Bitwa o handel. Łukaszenka wskazał odpowiedzialnego za klapki i adidasy (aktualizacja)


Nikita Chruszczow walił w stół pantoflem, Aleksander Łukaszenka wygraża klapkiem. W Mińsku odbyła się oczekiwana od dawna rozmowa prezydenta z drobnymi przedsiębiorcami.

Jeszcze w pierwszych latach swojej prezydentury Aleksander Łukaszenka nazywał drobnych przedsiębiorców, a przede wszystkim handlowców nie inaczej niż spekulantami. Ukuty przez niego na ich określenie termin „zawszone pchły” – przeszedł do historii.

Jedną z największych szkód, które zdaniem Łukaszenki te pasożyty wyrządzają rodzimej gospodarce jest fakt, że wskutek ich działań „faktycznie ginie przemysł lekki”. Towary krajowej produkcji nie mogą konkurować z tymi, które indywidualni handlowcy przywożą z Rosji lub bezpośrednio z Chin i sprzedają na białoruskich bazarach.

Liczne ograniczenia – m.in. wprowadzenie obowiązkowych certyfikatów jakości na każdą partię zagranicznego towaru – przedsiębiorcy oceniali jako próby doprowadzenia ich do ruiny. 1 marca, od kiedy nowe zasady miały zacząć obiązywać, a do kiedy handlowcy musieli pozbyć się starych zapasów, wielu z nich rozpoczęło strajk. Inni obliczają, o ile więcej za dostosowanie się przez nich do nowych reguł będą musieli zapłacić klienci.

– Wielu biznesemenów mówiło, że nie będzie w stanie pracować według nowych zasad i władze poszły na ustępstwo: termin przełożono i obiecano przygotować nowy dekret. W ub. tygodniu jego projekt trafił do związków przedsiębiorców. Zgodnie z nim można pracować bez dokumentów, ale trzeba będzie płacić podwójny podatek dochodowy i czterokrotność stałej stawki VAT. Indywidualni przedsiębiorcy znów powiedzieli, że to rujnuje ich biznes – relacjonuje przebieg sporu państwowa agencja informacyjna BIEŁTA.

W roli rozjemcy postanowił wystąpić sam prezydent, który spotkał się dziś z indywidualnymi przedsiębiorcami po raz pierwszy od 10 lat. Drugą stronę konfliktu reprezentował wicepremier Andrej Kabiakou.

Łukaszenkę zainteresowało, czy białoruskie hurtownie mogłyby zapewnić handlowcom taki asortyment towarów, który byłby nie gorszy niż na bazarach w Moskwie – tak, aby mogli zaopatrywać się w nie nie jeżdżąc za granicę. Prezydentowi otwarcie przeczyć nie wolno i wie o tym każdy. Wicepremier też o tym wie, więc odpowiedział dyplomatycznie: „Jest to możliwe, ale mogą powstawać pewne trudności”.

To nie była właściwa odpowiedź, a Łukaszenka natychmiast wskazał na odpowiedzielnego za rozwiązanie problemu lub winnego braku jego rozwiązania:

– Zrobi pan to. I jeśli tylko oni (przedsiębiorcy – od red.) powiedzą, że nie będzie tam jakichś klapków albo adidasów, to pan za to odpowie.

Tymczasowo wprowadzenie w życie nowych zasad odłożono – do końca roku. Rok jest wyborczy, Łukaszenka znowu „walczy o prezydenturę”.

Ale ogólny message jest jasny. Liberalizacji nie będzie, a indywidualny import jak był, tak pozostaje złem – wcale przy tym złem niekoniecznym. Najlepszym rozwiązaniem byłaby bowiem rodzima sieć hurtowni, zaopatrujących rodzimych handlowców w rodzime towary. Wiadomo już też, że za adidasy i klapki personalnie odpowiada wicepremier Kabiakou. Pozostało więc tylko poinformować handlowców, któremu z ministrów zostanie powierzony odcinek RTV, któremu AGD, a któremu konfekcja – i czy męska i damska razem, czy osobno. I po problemie – wystarczyło spotkać się z prezydentem.

cez, Biełsat

www.belsat.eu/pl/

Zobacz też
Komentarze