Łukaszenka: nowa krucjata w imię starej tyranii

Paweł
Usau

Głównym celem przeprowadzenia wczorajszej „wielkiej rozmowy” z dyktatorem była chęć potwierdzenia swojego zwycięstwa i zademonstrowania pełnej kontroli nad sytuacją. W pewnym sensie rozmową tą Łukaszenka spróbował zrekompensować sobie klęskę wyborczą sprzed roku i odbudować swoją „charyzmę”.

Przemówienie Łukaszenki było wojownicze, pełne pogróżek i agresji. Ale w zasadzie – również programem działania władzy na najbliższe pięć lat.

Sedno tego programu polega na tym, aby całkiem przerobić społeczeństwo i państwo: polityka wewnętrzna będzie koncentrować się więc na totalnej wojnie ze społeczeństwem, co właśnie ma zapewnić stabilne rządy Łukaszenki na najbliższe lata. Jakiekolwiek kompromisy, a tym bardziej dialog, są wykluczone.

Polityczna i informacyjna autonomia społeczeństwa jest rozpatrywana jako bezpośrednie zagrożenie, a likwidacja struktur i aktywności społecznej tego „paskudztwa” (jak wyraził się sam Łukaszenka), będzie kontyunowana. Jednym z kluczowych elementów tej „zaczystki” będzie wypychanie aktywnych środowisk poza granice kraju. Łukaszenka nie martwi się przy tym negatywnymi skutkami emigracji, a więc degradacją społeczno-gospodarczą. O ile zapewni to totalne posłuszeństwo pozostałej części obywateli.

Ukarać za cokolwiek. Reżim w Mińsku wprowadza nowe represyjne ustawy

Jednocześnie, mimo triumfalnej retoryki widać wyraźnie, że działalność alternatywnych ośrodków politycznych bardzo Łukaszenkę drażni i złości. Podobnie jak sankcje. Stąd też świadomie poniżające i obraźliwe repliki – np. na adres Swiatłany Cichanouskiej i Pawła Łatuszki (którego potrafił nazwać „szmatuszką”), oraz ich ich celowa dehumanizacja.

Takie odczłowieczenie to kluczowy składnik w kształtowaniu wizerunku zmarginalizowania protestującej części społeczeństwa. Jest to skierowane na wzmożenie w nim agresji i przemocy politycznej. Innymi słowy, dyktator ogłasza „nową krucjatę”.

Łukaszenka jest przekonany, że udało mu się pokonać kryzys, a więc manipulacje z konstytucją nie są mu już potrzebne – przynajmniej w najbliższym czasie. Podobnie jak i referendum konstytucyjne. Prawdopodobnie tym właśnie przekonaniem można wytłumaczyć otwarte przyznanie się do stosowania przemocy wobec zatrzymanych podczas ubiegłorocznych wydarzeń sierpniowych oraz tego, że wybory zostały sfałszowane.

Łukaszenka: gdyby była taka potrzeba, nie zawahałbym się użyć armii

Jeżeli władza zdecyduje się na na wdrażanie zmian systemowych, to będą one dotyczyć dwóch zasadniczych kwestii: przedłużenia prezydentury Łukaszenki bez jego udziału w wyborach oraz ustanowienia mechanizmu przekazania (tranzytu) władzy prezydenta w ramach istniejącego systemu. W tym przypadku rolę nadrzędnej rady politycznej, nadającej odpowiednie uprawnienia Łukaszence będzie odgrywać Ogólnobiałoruskie Zgromadzenie Ludowe.

Teatr dla jednego aktora

A w przyszłości pojawi się wyselekcjonowana grupa „młodych” kandydatów do najwyższego urzędu w państwie, z których jeden (syn Łukaszenki) będzie reprezentować interesy klasy rządzącej. Jednocześnie dyktator dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza ustąpić w obliczu jakichkolwiek okoliczności.

Część agresywnych nastrojów Łukaszenka próbował skierować na Zachód, wykorzystując przy tym retorykę groźby wojny jądrowej – tak charakterystycznej dla Władimira Putina. Jest oczywiste, że będzie starać się doprowadzić konflikt z Zachodem do niebezpiecznego stadium, w której ten drugi będzie musiał zdecydować się na „negocjacje” bez warunków wstępnych.

Łukaszenka „gotów do rozmów z Polską, ale bez warunków wstępnych”

Z drugiej zaś strony, robiąc tak agresywne wypady w stronę Zachodu Łukaszenka demonstruje swoje oddanie Moskwie, ale jednocześnie unika tematów „praktycznych” – w rodzaju rosyjskiej bazy wojskowej na Białorusi i pogłębienia integracji obu krajów. Jest jasne, że białoruski dyktator ma nadzieję na powrót do tego okresu relacji z Rosją, jaki istniał do 2020 r.

Było widać, że na poziomie emocjonalnym Łukaszenka próbował wyrwać się z kremlowskich objęć. Z całych sił starał się przekonać obecnych, że swoją władzę zawdzięcza tylko sobie i strukturom siłowym, a udział i wsparcie ze strony Moskwy były tylko pośrednie. Wydaje się jednak, że publiczne umniejszanie roli Putina może wywołać nieprzyjemną dla Łukaszenki reakcję Moskwy.

Takie zwroty w ocenie wydarzeń świadczą o tym, że Łukaszenka odczuwa psychologiczną potrzebę zbudowania sobie własnej, komfortowej rzeczywistości i ukrycia za swoimi iluzjami istniejących problemów. Życie dyktatora we własnej rzeczywistości będzie pielęgnowane przez nowe pokolenie propagandystów, a to będzie jedynie podsycać kryzys polityczny i wzmagać konfrontację wewnątrz kraju i z zagranicą.

Łukaszenka straszy trzecią wojną światową, do której „dąży Zachód”

Paweł Usau dla belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów