„Cywilizacja utracona”. Grodzieński malarz przywraca żydowskie miasteczko

fotoreportaż

Walizka z ulicy Jerozolimskiej

Białorusini oddzielili się od żydowskiego dziedzictwa grubą kreską. A przecież Żydzi mieszkali tam różnie licznie, jak w innych częściach dawnej Rzeczpospolitej. Przypomnieć o nich postanowił malarz Aleś Surau.

„Łapanie antysemity”, „ Pieskie życie Josi Wassermana”, „Swatanie z katoliczką”, „Za wolność waszą i nasza” – intrygują już same nazwy dzieł Alesia Surawa. Popatrzeć na obrazy miasteczkowych Żydów, pogłaskać Panią Teklę, napić się kawy i pogadać o antysemityzmie wybraliśmy się do jednego z najciekawszych artystów Grodna.

Powodem wizyty była nowa wystawa malarza, którą poświęcił żydowskim mieszkańcom białoruskich miasteczek. Co może dziwić, trudno przypomnieć sobie, kiedy ostatnim razem mówiło się o historii białoruskich Żydów nie w kontekście Holocaustu, i to jeszcze za pomocą sztuki.

Grodzieński malarz Aleś Surau

– Pewnego razu jadąc do Wołkowyska, zobaczyłem cmentarz żydowski. To było na obrzeżach Wołpy. Zatrzymałem się, poszedłem tam i w pewnym momencie zrozumiałem tragedię, jaka się tu odbyła, jej prawdziwą skalę. Teraz w Wołpie nie ma ani jednego Żyda, ale kiedyś było ich tak wielu, że pozostawili po sobie tak olbrzymi cmentarz. Zrozumiałem, że utraciliśmy całą cywilizację. W dzieciństwie bardzo przeżywałem to, że świat stracił niesamowite kultury Azteków, Majów, Indian północnoamerykańskich. A tu pod bokiem wymordowano cały naród, do tego z tak niesamowitą kulturą, że nawet sami Żydzi nadali tej grupie nazwę – „Litwaki”. Nikt o tym nie pamięta – mówi Aleś Surau.

Żydowskie miasteczko w warsztacie artysty

Walizka z ulicy Jerozolimskiej

Rozglądając się po pracowni widzimy, że w każdym kącie są dzieła sztuki, które żyją swoim życiem. Na jednej z prac Mojsze poluje na kota, który ściągnął śledzia ze stołu – to „Łapanie antysemity”. Na innej dwaj rabini sprzeczają się o Talmud, albo pieniądze, tylko Bóg wie. Na kolejnej świętują Chanukę.

– Mam pewną pracę. Nazwałem ją „Za wolność waszą i naszą”. Jest na niej namalowane zdjęcie Białorusinów i Polaków. Białorusin siedzi w radzieckiej kufajce założonej na wyszywankę. Nosi komsomolski znaczek i Pogoń. A obok „prawdziwy” Polak, kombatant z prawdziwymi polskimi guzikami i kokardą. A zdjęcie robił fotograf Rubenstein z ulicy Sobornej w Grodnie. Na obrazie widać, jak wszystko u nas poplątane – opowiada malarz, ale samą pracę trzyma na wystawę.

„Ulica Jerozolimska” Alesia Surawa

Podczas rozmowy malarz z zadumą wodzi pędzelkiem po kolejnym płótnie. Obok zazdrośnie pręży się kotka Telka, nieprzekupna strażniczka pracowni swojego pana.

Stróż pracowni – Pani Tekla

Przy wejściu, pośród różnobarwnych prac, farb, pędzli i książek stoi kilka starych walizek. Nie od razu zauważamy, że ze skurzanych boków walizek gdzieś w dal patrzą znudzone ciemne postaci. Na innych szare domy porzucone przez ludzi.

Pan Aleś z zadowoleniem uśmiecha się patrząc na osłupiałych gości. Potem tłumaczy:

– Jestem byłym muzealnikiem i od dawna zbieram różne stare przedmioty, w tym także walizki. Przez lata stały u mnie na działce. Aż tu nagle popatrzyłem na nie i doszło do mnie! Dom Żyda to przecież walizka! Gdzie by nie był, w jakim kraju by nie żył, zawsze wie, że może nadejść czas, gdy będzie musiał wyjechać. Może nagle znów na chwilę zapanuje antysemityzm? I wtedy uznałem, że każda walizka do dom jakiegoś Żyda. Możliwe, że ten obraz pojawił się pod wpływem prac Szolema Alejchema. Dużo o tym czytałem i stało się to dla mnie symbolem, możliwe, że podarowanym mi przez Boga dla wsparcia mojego pomysłu. A w ogóle, to z tych walizek chcę stworzyć całą ulicę. Żydzi mają takie przeświadczenie, że szczytem marzeń jest spotkać wszystkich w Jerozolimie. Gdy się żegnają, to mówią: To co, w następnym roku w Jerozolimie? Dlatego ulica ta będzie nazywać się po prostu Jerozolimską.

„Białorusini mają swoje ofiary tej wojny, a żydowska tragedia niby to nie jest ich problemem”

Dlaczego pamięć o żydowskiej cywilizacji wytarła się tak mocno? Przecież przed wojną, jak to się mówi, kwitła – liczne synagogi, fabryki, sklepy, hotele, gazety w jidysz. No i do tego jednym z konstytucyjnych języków Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej był jidysz? – pytam się malarza.

– Wszyscy dobrze wiemy, że był Holocaust, wojna, że historia tak absurdalnie obeszła się z Żydami. Przy tym wszystkim jednak, to niby nie nasza sprawa, mieliśmy swoje tragedie. Białorusini mają swoje ofiary tej wojny, a żydowska tragedia już ich problem. I że niby po wojnie niezbyt wielu ich zostało i nieprzyzwoicie było poruszać ten temat. W czasach sowieckich nie wspominano nawet o tym, ilu ich zaginęło. Używano takiego ogólnego wyrażenia: zginęło 6 milionów europejskich Żydów. No właśnie europejskich. I nikt nie mówił, ilu białoruskich zginęło. Zaczęto o tym mówić mniej więcej z początkiem pieriestrojki. Ale wtedy znów większość z nich wyjeżdżała i w końcu wyjechali. Bo teraz ludności żydowskiej faktycznie nie ma i nie ma komu się tym zajmować. Ją jakieś umowne centra kultury. Teraz odkrywają teraz coraz więcej twórców białoruskiej kultury, którzy mieli żydowskie pochodzenie. Wypływają nawet pisarze. Wszyscy chełpimy się różnymi Malewiczami, Chagallami i Zamenhofami. Nagle przypomnieliśmy sobie, że Leon Bakst urodził się w Grodnie. To tylko ci, którzy zaistnieli w kulturze światowej. A taki na przykład Lejb Najdus? Gdy tylko człowiek pisał lub stworzył coś w jidysz, to niby już do nas nie należy? I to jest wielki błąd, po pierwsze państwa, dlatego, że im więcej kultur i języków jest w państwie, tym jest ono bogatsze, tym lepszy ma „mózg” – uważa pan Aleś.

Praktycznie już prawie 30 lat temu rozpadł się Związek Radziecki, Białoruś jest od tylu lat osobnym krajem – zaczynam pytanie. – a tak mało uwagi poświęca się kulturze żydowskiej na Białorusi. A w takiej Polsce, czy nawet Ukrainie są żydowskie restauracje. Jest Teatr Żydowski w Warszawie. A u nas dalej główny temat to Holocaust. I nawet nasze organizacje żydowskie nie dążą do tego, by coś w tej sprawie zmienić.

– Antysemityzm nie zniknął, – mówi artysta. – Rzecz w tym, że każda władza chcąc panować, zawsze nastawia naród przeciwko narodowi, ludzi przeciwko ludziom. Tak było i w czasach sowieckich. Naród żydowski dostał wtedy najbardziej. Istniała nieoficjalna tendencja, jeszcze za Stalina, który był jednym z głównych antysemitów. Rzekomo imperium nie jest winne biedy ludu. Potrzebny był wróg. Takich Białorusinów było zbyt dużo, mieli swoją ojczyznę. To byłby w praktyce atak na naród. A najprościej jest atakować tych, którzy nie mają ojczyzny. Żydów, Cyganów. I to niestety pozostało w pamięci ludzi. Ja specjalnie mówię Żyd, bo Hebrajczyk czy Izraelczyk brzmi dla mnie sztucznie. Zawsze mówiono u nas Żyd, bez żadnych negatywnych konotacji.

Chciałem zwyczajnie powiedzieć „dziękuję”

Jak twierdzi artysta, wystawa będzie się nazywać „Pocztówki z miasteczka”. Pocztówka w rozumieniu twórcy jest swojego rodzaju łącznością tego i tamtego czasu, tej i tamtej kultury. Wystawa zostanie odsłonięta w dość smutną rocznicę – 75-lecie likwidacji grodzieńskiego getta.

– Nie planowałem, a zwyczajnie malowałem. Moim celem było oddanie daniny tym ludziom, którzy kiedyś tu żyli, przypomnieć o pięknie tej kultury, która kwitła na naszych ziemiach. Bo nie rozumiejąc tego, co było, nie zrozumiesz i samej Białorusi. Nie znając swojej przeszłości, nie będziemy rozumieć teraźniejszości i wiedzieć, gdzie podążać. Z mojej strony to jest przesłanie: Ja pamiętam, a wy?

Wystawa „Pocztówki z miasteczka” zostanie odsłonięta 18 marca w grodzieńskiej synagodze chóralnej po mitingu pamięci ofiar Holocaustu. Uroczystości rozpoczną się o godzinie 13 na terenie byłego grodzieńskiego getta na ulicy Zamkowej.

Tekst: Paulina Walisz, PJ, belsat.eu

Zdjęcie: Wasil Małczanau

Zobacz też
Komentarze