i jeden z najbliższych zauszników Władimira Putina. Owszem, często w opiniach medialnych jego rola w rosyjskim systemie władzy jest umniejszana. Nazywany jest „zastępcą”, „zmiennikiem”. Czasem, równie mylnie, kremlowskim liberałem. Właśnie dlatego, że to z jego biurka wyszedł ten paszkwil, należy obrzydliwe słowa w nim zawarte, potraktować poważnie.

Jako element rosyjskiej wojny hybrydowej przeciw Ukrainie. I zapowiedź powrotu Rosji do gry o Kijów, ale od środka, z wykorzystaniem wewnętrznych, ukraińskich rozgrywek politycznych. Moment, w którym Moskwa opublikowała tekst, nie jest przypadkowy. Tekst Miedwiediewa jest krótki i dość zwięzły. Jest twórczym rozwinięciem tez z artykułu Władimira Putina z lipca. Ukraińcy są wprost określani jako naród pogubiony i bez własnej tożsamości.

Rosyjski prezydent pozwolił sobie na konkluzję, że Ukraińcy to właściwie Rosjanie, tylko zbałamuceni przez Zachód i podpuszczeni do antyrosyjskiej aktywności. Miedwiediew idzie dalej, kreśli wizję Ukrainy jako koloni podporządkowanej USA. Oba teksty są wyrazem irytacji Kremla, że nie osiągnął do tej pory na Ukrainie swoich celów. Oba, są też sygnałem, że Moskwa nie porzuca marzeń o podporządkowaniu sobie Kijowa i będzie grała, orientując się na tę część ukraińskiego społeczeństwa, która poczuje rozczarowanie zarówno wobec polityków „post-majdanowych”, jak i rozbudzającego nadzieje na zmiany Zełeńskiego.

Wojna oligarchów

Rządy Zełeńskiego od 2019 r. były dla Kremla pewną zagadką. Przyjęte początkowo z uczuciem ulgi i nadzieją. No, bo Zełeński nieopatrznie obiecał szybkie zakończenie wojny w Donbasie. Bo odcinał się od kulturowej „ukrainizacji” Ukrainy. Pozwalał na powrót niektórych skazanych po Rewolucji Godności polityków ancien regime’u Janukowycza, albo po prostu ludzi, którzy nie kryli się z wolą porozumienia z Rosją. Wreszcie, bo był bliski oligarchy Ihora Kołomojskiego, co zwiastowało konflikty z innymi magnatami. A Rosji to bardzo na rękę. Kreml liczył jednak, na szybkie rozstrzygniecie spraw Donbasu na swoją korzyść, na wybory w Donbasie pod swoją kontrolą, ale legitymizujące tzw. separatystów wewnątrz ukraińskiego systemu politycznego. Na wpisanie autonomii Donbasu do konstytucji. Czyli mówiąc wprost – na zablokowanie wszelkich możliwości integracji Ukrainy ze strukturami zachodnimi. To się nie wydarzyło. Zełeński zaczął grę na czas z Moskwą i serię zakończonych czasem niewielkimi sukcesami podchodów pod liderów Zachodu.

Starcia przed domem byłego prezydenta Ukrainy

Ukraińską polityką od czasu do czasu wstrząsały konflikty oligarchów, albo władzy z nimi (co w zasadzie było odsłoną starcia grup oligarchicznych). Jednak to Zełeński zainicjował projekt pt. „deoligarchizacja”. Miał być patentem na spadające na początku roku i wiosną słupki poparcia, ale i sposobem na rozprawę z liderem najsilniejszej partii opozycyjnej – Petrem Poroszenką. Rada Najwyższa Ukrainy przegłosowała ustawę o oligarchach (ustawa nr. 5599) 23 września. Kłopoty zaczęły się tuż po głosowaniu. Swój sprzeciw wyraził spiker (marszałek) parlamentu, Dmytro Razumkow. Polityk, uznawany za jednego z bliskich sojuszników Zełeńskiego, już od jakiegoś czasu oddalał się od ekipy prezydenta i był przez nią podejrzewany, że spiskuje z oligarchą Rinatem Achmetowem. Zełeński powiedział wcześniej: „on nigdy nie był z naszej ekipy”. Co jest nieprawdą, bo Razumkow był jednym z architektów wyborczego zwycięstwa Zełeńskiego i jego partii. Wreszcie otwarcie wystąpił przeciw prezydentowi. W rezultacie rządząca partia Sługa Narodu postanowiła pozbyć się Razumkowa i 7 października był odwołany.

Zamach na doradcę prezydenta Ukrainy. Zełenski pilnie wraca do Kijowa z sesji ONZ

To z kolei wywołało chaos w parlamencie i lawinę oskarżeń, że treść ustawy o oligarchach poddana była manipulacjom i po głosowaniu usunięto z niej niektóre poprawki poselskie. Opozycja uważa, że ustawa nie może wejść w życie, gdyż zawiera wady prawne i brakuje podpisu zdymisjonowanego spikera Razumkowa (wymaganego wg. prawa). Chaosu dopełniają ostatnie manifestacje, które są zapowiedzią, że ani Poroszenko, ani pozostali oligarchowie, ale i Zełeński i stojący z nim Kołomojski, nie składają broni.

Obóz prezydencki liczy na utrzymanie popularności wśród Ukraińców walką z oligarchią. Jednak w szybkim tempie traci wiarygodność. Kiedy na jaw wychodzą rewelacje ze śledztwa Pandora Papers i okazuje się, że Zełeński chomikował miliony dolarów w rajach podatkowych, a czołowi politycy jego ekipy wzruszają ramionami, mówiąc, że to nic takiego, bo wszyscy tak robią. Kiedy bliskim sojusznikiem prezydenta w „deoligarchizacji” jest oligarcha Kołomojski i kiedy ustawy wymierzone w magnaterię są przepychane przez parlament w wątpliwy sposób. I tu pojawia się jeszcze Miedwiediew, który z Kremla grzmi, że z ukraińską elitą władzy nie da się rozmawiać, bo to pachołki Ameryki i służalcy faszystów.

Były prezydent Rosji kończy swoje wywody, stwierdzając, że Rosja nie powinna tracić czasu na rozmowy z Zełeńskim, tylko poczekać na nową, mądrzejszą władzę w Kijowie. Czyli taką uległą wobec Rosji. Dla ukraińskiego prezydenta to otwarta zapowiedź, że Rosja nie zamierza iść na jakiekolwiek kompromisy, np. w sprawie Donbasu, ale i tranzytu gazu. Putin z Miedwiediewem marzą, by na ukraińskiej scenie politycznej pojawiała się silna, prorosyjska partia (jaką kiedyś była np. Partia Regionów Wiktora Janukowycza), spolegliwy partner do rozmów. Partia, która wykorzysta rozkręcającą się walkę ekipy Zełeńskiego ze wszystkimi pozostałymi. Dziś jednak to marzenie jest bardzo mało realistyczne. Po siedmiu latach rosyjskiej agresji brutalne, niemal wulgarne obrażanie Ukraińców i nazywanie ich niewydarzonymi braćmi Rosjan na pewno, na szczęście, nie pomoże w spełnieniu tego marzenia.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów