Białoruski reżim znów kusi polskich korespondentów zaproszeniami na granicę

Białoruskie MSZ zaproponowało polskim dziennikarzom wejście do strefy przygranicznej od białoruskiej strony. Jednocześnie na miejsce nie są wpuszczani dziennikarze białoruskich mediów niezależnych, z których część została uznana za ugrupowania ekstremistyczne.

Resort dyplomacji w Mińsku wyraził swoje oburzenie faktem niewpuszczania dziennikarzy do strefy stanu wyjątkowego po polskiej stronie granicy. Nazwał to poważnym łamaniem praw dziennikarzy i zaproponował przyspieszoną procedurę akredytacji tym współpracownikom polskich mediów, którzy zechcą pracować w strefie przygranicznej po białoruskiej stronie.

Osiem kilometrów do granicy. Raport ze strefy kryzysu migracyjnego

– Takie kroki przyczynią się do obiektywnego i bezstronnego przekazywania informacji ze strefy masowego przebywania uchodźców i będą przeciwdziałać rozprzestrzenianiu jawnej dezinformacji – napisało MSZ na swojej stronie internetowej.

Dyplomaci nie wspomnieli przy tym, że “jawna dezinformacja” o sytuacji na granicy jest rozpowszechniana przede wszystkim przez państwo białoruskie, które odżegnuje się od swojego zaangażowania w ten proceder.

Białoruscy pogranicznicy: „Migranci sami się zorganizowali”

Obecnie na miejscu pracują przede wszystkim propagandyści reżimowych mediów oraz ci związani ze służbami specjalnymi. W swoich materiałach przekazują oni fałszywy obraz sytuacji – na przykład przejście migrantów przez białoruskie ogrodzenie graniczne (tzw. „Sistiemę”, 300 metrów od właściwej granicy) nazwali pokonaniem przez nich granicy z Polską.

Nagłośniony został też przypadek dmuchania chłopcu dymem papierosowym w oczy przed udzieleniem wywiadu dziennikarzowi białoruskiej telewizji.

Państwowym propagandystom zarzuca się też niemoralne formy relacjonowania kryzysu na granicy. Mają oni między innymi oferować migrantom jedzenie w zamian za udzielenie wywiadu.

Mińsk: przed Ambasadą RP demonstracja inspirowana przez białoruskie służby

Z kolei zagraniczni korespondenci i dziennikarze białoruskich mediów niezależnych nie mają tam dostępu.

  • Po pierwsze migranci znajdują się na terenie, w którym przebywać mogą jedynie osoby ze specjalnymi przepustkami.
  • Po drugie, reżim pozbawił większość zagranicznych korespondentów akredytacji za relacjonowanie protestów powyborczych w ubiegłym roku.
  • Po trzecie, większość mediów niezależnych została przez władze Białorusi zlikwidowana, część z nich uznano za ugrupowania ekstremistyczne, a dziennikarze i pracownicy najważniejszych redakcji znajdują się w aresztach.

MSW Białorusi uznało Biełsat za ugrupowanie ekstremistyczne

Korzystając z białoruskiej oferty, polscy korespondenci legitymowaliby więc działania reżimu Alaksandra Łukaszenki, który od lat łamie wolność słowa, a od roku jawnie prześladuje dziennikarzy jako swoich głównych wrogów.

We wrześniu podobną propozycję składał już polskim dziennikarzom prołukaszenkowski Białoruski Związek Kobiet. Przedstawicielki organizacji odwiedziły obozowisko migrantów w Usnarzu Górnym akurat w dniu, gdy koczujący w nim mężczyźni zostali wyposażeni w mundury białoruskich pograniczników.

Łukaszenkowska organizacja werbuje polskich dziennikarzy do wyjazdu do strefy przygranicznej

pj/belsat.eu

Wiadomości