Co zostanie po wspólnych obchodach 3 Maja?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Spotkanie pięciu prezydentów było ważnym komunikatem. Dla przywódców Białorusi, Rosji i Zachodu, ale i dla Białorusinów, Rosjan oraz Ukraińców.

Wczoraj w Warszawie padło wiele ważnych słów, historycznych metafor, nawiązań do Konstytycji 3 Maja i historii XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. Na uroczystościach obchodów 230. rocznicy uchwalenia pierwszej w Europie Ustawy Zasadniczej spotkali się prezydenci Estonii, Litwy, Łotwy, Polski i Ukrainy. Przywódcom państw regionu udało się przełamać ciążące od wielu lat historyczne zaszłości, a z Konstytucji wielonarodowej Rzeczypospolitej uczynić spoiwo i ten element skomplikowanej historii narodów Europy Środkowej i Wschodniej, który łączy. W deklaracji końcowej spotkania padło stwierdzenie: „z nadzieją patrzymy w przyszłość”. I właśnie to, że warszawski zjazd nie był poświęcony wyłącznie celebrowaniu historii, jest jego największym sukcesem.

Trudny czas

Spotkanie w Warszawie odbyło się w krytycznym, jeśli nie kluczowym momencie dla tej części Europy. W kwietniu Rosja przeprowadziła bezprecednsową operację wywierania presji militarnej na Ukrainę, ale i na państwa NATO. Wokół wschodnich i południowych granic Ukrainy doszło do znaczącej koncentracji rosyjskich wojsk, pod pozorem ćwiczeń. Jednocześnie rosyjska propaganda i dezinformacja podgrzewały atmosferę zagrożenia i rozpuszczały sugestie, że może dojść do wojny.

Ostatni miesiąc to również czas kryzysu dyplomatycznego po ujawnieniu przez Czechów, że w 2014 r. rosyjscy agenci wysadzili ich składy amunicji. Po stronie rzeczy ważnych i niepokojących należy wpisać i determinację Rosjan, by dokończyć budowę gazociągu Nord Stream 2, oraz wiążące się z tym rosyjskie zabiegi wobec Berlina, czy Paryża, ale i Budapesztu, Wiednia i Rzymu.

Warszawa: wspólna deklaracja pięciu prezydentów

Jeśli spis priorytetowych problemów potraktować szerzej, to znalazłaby się tam polityka Alaksandra Łukaszenki. Atak na liderów polskiej mniejszości na Białorusi (aresztowanie m.in. Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta), czy dalsze i coraz brutalniejsze represje wobec opozycji świadczą o tym, że białoruski reżim nie zamierza się cofać. Przeciwnie, po uzyskaniu wsparcia Władimira Putina Łukaszenka utwardza stanowisko.

W Rosji Putin przygotowuje się do wyborów parlamentarnych we wrześniu i w ramach przygotowań zamierza rozbić opozycję. Nie uległ w sprawie uwięzionego Aleksieja Nawalnego, jeśli nie liczyć drobnego ustępstwa polegającego na dopuszczeniu cierpiącego i głodującego opozycjonisty do opieki lekarskiej. Wyraźnie widać, że w najbliższym czasie Kreml podporządkuje swoją politykę trzem głównym celom:

Pierwszy to sprawne dokończenie procesu wydłużania władzy Władimira Putina w wyborach do Dumy Państwowej (co oznacza dalsze nasilenie represyjności rosyjskiej władzy i prób eskalowania konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych).

Drugi to przełamywanie międzynarodowej izolacji Rosji, oraz przeforsowanie w relacjach z nową, amerykańską administracją polityki wspólnych celów i równorzędnych relacji, co dla Kremla, jeśli chodzi o Europę, sprowadza się do porzucenia inicjatyw USA i NATO wzmacniania bezpieczeństwa Europy Środkowej i Wschodniej, zgody na Nord Stream 2 i wyjście Rosji z izolacji.

Trzeci cel wiążący się z poprzednimi, to utrzymywanie Ukrainy w stanie zawieszenia, osłabienia i nie dopuszczanie do wzmocnienia jej w ramach sojuszów z Zachodem. W przypadku Białorusi celem jest pozostawienie jej w wyłącznej, rosyjskiej strefie wpływu.

Przesłanie z Warszawy

Agenda głównych, rosyjskich celów zmusza do wyciągania wniosków. Jeden z nich to: region musi być zjednoczony. Na jego podziale Moskwie zawsze zależało. I udawało się podziały podgrzewać. Czy to animozje historyczne, czy etniczne, lub gospodarcze. Tak było w przypadku długo ciążących na relacjach polsko-ukraińskich, czy polsko-litewskich sporach o historię, czy polską mniejszość na Wileńszczyźnie. Gdzieś podskórnie przeszkadzała rywalizacja polsko-litewska, kto będzie ważniejszym i aktywniejszym „pomostem” w relacjach Europy z Białorusią, czy Ukrainą. Gdzieś zawadzał biznes, jaki robili z Rosją i Białorusią Łotysze.

Zełenski: dziękuję Polsce za twarde stanowisko w sprawie integralności terytorialnej Ukrainy

W ostatnim czasie animozje nie tyle zniknęły, co stały się wreszcie mniej ważne od świadomości, że bez wspólnoty i jednej polityki w regionie, Rosja z łatwością osiągnie swoje cele. Wczorajsze spotkanie w Warszawie było przypieczętowaniem procesów, które odbywały się w ostatnich latach. Bo to przecież wspieranie Ukrainy, działania w ramach Trójkąta Lubelskiego, wspólne działania Polski i Litwy wobec Białorusi, czy dobrze funkcjonująca współpraca Polski i państw nadbałtyckich w ramach NATO i w przestrzeni bezpieczeństwa jest sygnałem wobec Rosji.

Ale i wobec Zachodu. Przekaz z obchodów 3 Maja popłynął przecież również do Waszyngtonu. Taki, że ma partnera w całym regionie. Zarówno wśród członków UE i NATO, jak i w Kijowie.

Blinken w Londynie: USA chcą stabilnych relacji z Moskwą

Nie jest to wiadomość oczywista. Bo między nową administracją Joe Bidena a ekipą Wołodymyra Zełenskiego narosło wiele emocji, jeszcze przed wyborami w USA. Ukraina była w centrum afery podsłuchowej związanej z synem obecnego prezydenta. Zełenskiego oskarżali zarówno ludzie Donalda Trumpa, jak i Joe Bidena. W dodatku w ostatnim czasie pojawiły się spięcia wokół odwołania przez Zełenskiego kierownictwa koncernu energetycznego Naftohaz. Tymczasem w Waszyngtonie specjalnym pełnomocnikiem do spraw Nord Streamu został były członek rady nadzorczej Naftohazu, Amos Hochstein. Świetnie się zna na ukraińskiej energetyce, ale w Kijowie budzi również niepokój. Był krytyczny wobec prób reformowania energetyki przez ekipę Zełenskiego.

USA i UE zaniepokojone zmianami w ukraińskim Naftohazie

W sprawie Nord Stream uczestnicy wczorajszego spotkania są jednomyślni. Podobnie, jak w sprawie wspierania Ukrainy na drodze do UE i NATO i kwestii zapewnienia jej bezpieczeństwa w trudnym czasie narastającej, rosyjskiej presji. Zełenski mógł wyjechać z Warszawy zadowolony, bo do Joe Bidena przed jego rozmowami z Putinem, poszedł sygnał, że Ukraina nie jest sama. Sygnał z Warszawy popłynął również do stolicy jedynego państwa związanego z tradycją 3 maja bardzo mocno, ale wczoraj nieobecnego: Białorusi.

Nieobecni

Trudno byłoby się spodziewać wczoraj w Warszawie Alaksandra Łukaszenki. Nawet w okresie największego ocieplenia i jego prób symulowania dialogu z Zachodem, z majowych świąt, wybierał pompatyczne pokazy siły 9 maja w Moskwie, lub ostatecznie defiladę w Mińsku. Nie jest jeszcze znana decyzja, czy w tym roku Łukaszenka poleci do Moskwy. Jest jednak jasne, jakiego dokonał wyboru politycznego. Właściwie dokonał go już bardzo dawno.

Po roku protestów i represji wobec Białorusinów całkowicie odciął sobie możliwość choćby kruchego dialogu z Zachodem. Europejskie sankcje i białoruskie kontrsankcje nadały relacjom Mińska z zachodnimi, północnymi (ale i południowym) sąsiadami konfrontacyjny charakter. Łukaszenka oskarża Polskę i Litwę o udział w spisku i próbie organizacji przewrotu.

Międzynarodowe obchody 3 maja w Warszawie: Duda o „wolnościowych i europejskich aspiracjach” Białorusinów

Z innych przyczyn nieobecna była liderka białoruskiego protestu, Swiatłana Cichanouskaja. Odbywała wizytę we Włoszech, a wczoraj – w Słowenii. Uroczystości w Warszawie były formalne, z udziałem głów państw i w takim formacie Cichanouskaja nie mogła uczestniczyć. To również ważny sygnał: „traktujmy się poważnie i przestrzegajmy zasad” wobec Łukaszenki ciskającego absurdalne oskarżenia o wspieranie przewrotu. Bo w to, że uczestnicy trzeciomajowego spotkania wspierają białoruską opozycję i jej liderów, chyba nikt nie wątpi. Dali temu wyraz nie raz, stosując wobec Łukaszenki sankcje, dając schronienie prześladowanym opozycjonistom i spotykając się z liderami opozycji, z samą Cichanouską na czele.

Z wczorajszych uroczystości popłynął ważny przekaz i do Białorusinów. To nie Polska, czy Litwa w pojedynkę lub w ramach amerykańskiej intrygi, walczą z białoruską władzą, jak maluje ten obraz propaganda z Mińska. To cały region, wszyscy sąsiedzi Białorusi, poza jednym, są zjednoczeni tymi samymi wartościami, tradycjami i wizją polityki na jakie zasługuje również Białoruś.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów