Jak Parlament Europejski widzi Putina i Łukaszenkę?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Protesty na Białorusi, prześladowania Aleksieja Nawalnego i agresywna polityka Putina i Łukaszenki generalnie jednoczyły europejskich polityków. Są wyjątki: rolę adwokatów Kremla bierze na siebie zarówno skrajna prawica, jak i lewica, choć w sprawie relacji gospodarczych z Rosją podziały są zupełnie inne.

Mijający niebawem rok od początku białoruskich protestów i sfałszowanych wyborów był dla Europy szczególny nie tylko z uwagi na Białoruś. Również politykę rosyjską: wsparcie Kremla dla Alaksandra Łukaszenki, ciąg dalszy agresywnych działań wobec Ukrainy i państw Zachodu. Nie jest to oczywiście żadne zaskoczenie. Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się już trzynaście lat temu, po wojnie Rosji z Gruzją. Potem był 2014 r. i rosyjska agresja na Ukrainie, oraz pierwsza, powojenna zmiana granic z użyciem sił zbrojnych – czyli aneksja ukraińskiego Krymu i działania wojenne w Donbasie.

Kilkanaście lat to wydawało by się wystarczający okres, by tak potężny gospodarczo, politycznie i militarnie organizm jak Unia Europejska wytworzył „przeciwciała” i zbudował spójną politykę reakcji na kolejne działania zaczepne ze Wschodu. W ciągu ostatniego roku UE potrafiła wyjść poza często zarzucaną jej politykę pustosłowia i wzniosłego moralizowania i przejść do konkretnych działań. Świadczą o tym cztery pakiety sankcji wobec Białorusi. I utrzymywane sankcje wobec Rosji.

Jednak już na poziomie europejskiej polityki parlamentarnej z jednością bywa różnie. Zasadniczo Parlament Europejski był krytyczny wobec polityki rosyjskiej, ale podziały w ocenie działań Moskwy i Mińska ciągle się utrzymują. I to często w zaskakująco różnych miejscach sceny politycznej.

Kto i jak głosował?

Rezolucja w sprawie bezpieczeństwa UE z grudnia ubiegłego roku dotyczyła ważnych spraw związanych z bezpieczeństwem sieci 5G, cyberterroryzmem, przemytem ludzi i używaniem technologii w celach ataku przez państwa trzecie. Głosowanie odbywało się w cieniu akurat trwającej konfrontacji Rosji i Białorusi, a także Chin i innych reżimów autorytarnych. Wszyscy polscy deputowani głosowali za rezolucją. Ale np. w grupie deputowanych niemieckich przeciw byli ci z populistycznej i antyeuropejskiej Alternatywy dla Niemiec, a wstrzymała się od głosu lewica z Die Linke. Przeciw było francuskie Zjednoczenie Narodowe.

Głosowanie nad rezolucją dotyczącą sytuacji na Białorusi 17 września ubiegłego roku to była pierwsza reakcja na trwające wtedy już półtora miesiąca, brutalnie tłumione białoruskie protesty. Przeciw tej rezolucji głosowała jedynie frakcja Marine Le Pen w Parlamencie Europejskim. Ale niemiecka lewica i AfD (Alternatywa dla Niemiec) wstrzymały się od głosu. Podobnie jak pojedynczy deputowani z Czech i Słowacji.

Podobnie było z głosowaną tego samego dnia rezolucją krytykującą Rosję za otrucie Aleksieja Nawalnego i wzywającą UE do reakcji i zastosowania np. sankcji. Również w tej sprawie antyeuropejscy populiści z Francji, czy Włoch głosowali przeciw, a skrajna lewica z wielu państw wstrzymywała się od głosu. W sprawach dotyczących Rosji, czy Białorusi zdarza się, że przeciw krytycznym rezolucjom, obok skrajnej prawicy i skrajnej lewicy, głosują pojedynczy posłowie. Np. z Czech są to dwaj deputowani nowej, populistycznej partii Wolność i Demokracja Tomio Okomury: Iwan Dawid i Hynek Blasko, oraz Katerina Koneczna z Komunistycznej Partii Czech i Moraw.

Angela Merkel zapowiada naciski na reżim w Mińsku

Dwuskrzydłowy, prorosyjski sojusz w Parlamencie Europejskim umocnił się w ostatnich miesiącach. W kwietniu Rosja podjęła się nacisku na Ukrainę i zaczęła ściągać siły zbrojne na granice. Wcześniej w Rosji Aleksiej Nawalny był wysłany do łagru, a protesty Rosjan w jego obronie były brutalnie spacyfikowane. Na jaw wyszły również fakty o działalności rosyjskich agentów w Czechach i ich udziale w dywersyjnym wysadzeniu arsenałów we Vrbeticach.

Parlament Europejski wydał w kwietniu rezolucję krytykującą Rosję. Z 569 deputowanych znowu 67 było przeciw, a 46 wstrzymało się od głosu: razem przeciw głosowali niemieccy lewicowcy z Die Linke i nacjonaliści z AfD i partii Le Pen. Przeciw głosowała m.in. czeska deputowana Katerina Koneczna, która później w Sputniku (portal rozpowszechniający rosyjską propagandę), tłumaczyła, że nie ma dowodów na to, że Rosjanie wysadzili czeski arsenał.

Zresztą deputowani ze skrajnie populistycznej prawicy i lewicy są tak konsekwentni w unikaniu ataków na Rosję czy Białoruś, że nawet w kwestiach zasadniczych i zwyczajnie, po ludzku oczywistych potrafią głosować przeciw „mainstreamowi” większości parlamentu. Tak było w sprawie rezolucji po zabójstwie Ramana Bandarenki w Mińsku.

Nord Stream dzieli inaczej

Obrońcy Łukaszenki z Francji, Niemiec czy Czech znowu głosowali przeciw, albo wstrzymali się od głosu. Podobnie było w czasie styczniowych głosowań piętnujących Rosję za aresztowanie Aleksieja Nawalnego. Deputowani najbardziej narażonych na rosyjskie działania krajów Europy Środkowej (Polska, Węgry, Rumunia, Bułgaria), wbrew pozorom najczęściej głosują solidarnie „za” piętnującymi Putina i Łukaszenkę rezolucjami. I to niezależnie od podziałów na krajowych podwórkach politycznych.

Wyjątki dotyczą zwykle skrajnie lewicowych i populistycznych deputowanych z Czech i Słowacji i czasem z Węgier, czy Austrii. Przy czym poparcie dla rosyjskich interesów np. na Węgrzech, częściej rysuje się nie w kwestiach ideologicznych, czy związanych z prawami człowieka, ale gospodarczych.

Białoruskie MSZ publikuje „raport o głośnych naruszeniach prawa człowieka” na Zachodzie

Np. węgierscy deputowani głosowali zarówno przeciw zaostrzaniu sankcji dla Rosji, jak i rezolucjom uderzającym w interesy Rosatomu, czy Nord Stream II. Podobnie zresztą zachowała się część deputowanych austriackich. Jest to związane z rosyjskimi inwestycjami na Węgrzech, oraz potężnym lobbingiem Moskwy w tych krajach i uwikłaniem tamtejszych polityków w powiązania gospodarcze z Rosją.

Zresztą poważne kwestie gospodarcze dzielą Europę niezależnie od opcji politycznych. Widać to było w sprawie dodatkowego paragrafu wiążącego sprawę aresztowanie Nawalnego z wezwaniem do wstrzymania budowy Nord Stream 2. Prawie wszyscy Austriacy (poza Zielonymi ) głosowali przeciw. Wstrzymali się Węgrzy z rządzącego Fideszu Wiktora Orbana, przeciw byli deputowani skrajnie prawicowej partii Le Penn, ale i większość z partii mainstreamu, oraz Niemcy z frakcji CDU i SPD. Razem z Polakami, czy Rumunami przeciw Nord Streamowi głosowali za to niemieccy Zieloni.

Nord Stream 2 „platynowym sponsorem” Dnia Rosji w niemieckim Rostocku

Europejska układanka jest skomplikowana. Rosjanie potrafią jednak lobbować w niej swoje interesy. Choć na szczęście nie tak skutecznie jakby się wydawało. Wymierzone w rosyjską, agresywną politykę rezolucje mimo wszystko są przegłosowywane przytłaczająca większością.

Rezolucje Parlamentu Europejskiego wydają się tylko niewiele znaczącymi odezwami i apelami. Tak jednak nie jest. Pełnią ważną rolę jako wyraz woli i poglądów, oraz kierunkowych intencji europejskich narodów. Są również drogowskazem dla wykonawczych instytucji europejskich – np. w sprawie sankcji.

Dla Rosji, ale i Białorusi Łukaszenki obecność „adwokatów” w parlamencie europejskim jest ważna. Stwarza wrażenie, że w Europie nie ma jednoznacznej oceny agresywnej polityki. Dla Putina i Łukaszenki to oznaka europejskiej słabości. Nie do wyobrażenia jest przecież, by choćby jeden deputowany rosyjskiej Dumy Państwowej czy białoruskiego gromadzenia głosował przeciw uchwale o jednoznacznie antyzachodnim charakterze.

Zarówno Putin, jak i Łukaszenka nie rozumieją, że na tym właśnie polega siła Europy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów