Powstanie styczniowe na Białorusi. Idea aktualna do dziś

Dziś mija 158 lat od początku antyrosyjskiego zrywu w Wielkim Księstwie Litewskim, które Polacy nazywają powstaniem styczniowym, a Białorusini – powstaniem Kalinowskiego. O wydarzeniach lat 1863-1864 na Wschodniej Wileńszczyźnie rozmawiamy z lokalnym historykiem Kastusiem Szytlem.

Powody zrywu

W latach 50 XIX wieku w Imperium Rosyjskim, które wchłonęło wschodnią część Rzeczypospolitej, zaostrzyły się konflikty społeczno-polityczne. Nasiliła je tylko porażka wojsk carskim w wojnie krymskiej (1853-1856), która pokazała zacofanie Rosji względem państw zachodnich. Pańszczyzna, która dalej była podstawą gospodarki kraju, tylko wstrzymywała jego rozwój. Rozumiał to też nowy imperator Aleksander II, który w 1855 roku rozpoczął przygotowania do uwłaszczenia chłopów.

Na ziemiach byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów aktualna była nie tylko kwestia chłopska, ale też narodowa. Minęły trzy dekady od upadku powstania listopadowego w latach 1830-1931, znów nabrał sił ruch narodowo-wyzwoleńczy, którego celem było odbudowanie państwa polskiego w granicach z 1772 roku.

Wobec różnego postrzegania spraw socjalnych, zwolennicy odrodzenia Rzeczypospolitej podzielili się na „białych” i “czerwonych”. „Biali” byli głównie średnimi i zamożnymi właścicielami ziemskimi, którzy optowali za pokojową walką polityczną, liczyli na negocjacje z carskimi władzami przy wsparciu państw zachodnich, które pokonały Rosję podczas wojny krymskiej.

„Czerwony” przywódca powstania na Litwie i Białorusi Wincenty Konstanty Kalinowski

„Czerwoni” wywodzili się z różnych warstw społecznych i liczyli na odrodzenie ojczyzny drogą zbrojnej walki z carską Rosją.

Wśród jednych i drugich byli potomkowie powstańców styczniowych, a niektórym uczestnikom walk w latach 1830-1831 udało się wrócić z katorgi. Sprzyjało to antyrosyjskim nastrojom panującym w Kraju Północno-Zachodnim, jak z rozkazu imperatora Mikołaja I nazywano ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Rewolucyjne nastroje nad Dźwiną i Wilią

Od początku lat 60 na Wschodniej Wileńszczyźnie narastają antyrosyjskie nastroje, szczególnie wśród młodzieży akademickiej. Mieszkańcy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego oburzeni są wydarzeniami w Koronie – 27 lutego 1861 roku carskie wojsko strzelało do demonstrantów w Warszawie. Wywołało to spontaniczne demonstracje w całym kraju.

16 lipca 1861 roku w Głębokiem doszło do głośnej panifestacji patriotycznej podczas odpustu w święto Matki Boskiej Szkaplerznej, patronki miejscowego klasztoru karmelitów. Studenci uniwersytetów w Petersburgu i Moskwie weszli tego dnia na kościelny chór, z którego odśpiewali hymn „Boże, coś Polskę”. Uczestniczyła w tym nie tylko młodzież z powiatu dziśnienskiego, ale też lepelskiego, boryskowskiego i wilejskiego.

Rozpoczęły się też prace nad budową świadomości politycznej chłopów. Na początku 1863 roku w powiecie dziśnieńskim wśród białoruskich włościan rozpowszechniono gazetę „Mużyckaja prauda”, której redaktorem był Wincenty Konstatny Kalinowski, późniejszy dowódca powstańczy i bohater narodowy Białorusinów.

– W nocy z 22 na 23 stycznia [starego stylu – przyp. aut.] nie wiadomo przez kogo do chat i słupów maleńkimi gwoździkami przybite zostały drukowane kartki piątego i szóstego numeru „Mużyckiej Praudy”. W miasteczku Wierzchnie u chłopa Iwana Kramicza, przy drodze do majątku Kozłowszczyzna, w miasteczku Głębokie, we wsi Wereciejka, w miasteczku Osinogródek u chłopa Zachara Sakowicza, we wsi Łasica u chłopa Fiadora Cyruka – raportował carski isprawnik (starosta powiatowy) Florkowski.

Wybuch powstania na Litwie i Białorusi

Na ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego zryw rozpoczął się 1 lutego 1863 roku, gdy w „Mużyckiej Praudzie” opublikowano odezwę Komitetu Prowincjonalnego Litewskiego, na czele którego stał Kalinouski. Chłopów, mieszczan i szlachtę wezwano do zbrojnej walki z rosyjskim okupantem. Warto podkreślić, że odezwa została wydana w języku białoruskim. By zachęcić chłopów, obiecano im w razie zwycięstwa nadania ziemskie w wysokości trzech mórg (około dwóch hektarów).

Na początku marca powstanie zostało poparte przez część bogatej szlachty ze stronnictwa „białych”. A już 10 marca „czerwony” Komitet Prowincjonalny Litewski został rozwiązany, a Kalinowski odsunięty od dowodzenia powstaniem. Zamiast niego „biali” powołali Wydział Zarządzający Prowincjami Litwy. Choć protestował, Kalinowski musiał podporządkować się tej decyzji i przyjąć wyznaczoną mu rolę dowódcy powstania na Grodzieńszczyźnie.

Mapa walk powstańczych na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Autor: Stanisław Zieliński

Trzeba podkreślić, że skala powstania styczniowego na ziemiach litewsko-białoruskich była mniejsza, niż na terenach polskich oraz niż skala powstania listopadowego. Badacze oceniają, że tutaj wzięło w nim udział około 72-77 tysięcy osób, z czego tylko około 15 tysięcy bezpośrednio należało do oddziałów powstańczych. Tymczasem wojska carskie dysponowały 60 tysiącami żołnierzy na początku i 120 tysiącami pod koniec walk.

Przy takiej dysproporcji sił powstańcy nie mogli sobie pozwolić na bitwy w otwartym polu i wybrali walkę partyzancką. Zadawali regularnym formacjom nieoczekiwane uderzenia i uciekali przed ich odpowiedzią w lasy i bagna.

Powstanie w powiecie wilejskim

Dowódcą powstania w powiecie wilejskim został Wincenty Koziełł-Poklewski. Przygotowania do walk zaczął na dwa lata przed nimi, dlatego organizacja powstańcza na Wilejszczyźnie była jedną z lepszych w ówczesnej guberni mińskiej. Na początku maja jego oddział liczył 250 osób.

28 maja 1863 roku partia Koziełł-Poklewskiego starła się z carskimi wojskami niedaleko wsii Władyki pod miasteczkiem Illa. Walka trwała trzy godziny, a większość powstańców zginęła w boju lub utonęła próbując przepłynąć na drugi brzegi Wilii. Około trzydziestu żołnierzy trafiło do carskiej niewoli. W walce zginął i sam dowódca. Według świadków, przed śmiercią miał powiedzieć: “Jeśli nie my, to nasze kości zbudują wolność”.

Niedobitki oddziału zostały potem rozbite pod Kniahininem, gdzie powstańcy spoczęli w bratniej mogile. W czasach II Rzeczpospolitej żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza zbudowali w Illi pomnik ich upamiętniający (zdjęcie po lewej). Poświęcona im kaplica została też zbudowana w Kurzeńcu nad Wilejką (zdjęcie po prawej).

Powstanie w powiecie dziśnieńskim i borysowskim

Granica tych powiatów wypadała wtedy w Puszczy Hołubickiej, co sprzyjało powstaniu na tym terenie kilku partii powstańczych. Jednym z takich oddziałów dowodził Henryk Dmochowski, znany rzeźbiarz i uczestnik powstania listopadowego, który w 1860 roku wrócił do ojczyzny z USA.

Henryk Dmochowski – powstaniec i rzeźbiarz

Jego grupa liczyła około stu osób i na początku maja wyruszyła ona Puszczą Hołubicką na spotkanie oddziału Wincentego Koziełł-Poklewskiego. Podczas tego przemarszu 11 maja oddział zatrzymał się na obiad i odpoczynek w majątku Porzecze u generała Józefowicza. Któryś z okolicznych chłopów powiadomił o tym Rosjan, którzy znienacka zaatakowali powstańców. Zginął wtedy i sam Henryk Dmochowski. Wraz z dwoma towarzyszami został pochowany pod starożytnym kurhanem w dworskim parku.

Kuźma Swatok z synem

O tej potyczce słyszał od swojego ojca i dziadka – członków oddziału – białoruski chłop Kuźma Swatok z Puszczy Hołubickiej. Opisał ją w swoich wspomnieniach o powiedział o tym polskim pogranicznikom, którzy w 1938 roku świętowali 75 rocznicę powstania.

Rok później tereny zostały włączone do ZSRR, a mogiła Dmochowskiego została zapomniana. Dopiero w ubiegłym roku grób wybitnego artysty został uporządkowany przez nieobojętnych mieszkańców okolicy.

Białoruscy aktywiści odnowili grób powstańca styczniowego Henryka Dmochowskiego

Inny oddział powstańczy z Puszczy Hołubickiej działał pod Kubliczami, na granicy guberni mińskiej i witebskiej. Jego członkiem był Wincenty Rożnowski, dzierżawca majątku Janki pod Dokszycami. Podczas walk trafił do carskiej niewoli i został zesłany na 15 lat katorgi. Jego majątki Kamień i Uła zostały skonfiskowane i przekazane carskim generałom za zasługi podczas tłumienia powstania. Samemu Rożnowskiego udało się uciec z katorgi – ukrywał się potem w majątku teściów.

O wsi Janki opowiadaliśmy już wcześniej. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej osiedlili się tam przodkowie Mateusza Morawieckiego.

Kresowy ślad w historii rodziny Mateusza Morawieckiego

Jako ostatni z Puszczy Gołubickiej rozbity został trzydziestoosobowy oddział szlachcica Kowalewskiego. Przetrwał on aż do listopada 1863 roku, gdy powstanie zaczynało dogorywać. Partyzanci przegrali potyczkę, która wywiązała się po napadzie na eskortowany furgon pocztowy. Kowalewskiemu udało się uciec przez bagna. Został aresztowany w Borysowie, gdzie ukrywał się w domu znajomego Żyda. Na początku 1865 roku został skazany na śmierć.

Na terenie powiatu dziśnieńskiego działały też drobniejsze partie walczące z wojskami carskimi. Jeśli porównamy listy powstańców z 1831 i 1863 roku, okaże się, że wiele nazwisk się powtarza. Oznacza to, że walkę ojców podjęli synowie i wnuki. A byli i tacy, którzy uczestniczyli w obu powstaniach.

Z Dziśnieńszczyzny pochodził też powstaniec Stefan Hryniewski, ojciec znanego rosyjskiego pisarza Aleksandra Grina. Za udział w walkach w wieku 20 lat został bezterminowo zesłany do Koływania w guberni tomskiej. Potem uzyskał pozwolenie na przeniesienie się do guberni wiackiej, gdzie na świat przyszedł Aleksander.

Stefan Hryniewski po latach zesłania w głąb Rosji

W walkach brał też udział białoruski poeta, jeden z ojców współczesnej literatury białoruskiej Artemiusz Weryho-Dorewski (biał. Arciom Dareuski-Wiaryha). Po upadku powstania został zesłany na Syberię, gdzie zmarł. Na świat przyszedł w powiecie lepelskim, ale dziecińsko spędził w majątku Ludwinowo pod Dzisną. W ubiegłym roku aktywiści społeczni upamiętnili go tablicą ustawioną na miejscu dawnego dworu.

Skutki powstania

Zryw społeczny przyspieszył reformę ziemską. Przy czym chłopi zostali uwłaszczeni na lepszych warunkach, niż w reszcie imperium. Carskie władze zwracały uwagę na nastroje wśród ludu jeszcze podczas powstania i działały tu w pośpiechu. Rozpowszechniano też plotki, że szlachta wywołała powstanie, bo nie chce oddać chłopom wolności i ziemi.

I to działało: często włościanie współpracowali z Rosjanami i wydawali im powstańców. Wykorzystano w tym celu także staroobrzędowców, których przodkowie uciekli do Rzeczypospolitej przed prześladowaniami rosyjskich carów.

Łącznie na terytorium Kraju Północno-Zachodniego na śmierć skazano 128 powstańców, 12 i pół tysiąca zesłano na Sybir, z czego 800 na katorgę. Część uczestników powstania uniknęła kary, ale musiała udać się na emigrację.

Represji zaznał też Kościół katolicki: wielu księży zesłano, kościoły przekazywano Cerkwi prawosławnej. Stało się tak między innymi w Głębokiem i Duniłowiczach. Zdarzały się przypadki zmuszania ludności do przejścia z katolicyzmu na prawosławie. Budowane w tym czasie cerkwie lud nazywa „murawiowkami”, od nazwiska generał-gubernatora wileńskiego Michaiła Murawjowa. Z kolei on sam zyskał przydomek Wieszatiel.

Prawosławny kult Murawjowa-Wieszatiela to narzędzie w walce z białoruską państwowością

Aktywna rusyfikacja rozpoczęła się także w szkolnictwie – zakazano edukacji w języku polskim. Władze carskie liczyły na to, że wychowanie ludności w rosyjskim, prawosławnym duchu umożliwi jej pełną asymilację. Murawjowowi przypisuje się stwierdzenie, że „to, czego nie zrobił rosyjski bagnet, zrobią rosyjski pop, nauczyciel i urzędnik”. To przykre, ale trzeba przyznać, że następstwa tej polityki obserwujemy na Białorusi do dziś.

Na przełomie XIX i XX wieku następstwa powstania były oceniane bardzo niejednoznacznie. Wielu uważało, że przyniosło ono więcej szkody, niż pożytku i że trzeba było walczyć pokojowymi metodami.

Odbiór powstania w II Rzeczpospolitej

Ocena ta zmieniła się kardynalnie w latach międzywojennych. Odrodzonemu państwu polskiemu potrzebni byli bohaterowie i powstańcy styczniowi świetnie się na nich nadawali. Tym bardziej, że niektórzy z nich dożyli odzyskania niepodległości. Powstańcy i ich czyn byli romantyzowani, pisano o nich w gazetach.

W Wilnie zburzono postawiony w 1898 roku pomnik Murawjowa-Wieszatiela, który zdławił dwa powstania.

Na terenach przygranicznych wiele dla zbadania i zachowania pamięci o powstaniu robią żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. To oni organizują uroczyste pogrzeby powstańców Michała Falkowskiego w Podświlu (dwa pierwsze zdjęcia w poniżej) i Bonifacego Rutkowskiego w Leonpolu (dwa pozostałe zdjęcia poniżej)

Ciekawa jest historia „powstańczej sosny” z okolic Brasławia, w której powstańcy ukrywali przesyłki i gdzie się zbierali. W wyniku pokoju ryskiego znalazła się na samej granicy polsko-łotewskiej i należało ją ściąć. Ale na prośbę mieszkańców i po uzgodnieniu ze stroną łotewską drzewo pozostawiono, a na jego pniu umieszczono kapliczkę Matki Boskiej Ostrobramskiej.

Warto podkreślić, że i białoruski ruch narodowy w II RP pozytywnie podchodził do powstania styczniowego. Pochodzący z powiatu dziśnieńskiego poeta Michaś Maszara poświęcił mu poemat „Śmierć Kastusia Kalinowskiego”.

Z kolei malarz z Brasławia Piatro Sierhijewicz (pol. Piotr Sergijewicz) w 1936 roku namalował obraz „Kastuś Kalinowski pośród powstańców 1863 roku”.

Piotr Siergiejewicz. „Kastuś Kalinowski wśród powstańców”, 1956 r.

W 1938 roku na terenie II RP uroczyście obchodzono 75 rocznicę wybuchu powstania. Świętowano też na terenach przez nas opisanych. Uroczystości patriotyczne miały m.in. miejsce na mogile Henryka Dmochowskiego.

120-letni weteran powstania

Weteran powstania listopadowego i styczniowego Franciszek Zaremba

Osobno warto wspomnieć postać Franciszka Zaremby z Głębokiego, który miał przeżyć 122 lata i umrzeć w 1939 roku, już po wkroczeniu bolszewików. Trudno w to uwierzyć, ale świadczą o tym publikacje w międzywojennej prasie, które odnalazł historyk Kastuś Szytal.

W numerze 284 “Kurjera Wileńskiego” z 16 października 1936 roku czytamy:

Informacje o weteranie dwóch powstań znajdujemy też na stronach gazety z 1938 roku.

Głębocki krajoznawca Uładzimir Skrabatun pisze, że w 2006 roku rozmawiał z Uładzimirem Lilem, mieszkańcem wsi Stare Szarabaje pod Głębokiem, który urodził się w 1919 roku. Mężczyzna pamiętał Franciszka Zarembę, który zmarł w 1939 roku.

– To było w 1939 roku, gdy „nasi przyszli”. On pamiętał jeszcze pańszczyznę. Swoich dni dożywał już nie z synami, a z wnukami. To nie żarty! On tyle przeżył!

Niestety, grobu Franciszka Zaremby nie udało się jeszcze odszukać, ale miejscowi historycy nie tracą nadziei.

Znaczenie powstania dla współczesnej Białorusi

Należy podkreślić, że wiele z idei powstania pozostało aktualnymi i dla dzisiejszej Białorusi. A nawet więcej – stały się one szczególnie ważne teraz, gdy Białorusini umacniają się jako naród.

Minął rok od pogrzebu w Wilnie, który był najważniejszym zwiastunem białoruskiej rewolucji

W niemałym stopniu proces ten wzmocniło ponowne pochowanie w Wilnie szczątków bohaterów powstania, w tym Wincentego Konstantego Kalinowskiego i Zygmunta Sierakowskiego. Dalej aktualne są jego słowa skierowane do białoruskich chłopów: „Ludu, dopiero wtedy będziesz żyć szczęśliwie, gdy nad tobą Moskala już nie będzie”.

A gdy Białorusini ostatecznie zwyciężą, to i bohaterowie powstania wreszcie zostaną należycie uszanowani, a ich ofiara okaże się nienadaremną.

Zmicier Łupacz, belsat.eu

Autor dziękuje krajoznawcy Kastusiowi Szytalowi za pomoc przy pisaniu materiału

Wiadomości