Do czego służy dyktatorom historia

Oficjalna białoruska historiografia od kilku lat wiernie powtarza rosyjskie kłamstwa, zwłaszcza te dotyczące II wojny światowej. Kluczowe miejsce zajęła gloryfikacja ZSRR, a polskich partyzantów zaczęto oskarżać o zbrodnie na ludności białoruskiej. W tej narracji zabrakło miejsca dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Zamiast tego pozostało wiele miejsca dla opiekuńczej Rosji: carskiej, sowieckiej, a teraz putinowskiej.

putin lukaszenka dyktatorzy historia propaganda przelomiec maria opinia
Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka podczas składania kwiatów pod pomnikiem upamiętniającym cywilów poległych podczas tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Obwód leningradzki, Rosja. 27 stycznia 2024 roku.
Zdj. POOL / Reuters / Forum

Pod koniec stycznia w Mińsku miało miejsce bardzo istotne, a przez polskie media niemal niezauważone wydarzenie. Republikańska Rada ds. Polityki Historycznej przy administracji Łukaszenki i Międzyresortowa Komisja ds. Edukacji Historycznej przy prezydencie Federacji Rosyjskiej podpisały dokument o utworzeniu Wspólnej Rosyjsko-Białoruskiej Komisji ds. Historii.

Konsekwencją ma być m.in. stworzenie wspólnych podręczników historii dla szkół oraz uniwersytetów. Jak wyjaśnił rosyjski ambasador na Białorusi Borys Gryzłow, jest to konieczne, gdyż „wciąż istnieją poważne rozbieżności w rozumieniu bardzo ważnych wydarzeń zarówno w historii Związku Radzieckiego, jak i w historii Imperium Rosyjskiego”.

– Teraz uzgodniliśmy, że spojrzymy na te wydarzenia z zunifikowanego punktu widzenia– oznajmił rosyjski dyplomata.

Wiadomości
Białoruś i Rosja opracują wspólny podręcznik do historii
2024.02.01 18:29

W tym miejscu warto przypomnieć pewne wydarzenie sprzed czterech lat. 20 listopada 2019 roku na wileńskiej Rossie uroczyście pochowano szczątki powstańców styczniowych, straconych przez Rosjan w 1864 roku na Górze Zamkowej. Wśród nich znaleźli się: przywódca powstania na Żmudzi, gen. Zygmunt Sierakowski oraz Konstanty Kalinowski – komisarz powstańczego Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś, polsko-białoruski działacz niepodległościowy walczący o narodowe odrodzenie ludu białoruskiego.

wilno litwa pogrzeb
Uroczystości pogrzebowe powstańców styczniowych. Wilno, Litwa. 22 listopada 2019 roku.
Zdj. Grzegorz Jakubowski/KPRP

I to właśnie Białorusini na wileńskie uroczystości przybyli najliczniej. Wielu komentatorów uznało dzień pogrzebu za początek narodowego przebudzenia Białorusinów, przebudzenia, które ostatecznie zaowocowało masowymi protestami po sfałszowanych wyborach prezydenckich 2020 roku, a potem walką z Rosjanami pułku im. Kalinowskiego na Ukrainie.

Historia
Powstanie styczniowe na wschodzie Wileńszczyzny wybuchło 161 lat temu. Jego idea jest znów aktualna
2024.02.01 14:30

Wygląda na to, że znaczenie tamtych uroczystości docenił również Alaksandr Łukaszenka. Po 2020 roku zaczęły się bowiem nie tylko prześladowania oponentów, ale także wszystkiego co było związane czy to z historią Rzeczpospolitej Obojga Narodów, czy polskimi śladami na białoruskiej ziemi. Do więzień trafili działacze Związku Polaków na Białorusi, w tym pamięć o polskim podziemiu Andrzej Poczobut. „Nieznani sprawcy” zniszczyli miejsca związane z pochówkami lub upamiętnieniami polskich żołnierzy września i Armii Krajowej (do połowy 2023 roku zdewastowano 12 obiektów).

W narracji Mińska, nawet bez wspólnych z Moskwą podręczników, kluczowe miejsce zajęła gloryfikacja ZSRR, podczas gdy polska partyzantka zaczęła być oskarżana o dokonywanie w trakcie II wojny światowej zbrodni na ludności białoruskiej. Przy czym oskarżana nie tylko przez propagandę. W kwietniu 2021 roku białoruska Prokuratura Generalna wszczęła postępowanie karne, nakazując zbieranie w całym kraju dowodów na „zbrodniczą działalność” Armii Krajowej, natomiast w lipcu 2023 roku Łukaszenka podpisał znowelizowany Kodeks Karny pozwalający na skazywanie nieżyjących osób. Czy ostatecznie zaowocuje to wyrokami na dowódców działających na terenie Białorusi oddziałów AK zobaczymy, na razie w ten sposób reżim rozprawia się z krewnymi nieżyjących opozycjonistów, którzy pośmiertnie zostali skazani za terroryzm. W ten ciąg świetnie wpisuje się ustanowienie przez Łukaszenkę dnia 17 września, czyli rocznicy napadu ZSRR na Polskę, Świętem Jedności Narodowej Białorusi.

Wszystkie przytoczone wyżej wypadki dowodzą jednego – oficjalna białoruska historiografia od kilku lat wiernie powtarza rosyjskie kłamstwa, zwłaszcza te dotyczące II wojny światowej, jej przyczyn, przebiegu i udziału „niepobiedimoj” Armii Czerwonej w zwycięstwie. Po co w takim razie instytucjonalizowanie tego, co i tak już istnieje? Powodów może być kilka.

Wiadomości
Rosja i Białoruś utworzą komisję ds. „ochrony prawdy historycznej”
2024.01.26 11:36

Po pierwsze – dalsza rusyfikacja Białorusi. Jednakowe podręczniki będą świetnym uzupełnieniem powołanego ostatnio wspólnego holdingu medialnego. W ten sposób do wszystkich Białorusinów od przedszkola po kluby emerytów dojdzie ten sam spójny przekaz – Armii Czerwonej najpierw wyzwalającej uciśniony białoruski naród z niewoli polskich panów (17 września), a potem bohatersko, przy pomocy sowieckiej partyzantki pokonującej hitlerowskiego najeźdźcę. W tej narracji nie ma miejsca na Rzeczpospolitą Obojga Narodów i jakąkolwiek białorusko-litewsko-polską wspólnotę historyczno-kulturową. Jest natomiast opiekuńcza Rosja: carska, sowiecka, a teraz putinowska. Logiczną tego konsekwencją będzie najprawdopodobniej dalsza walka z polskimi miejscami pamięci, których na Białorusi jest jeszcze ok. 500, a także kościołem katolickim, jako niebezpiecznym rozsadnikiem okcydentalizmu, jak i z polską mniejszością.

I tutaj dochodzimy do kolejnej prawdopodobnej przyczyny historyczno-medialnych posunięć. Moskwa mimo powtarzających się ataków na Polskę, często podkreśla, że Warszawa nie jest dla niej równorzędnym partnerem. Waszyngton, Berlin, ostatecznie Bruksela, ale nie Warszawa. Stworzenie jednej moskiewsko-mińskiej historyczno-propagandowej narracji pozwala główny ciężar atakowania Polski przerzucić na białoruski front. Przy czym znalezienie odpowiednich argumentów ułatwia wspólna historia, w tym II RP, w której granicach znalazła się zachodnia Białoruś.

Czy zaowocuje to pogłębieniem przepaści pomiędzy Polską a jej wschodnim sąsiadem? Niewykluczone. Warszawa ma jednak parę atutów. Są nimi zarówno duża liczba szukających schronienia przed obecnym reżimem uchodźców z Białorusi, jak i białoruskojęzyczne niezależne media, takie np. jak Biełsat, które mimo coraz większych utrudnień docierają do „poddanych” Alaksandra Ryhorawicza.

Media
Wiele pogrzebów Biełsatu
2024.01.19 13:21

Maria Przełomiec dla belsat.eu

Inne teksty autorki w Dziale Opinie

Aktualności