Rosjanie o Łukaszence. Przedwyborcza analiza TV RBK


Na Białorusi rozpoczęła się zbiórka podpisów poparcia dla kandydatów zamierzających wziąć udział w wyborach prezydenckich 11 października. Grupy wsparcia powinny zebrać po 100 tys. podpisów w czasie od 23 lipca do 21 sierpnia. Centralna Komisja Wyborcza zarejestrowała osiem grup inicjatywnych, w tym grupę poparcia niezmiennego od 1994 prezydenta kraju – ubiegającego się o piątą kadencję Aleksandra Łukaszenki.

Rywale Łukaszenki

Na Białorusi nie ma partii rządzącej, dlatego Łukaszenkę wysunęła na prezydenta Federacja Związków Zawodowych Białorusi. Podpisy pod kandydaturą Łukaszenki zbierają jej przedstawiciele oraz działacze prezydenckiego ruchu „Biała Ruś”.

W gronie siedmiu rywali Łukaszenki, którzy przeszli wstępną selekcję CKW są weterani i początkujący oraz – po raz pierwszy w historii kampanii prezydenckich na Białorusi – kobiety: aktywistka kampanii obywatelskiej „Mów Prawdę” Tacciana Karatkiewicz i bezrobotna nauczycielka Żanna Romanowskaja, która bierze udział w wyborach samodzielnie.

Opozycyjna Zjednoczona Partia Obywatelska wysunęła jej przewodniczącego Aleksandra [powinno być „Anatola” – belsat.eu] Labiedźkę. To jedyny z uczestników wyborów z 2010 r., który zdecydował się wziąć udział w kampanii znów. Tamta sprzed pięciu lat zakończyła się tym, że prawie wszyscy opozycyjni konkurenci zwycięskiego Łukaszenki znaleźli się w więzieniu za udział w nielegalnym wiecu w noc po wyborach. Labiedźka spędził za kratami trzy i pół miesiąca. Na wybory idzie z programem „Milion nowych miejsc pracy”.

Po raz trzeci udział w kampanii bierze przewodniczący Partii Liberalno-Demokratycznej Siarhiej Hajdukiewicz, który w materiałach przedwyborczych mówi, że jego partia opowiada się za „konstruktywnym dialogiem” z władzą.

„W partii Hajdukiewicza są tysiące przedsiębiorców, nie ma ani jednego wolontariusza” – chwali się kandydat.

Przewodniczący Białoruskiej Partii Lewicy „Sprawiedliwy Świat” Siarhiej Kalakin brał udział w wyborach prezydenckich 2001 r., ale jego grupa wsparcia nie zebrała niezbędnej dla rejestracji ilości podpisów. Jeszcze jeden weteran to ekonomista Wiktar Ciareszczanka, który kandydował jeszcze w pierwszych wyborach w r. 1994 i który nie opuścił niemal żadnej kampanii prezydenckiej czy parlamentarnej.

Początkującycym kandydatem jest główny ataman białoruskich kozaków Mikałaj Ułachowicz. Swój udział wyjaśnił on portalowi tut.by tak:

„To jakaś niepojęta polityka ze strony oponentów prezydenta. Dla nas, patriotów to nie do przyjęcia”.

Oprócz Łukaszenki niewielu uda się zebrać podpisy – wyraził przekonanie Anatol Labiedźka. Poprzednie wybory prezydenckie odbyły się w r. 2010. Jak rok później opowiedział Łukaszenka, wtedy zebrać odpowiednią ilość podpisów zdołali nie wszyscy i on im pomógł.

„Oddałem im 600 tys. swoich podpisów. Ja miałem około 2 mln 700 tys. podpisów” – opowiedział na konferencji prasowej w 2011 roku.

Nawet jeżeli wszyscy uczestnicy zdołają zebrać niezbędną ilość podpisów i zostaną dopuszczeni do wyborów, to zgodnie z sondażami i własnymi opiniami, nikt z nich nie będzie w stanie stać się konkurencją dla rządzącego prezydenta. Na Łukaszenkę jest gotowych zagłosować 38 proc. osób, biorących udział w sondażu Niezależnego Instytutu Badań Społeczno-Gospodarczych i Politycznych (NISPD). Drugi pod względem popularności jest Siarhiej Hajdukiewicz – cieszy się poparciem 5,4 proc. respondentów. Taki sam wynik ma Anatol Labiedźka, Siarhiej Kalakin – 4,4 proc., Tacciana Karatkiewicz – 2,2 proc.

„Wyborów na Białorusi nie ma, władza zapędziła się do ślepego zaułka, ogromna liczba ludzi nie chce brać udziału w tych pseudowyborach, ludzie chcą przemian, ale nie mają pojęcia jak je przeprowadzić” – mówi Labiedźka.

Wyjaśnia on swój udział w kampanii tym, że kryzys daje opozycji możliwość poszerzenia swojej bazy, a wybory – przebicia się ze swoim punktem widzenia.

„Przychodzę właśnie na bazar, biorę megafon i naprzód. A gdyby to było poza ramami kampanii wyborczej, już byłbym na milicji, zaraz byłby sąd i 15 dni aresztu” – przytacza przykład Labiedźka.

Problemy faworyta

Aleksander Łukaszenka uważa, że w czasie kampanii wyborczej należy unikać populizmu, nie obiecując ludziom niczego zbędnego i nie oszukując ich – przytacza jego stanowisko agencja BiełTA. W jednym z wystąpień zasugerował, że w okresie przedwyborczym będzie niemało „różnych wypadów pod adresem państwa, w tym również naszego społeczeństwa”. O wyjaśnienie wyborcom stanowiska oponentów poprosił deputowanych do parlamentu.

Specyfiką tej kampanii jest pełna apatia społeczeństwa – mówi białoruski politolog Walery Karbalewicz. Jego zdaniem, dla Łukaszenki na tych wyborach istnieje jeden wielki minus. To sytuacja gospodarcza – po raz pierwszy oficjalna statystyka odnotowała spadek PKB o 3 proc. Dużym plusem dla Łukaszenki Karbalewicz nazywa sytuację w polityce zagranicznej – kryzys ukraiński oraz konflikt pomiędzy Rosją, Ukrainą a Zachodem mocno przestraszył białoruskie społeczeństwo, a Łukaszenka na tym tle demonstruje elektoratowi gotowość do zagwarantowania pokoju i stabilności.

Przed poprzednimi wyborami Łukaszenka tradycyjnie podwyższał płace i emerytury, ale teraz podobnych deklaracji ze strony władz nie było słychać. Labiedźka wyjaśnia to sytuacją gospodarczą. Jednak w piątek Ministerstwo Finansów Białorusi oznajmiło, że otrzymało od Rosji kredyt w wysokości 760 mln dolarów na 10 lat. Można to nazwać prezentem na wybory, który podobnie jak poprzednie kredyty nie będzie wykorzystany na reformy strukturalne, lecz będzie imitacją podwyżki emerytur – wyraża przekonanie ekonomista Jarosław Romańczuk.

Wybory będą obserwować obserwatorzy międzynarodowi, w tym z ramienia OBWE. Wybory te mogą stworzyć nowe warunki i mozliwości dla Białorusi – mówił wcześniej wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE Kent Harstead podcza spotkania z kierownictwem białoruskiej Centralnej Komisji Wyborczej.

Wszystkie dotychczasowe kampanie nie odpowiadały standardom OBWE. Jak mówi Labiedźka, na razie kampania nie wyróżnia się niczym od poprzednich – m.in. w skład terytorialnych komisji wyborczych weszła skrajnie niska liczba przedstawicieli opozycji: 10 – 12 proc.

cez, belsat.eu/pl wg.rbc.ru

Zobacz też
Komentarze