Manewry Wostok 2018 są jak rosyjski mundial. Mają sprawić, że światu opadnie szczęka z wrażenia

Foto

Operacje powietrznodesantowe będą tradycyjnie jednym z ważniejszych elementów manewrów Wostok 2018. Źródło: zvezda.ru

W rosyjskich mediach najczęściej powtarzana jest cyfra 300 000. Tylu żołnierzy ma ćwiczyć w czasie dziś rozpoczynających się manewrów Wostok. Ich skala będzie ogromna, ale Rosjanie koloryzują, by nas wystraszyć.

Rozpoczynające się dziś manewry zakończą się 17 września. Symbolicznie, w rocznicę spełnienia militarnego sojuszu sowiecko-hitlerowskiego z 1939 r. i agresji na Polskę. Ubiegłoroczne ćwiczenia Zapad rozpoczynały się właśnie 17 września. Tym razem manewry odbywają się daleko w Azji. Rosyjskie media w każdym komentarzu i informacji dotyczącej ćwiczeń podkreślają ich skalę. Jak mantra powtarzane jest, że będzie 300 tys. żołnierzy, tysiąc samolotów itd.

Prawdziwą skalę trudno będzie jednak ocenić. Najprawdopodobniej Moskwa podaje po prostu liczebność wojsk Centralnego i Wschodniego okręgów wojskowych, które będą zaangażowane w manewry. To prawda, że wojska tych okręgów zostały postawione w stan gotowości i teoretycznie biorą udział w Wostoku. W rzeczywistości liczba jednostek bezpośrednio trenujących będzie dużo mniejsza. Np. w fazie poligonowej weźmie udział 25 tys. żołnierzy.

Co oczywiście nie znaczy, że nie będą to wielkie ćwiczenia. I minister obrony Siergiej Szojgu ma pewnie rację nazywając je największymi w historii Rosji. Ale ponieważ manewrom towarzyszy równie wielka ofensywa informacyjna, Moskwa będzie szokować świat ich skalą. I tak, jak piłkarski mundial niedawno rozgrywany w Rosji, tak i manewry Wostok mają być po prostu „naj”.

Wschód kontra Zachód

Scenariusz ćwiczeń zakłada podział uczestniczących w nich sił na dwie grupy. Walczyć ma umowna grupa „zachodnia” (w jej skład wchodzą wojska Centralnego Okręgu Wojskowego i jednostki Floty Północnej) przeciw „wschodniej” (Wschodni Okręg Wojskowy wraz z Flotą Oceanu Spokojnego). Wojska powietrznodesantowe i specjalne są podzielone między walczące grupy, ale nie wiadomo jeszcze według jakiego klucza. Grupa „zachodnia” przeprowadzi ofensywę na „wschód”, ten ją odeprze, a następnie przejdzie do kontrofensywy.

Nie jest to scenariusz rewolucyjny. Według podobnego ćwiczyła armia sowiecka jeszcze w latach 1935-36 na Białorusi. Podobnie były organizowane niektóre manewry Układu Warszawskiego. W czasie ćwiczeń przeprowadzone będzie pięć przerzutów wojsk na duże odległości plus cztery przerzuty sił powietrznych i obrony przeciwlotniczej. Manewry morskie będą koncentrować się w rejonie Morza Ochockiego, Morza Beringa i zatok wokół Kamczatki.

Zaprezentowana przez rosyjski sztab generalny mapa manewrów. Źródło: russianmilitaryanalysis.com

Scenariusz zakłada, że dzisiaj i jutro trwać będzie organizacja punktów dowodzenia oraz organizacja logistyki. Od czwartku zacznie się główna faza manewrów. Na Morzu Ochockim odbędzie się strzelanie, w tym do umownych grup lotniskowcowych. Trenowana będzie obrona przeciwlotnicza i odpieranie grup desantowych. Inna część ćwiczeń odbywa się na poligonie Cugoł w Kraju Zabajkalskim. Ćwiczyć ma tam 25 tys. rosyjskich żołnierzy i ok. 3 tys. chińskich. A także 7 tys. jednostek sprzętu i 250 śmigłowców i samolotów.

Generał Walerij Gierasimow, szef sztabu rosyjskich sił zbrojnych twierdzi, że w czasie manewrów armia pokaże jaka jest nowoczesna i jak bardzo różni się od skostniałej struktury sowieckich sił zbrojnych. Dowódcy na poszczególnych odcinkach frontowych mają mieć dużą samodzielność w podejmowaniu decyzji. Zresztą kluczowe elementy były już przećwiczone w ostatnich tygodniach: obrona przeciwlotnicza, strzelanie rakietowe, manewry okrętów podwodnych i lotnictwa. A przede wszystkim przerzut dużych związków taktycznych na znaczne odległości.

Rosjanie użyją w czasie manewrów nowej generacji mylących przeciwnika atrap sprzętu, np. gumowych czołgów T-72, źródło: tsn.ua

Na dużą skalę mają być używane drony i środki walki elektronicznej. Ale solą Wostoku będą jednak tradycyjne, frontowe manewry: przechodzenie do kontrataku, nakrywanie przeciwnika zmasowanym ogniem, duże operacje desantowe i pokonywanie przeszkód naturalnych. Nowinki techniczne będą jedynie ich uzupełnieniem. Rosyjski sztab dobrze wie, że na tym polu jest daleko w tyle za Amerykanami i NATO. Dlatego musi pokazać przede wszystkim to, co robi zawsze wrażenie na Zachodzie: duże, frontowe operacje, masę sprzętu i gotowość do gigantycznej ofensywy i huraganowego ostrzału.

Braterstwo broni?

Chińczycy przez ponad dekadę brali udział w ok. 30 manewrach i ćwiczeniach razem z Rosjanami. Ale po raz pierwszy udało im się dołączyć do prawdziwych, polowych manewrów na taką skalę. I przysłać pełne jednostki (bataliony) o sile łącznej prawie pełnej brygady. Do tej pory Chińczycy uczestniczyli głównie w wycinkowych ćwiczeniach i przysyłali nieliczne siły, głównie jednostki specjalne. Wspólnie z Rosjanami ćwiczyło lotnictwo. Np. w sierpniu chińskie myśliwce J-11 przyleciały do Obwodu Czelabińskiego. W poprzednich latach wspólnie ćwiczyły marynarki wojenne Rosji i ChRL, oraz obrona przeciwlotnicza.

Na tegoroczny Wostok Pekin wysłał piechotę zmotoryzowaną, jednostki pancerne (m.in. transportowane magistralą transsyberyjską czołgi nowszej generacji Typ-99), śmigłowce (Z-9 i Z-19) i myśliwce.

Najnowsze chińskie czołgi Type 99 (oparty na głębokiej modernizacji T-72) już od kilku dni są w Rosji gotowe do poligonowej fazy manewrów Wostok. Źródło: livejournal.com

Pekin nie kryje, że zależy mu, by chińska armia zyskała na wspólnych treningach z Rosjanami, bo ci mają bogate wojenne doświadczenie z Czeczenii, Gruzji, Donbasu i Syrii. A Chiny ostatnią wojnę prowadziły w latach 70. z Wietnamem. I mimo potężnej armii, ani jeden jej żołnierz, ani oficer nie ma bojowego doświadczenia. Mimo licznych wspólnych ćwiczeń w ramach Sznaghajskiej Organizacji Współpracy i dwustronnych umów rosyjsko-chińskich, trudno na razie mówić o sojuszu wojskowym Chin i Rosji. Między oboma mocarstwami nadal jest wiele nieufności i sprzecznych interesów w różnych obszarach.

Potencjalne konflikty rysują się w energetyce (Chiny konkurują z Rosją o iracką i irańską ropę oraz zależy im na pozyskaniu nowych źródeł, podczas gdy Moskwa dąży do monopolizacji rynku producentów ropy). Rosja sprzedaje Chinom technologie militarne, ale robi to nieufnie i stara się ograniczać dostęp do tych najnowszych. Podczas gdy Chińczycy za pomocą agentury próbują wykradać technologie i konkurują z Rosją na zagranicznych rynkach broni. Obszarów konkurencji obu mocarstw jest tak wiele, że trudno marzyć o współpracy wojskowej i sojuszu choćby na poziomie takim, na jakim odbywała się współpraca Polski i krajów Europy Środkowej i NATO w latach 90.

A jednak Wostok-2018 zostanie niewątpliwie wykorzystany do straszenia USA, Japonii, Korei Płd., a także Europy wizją takiego sojuszu. O jego potencjale rosyjska propaganda będzie również przekonywać usilnie samych Rosjan. Tak, aby uwierzyli, że władza Władimira Putina nie znajduje się w międzynarodowej izolacji.

I choć manewry nie są organizowane wyłącznie w celach propagandowych, jak np. mundial, czy olimpiada w Soczi, to w najbliższych dniach należy się spodziewać huraganowego ostrzału informacjami o potędze rosyjskiej armii. W czasie Wostoku Moskwa nie jest związana ustaleniami Konwencji Wiedeńskiej i nie musi informować o prawdziwej liczebności pododdziałów biorących udział w manewrach. Odbywają się one za Uralem, czyli na terenie nie objętym konwencją. Mogą więc podawać dowolne liczby.

Na koniec manewrów zaplanowany jest wielki przegląd wojsk. Wiadomo, że ustawione w linie czołgi i transportery, tak by robić wrażenie przygniatającej potęgi będą sfotografowane, by pokazać światu rosyjską potęgę. Takie same zdjęcia robili sowieci po manewrach Zapad-81. Wtedy jednak zdjęcia te były przedmiotem analizy zachodnich wywiadów i armii, pokazały się w gazetach opatrzone odpowiednimi komentarzami. Dziś zaleją internet i staną się amunicją dla armii propagandowych trolli na długie miesiące.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze