Rosjanie poznali się na polskich miłośnikach Putina?


Mateusz Piskorski, zdj. gazeta.ru

Prorządowa gazeta.ru: „Polscy przyjaciele Rosji to kompletny margines i faszyzujący radykałowie”

Grupa prorosyjskich działaczy z Polski odwiedziła Rosję w związku z obchodami 76. rocznicy zbrodni katyńskiej. Wśród gości były takie osobistości jak ekspolityk Samoobrony, lider prokremlowskiej mikropartii „Zmiana” Mateusz Piskorski, jej działacz Łukasz Gajewski oraz bloger portalu „Chojnice24” Adam Gogacz.

Po zakończeniu czterodniowego tournee po Rosji, działacze mieli możliwość zorganizowania konferencji prasowej w centralnym, moskiewskim centrum prasowym głównej rosyjskiej agencji prasowej TASS. Działaczy z Polski powitano na niej nawet fanfarami – na początku konferencji puszczono dżingiel „Wiadomości” rosyjskiego kanału państwowego Rossija 1, wykorzystujący właśnie takie instrumenty.

Na partię „Zmiana” faktycznie zwrócono ostatnio uwagę w Moskwie. Wizyta jej działaczy okazała się jednak porażką, co przyznają nawet prorządowi rosyjscy komentatorzy. W artykule, zatytułowanym „Ci ludzie są nikim i będą nikim” publicysta portalu gazeta.ru Aleksander Braterski wprost ubolewa nad brakiem jakiejkolwiek sensownej prorosyjskiej opcji politycznej w Polsce:

„Szerzone w mediach państwowych pochwały marginalnego polityka Piskorskiego udowadniają, że prócz nich, Kreml nie może postawić na nikogo innego w Polsce. Piskorski jest wstrętną postacią praktycznie nie mającą szans na normalną karierę polityczną w Polsce” – twierdzi Braterski w komentarzu opublikowanym na stronie internetowej prorządowego portalu informacyjnego gazeta.ru.

Mimo starań organizatorów, pokazała to już sama konferencja: do siedziby TASS przyszła jedynie garstka rosyjskich dziennikarzy, a większość zebranych w prawie i tak pustej sali stanowili Polacy.

Uczestnicy spotkania, na co także zwrócił uwagę Braterski, dopuszczali się nawet pewnych manipulacji: działacza partyjnego Łukasza Gajewskiego przedstawiono na przykład jako blogera. Co więcej, sprawiający wrażenie szefa przedsięwzięcia Jurij Bondarenko – przewodniczący niejakiego „Rosyjsko-Polskiego Centrum Dialogu i Zgody” – nie przetłumaczył na rosyjski części wypowiedzi Gajewskiego, gdzie ten stwierdził, że nie do końca popiera politykę Władimira Putina.

Dlatego też Braterski w swoim komentarzu dla „Gaziety” proponuje Kremlowi zrezygnować ze „zwolennika idei skrajnie prawicowych” Piskorskiego i jego partii. Publicysta przywołuje także opinię prorosyjskiego polskiego publicysty Jacka Korejby: pracujący dla prokremlowskiego portalu „Sputnik” dziennikarz uważa, że Rosja powinna podchodzić do Polski z większą dozą pragmatyzmu:

„Utrzymywanie stosunków z radykałami, którzy nigdy nie dojdą do władzy to nietrafiona koncepcja. Rosja powinna przyjąć Polskę taką, jaką ona jest i działać pragmatycznie” – cytuje Braterski Korejbę.

Inni komentatorzy uważają jednak, że Rosja nie powinna rezygnować z usług „Zmiany”: cytowany przez Braterskiego dyrektor Działu Ocen Strategicznych Rosyjskiej Akademii Nauk Siergiej Utkin twierdzi, że Kreml nie łudzi się co do objęcia władzy w Polsce przez prorosyjskie ugrupowanie. W Polsce, jak i w innych europejskich krajach, Kreml miałby stawiać na marginałów, ponieważ „swoimi działaniami osłabiają oni krytycznie nastawiony do Rosji polityczny mainstream”:

„Na tym polega cała gra. Nie na nadziei na zdobycie władzy przez marginałów, ale na wykorzystaniu ich możliwości przeszkadzania nieprzyjaciołom” – uważa Utkin.

Na taki rozwój zdarzeń zresztą wydawali się liczyć obecni wczoraj w Moskwie działacze i sympatycy „Zmiany”: Jurij Bondarenko zapowiedział kontynuację pracy partii nad „poprawieniem stosunków polsko-rosyjskich”, a także skory powrót delegacji do Federacji Rosyjskiej, tym razem by odwiedzić rządzoną żelazną ręką Ramzana Kadyrowa Czeczenię.

Założona w 2015 roku partia „Zmiana” przez wielu komentatorów życia publicznego w Polsce uważana jest za projekt polityczny finansowany przez Kreml. Jej lider, Mateusz Piskorski, w wielu wypowiedziach określał Polskę mianem „amerykańskiej kolonii” i nawoływał do zbliżenia z Rosją. W styczniu 2016 roku Piskorski wraz z delegacją „Zmiany” udał się na Krym. Uznał on tam między innymi, że dopiero po aneksji półwyspu „w pełni szanowane są [tam] prawa i wolności wszystkich narodów, w tym mniejszości ukraińskiej.”

dla belsat.eu Karol Łuczka, Moskwa

Zobacz też
Komentarze