Jak białoruscy tajniacy udają opozycjonistów FOTOFAKT

photo

Uczestniczka niedzielnego marszu opozycji z okazji Dziadów sfotografowała ciekawy widok. Z pod czapki zwykłego z pozoru uczestnika przemarszu wystawał kabel.  Milicjant jednak by wyglądać bardziej wiarygodnie przyczepił sobie na piersi wstążkę w kolorach historycznej flagi narodowej, kojarzącej się z opozycyjnymi poglądami.

Każda nawet najmniejsza demonstracja na Białorusi obstawiana jest ogromnymi siłami milicyjnymi i KGB. Oprócz mundurowych, wśród demonstrantów operują liczni tajniacy. Zadaniem niektórzy z nich jest nagrywanie przebiegu całej demonstracji.

Z takiego pracownika organów zażartował sobie kilka lat temu białoruski aktywista Iwan Amelczenko podczas demonstracji z okazji rocznicy Czarnobyla. Chłopak stanął obok milicjanta i rozwinął mały transparent z napisem MUSOROK, co na polski można przetłumaczyć jako „piesek”. Musor – czyli „śmieć” to pogardliwe określenie milicjanta na Białorusi. Miał z tego powodu potem kłopoty z milicją, która nie chciała zrozumieć żartu.

Tajniacy są wykorzystywani również w charakterze prowokatorów. Tak było podczas powyborczej demonstracji w 19 grudnia 2010 r. brutalnie spacyfikowanej przez OMON. Szturm budynku rządowego rozpoczął człowiek, nazwany w białoruskich mediach niezależnych  „słuchawką”. Na nagraniach wideo widać jak przed początkiem akcji konsultuje swoje działania przy pomocy mikrofonu schowanego w rękawie.

jb/Biełsat/ «Салiдарнасць».

www.belsat.eu/pl/

Zobacz też
Komentarze