Program Kalinowskiego. 10 lat i ostatnie dni

video

W 2006 r., po pierwszej „Płoszczy” (proteście wyborczym na placu Niepodległości w Mińsku), władze zaczęły mścić się na jej uczestnikach. Polityk Aleksander Milinkiewicz zwrócił się do polskiego rządu o wsparcie prześladowanych studentów. Polacy w ciągu doby opracował i zatwierdzili projekt pomocowy – program Kalinowskiego.

W ciągu pierwszego roku polskie uczelnie przyjęły 244 „kalinowców”. Potem na studia co rok jechało ok. 50 osób. W ub. roku było ich tylko 25. Teraz Polska zaprzestaje finansowania programu Kalinowskiego, ponieważ Łukaszenka przestaje wyrzucać studentów z uczelni.

Wg ostatnich danych, które ogłoszono na zjeździe „kalinowców” z okazji 10-lecia programu, absolwentami polskich uczelni wyższych zostało 219 osób – bez uwzględnienia podwójnych dyplomów.

Duplom to jednak nie najważniejsza sprawa. Program Kalinowskiego stał się miniaturowym surogatem europejskiej wymiany studenckiej, kiedy dziesiątki tysięcy młodych ludzi poznają nową kulturę i język, jednocześnie zdobywając wyższe wykształcenie.

„To była wspaniała możliwość poznania Polski – demokratycznego kraju, który zwyciężył w walce o wolność, w walce o zachowanie tożsamości narodowej i niepodległości – uważa Witaut Siwczyk, stypendysta programu.

Od 2006 r. do dziś przez program nie tylko przeszły setki ludzi. Minęła cała epoka. W ubiegłym roku na stypendia przyjechał rocznik urodzony już za rządów Łukaszenki – młodzież, która nie wie, jak to jest inaczej.

„Narasta zobojętnienie młodych ludzi do problemów społecznych i politycznych, kwestii walki narodowej. Widać to podczas egzaminów wstępnych. Przychodzi mnóstwo ludzi, którzy po prostu chcą uczyć się w Polsce, ponieważ polski dyplom jest lepszy” – odpowiada dyrektor programu Jan Malicki na pytanie, jak zmienili się w ciągu tej dekady Białorusini, którzy przyjeżdżają do Polski na stypendia.

Dla nowych kandydatów opowieści pierwszych „kalinowców” o tym, jak uciekali przed więzieniem – pociągami podmiejskimi przez Rosję i Ukrainę – to fantastyka.

„O ile na początku nie mogłem pojechać na Białoruś z powodu prześladowań, bo ciągałem się tu i tam z Młodym Frontem, to teraz to tylko kwestia biurokratyczna” – mówi Kanstancin Ucianok z pierwszego rocznika programu.

Paszporty pierwszych „kalinowców” tracą ważność, oni sami osiadają w Polsce i zostają obywatelami Unii Europejskiej, ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu przywilejami.

„Jeżeli człowiek jest Białorusinem, jeżeli będzie on pracować za granicą i nawet nie przyjeżdżać do kraju, to może pomagać Białorusi nawet stamtąd” – uważa Witaut Siwczyk.

Po pięciu latach w wolnym kraju, wrócić do Łukaszenki nie jest łatwo. Ale silna i wykształcona diaspora się przyda. To na dziś jedno z głównych osiągnięć programu.

„Co do dalszego losu programu Kalinowskiego, to jest mi on na razie nieznany. Ale nawet jeśli zostanie zamknięty, to tylko dlatego, że zaprzestano represji politycznych. Sądzę, że każdy z nas powinien być z tego faktu zadowolony” – mówi Jan Malicki.

Ubiegłoroczny nabór mógł być ostatni. Na Białorusi od dawna nie było ani „Płoszczy”, ani relegacji studentów z uczelni za politykę. Władze zrozumiały, że wyrzucanie ze studiów oznacza pomaganie im, bo studenci kontynuują naukę w Polsce. I z samą Polską Białoruś nawiąże wkrótce inny dialog.

Dzianis Dziuba, „Praswiet”

http://www.youtube.com/watch?v=DwbPkA-jMQ0

Zobacz też
Komentarze