Separatyści z Donbasu już są na Białorusi

video

„Weterani Donieckiej Republiki Ludowej” – w Homlu i Mohylewie.

W Homlu nietrzeźwy pasażer „marszrutki” zapewniający, że walczy w Donbasie za pieniądze, chciał sprzedać blogerowi Alesiowi Płotce taśmę z amunicją – wprost z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. A w Mohylewie mężczyzna, który przyszedł na pikietę Zjednoczonej Partii Obywatelskiej (AHP) i nazwał się weteranem wojen w Czeczenii i Naddniestrzu twierdził, że zabijał w Donbasie Ukraińców.

„Najbardziej obrzydliwe było to, że opowiadał o tym bez żadnych emocji, absolutnie spokojnie. Opowiadał to takim tonem i z taką intonacją, z jaką ludzie opowiadają, co jedli na śniadanie” – opowiada świadek zajścia, mohylewski działacz AHP Alaksiej Kiryjenka.

W stolicy przejawy separatyzmu przejawiły się na taksówce. Internauci zrobili zdjęcie auta z flagą samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Firma taksówkarska IQ zapewnia, że ten samochód już nie jeździ:

„Ten samochód u nas już nie pracuje i nawet naklejka na nim jest niestandardowa, nasza jest zupełnie inna i różni się od tej, którą naklejono na samochód z flagą DRL. Ten kierowca pracował kiedyś u nas, ale już jakiś czas nie pracuje.”

Ale władze niemal nie reagują na przejawy prorosyjskiego separatyzmu na Białorusi. Czego nie można powiedzieć o stosunku do nardowych kosztowności Ukrainy. Na granicy białorusko-ukraińskiej celnicy zatrzymali ukraińskich dziennikarzy z telewizji centralnej, którzy jechali tranzytem do Wilna. Oskarżono ich o próbę przewożenia literatury i materiałów audio i wideo o ekstremistycznej treści. Skonfiskowano 22 egzemplarze książek i dysków audio.

A w czasie kiedy bojownicy z Donbasu spokojnie chodzą po białoruskich ulicach, milicja szuka Eduarda Łobawa, który wyjechał, aby walczyć po stronie Ukrainy. Szef KGB i przywódca państwa potwierdzali niejednokrotnie przy tym, że najemnicy będą odpowiadać z całą surowością prawa.

Jednak w oficjalnych komunikatach jak dotąd nie ma ani jednego donisienia o zatrzymaniach tych, którzy walczą w Donbasie po stronie separatystów.

„Dziwne, że ci ludzie ani razu nie byli wyzwani ani do prokuratora, ani do KGB. Przecież ci ludzie mogą być niebezpieczni dla społeczeństwa. Przyjechali z doświadczeniami z wojny. Dlatego trzeba wyjaśnić, kto ich werbował” – wyjaśnia Aleh Wołczak, były pracownik prokuratury.

Ale nawet w tym wypadku, kiedy tzw. obrońcy Donbasu tylko udają tych, którzy walczą na wschodzie Ukrainy, władze też muszą zwracać uwagę na każdego takiego człowieka – przekonuje Wołczak:

„Nawet jeżeli mówi on nieprawdę, to należy wpisać go do kartoteki i powinno się z nim popracować, aby w przyszłości nie rozpowszechniał takich plotek, że uczestniczył w jakichś działaniach zbrojnych”.

Gdy ludzie, którzy jeżdżą do Donbasu zabijać Ukraińców, z łatwością wracają, prawdziwi patrioci nie mają możliwości przyjazdu na Białoruś. Dlatego zostają na Ukrainie i otrzymują ukraińskie obywatelstwo, tak jak w ostatnich dniach Wasil Parfiankou.

Wital Babin, „Biełsat”

Zobacz też
Komentarze