Oskarżony o atak terrorystyczny krytykuje śledczych i sąd


Dziś odbyła się ostatnia rozprawa nad oskarżonymi o zdetonowanie bomby w mińskim metrze. Wyrok na Zmicierze Kanawałou i Uładzisławie Kowaliou zostanie odczytany 30 listopada br. Obydwu grozi kara śmierci za spowodowanie ataku terrorystycznego, w którym zginęło 15 osób.

Oskarżony o dokonanie ataków bombowych w roku 2005, 2008 i 2011 Kanawałou nie skorzystał z prawa ostatniego słowa. Drugi z oskarżonych, zaprzeczył, że brał udział w dokonaniu aktów terrorystycznych.

„Jest mi wstyd przed sobą i Dimą (Zmicierem Kanawałouem – red.), że okazałem słabość charakteru i zeznawałem przeciwko niemu podczas wstępnego śledztwa” – powiedział Uładzisłau Kowaliou. Wyjaśnił również, że wszystkie te zeznania zostały złożone pod presją jaką wywierali przedstawiciele organów państwowych. „Jednak w sądzie złożyłem prawdziwe zeznania i choć trochę naprawiłem swój błąd” – dodał.

Kowaliou przyznał się do zdetonowania petardy na klatce schodowej jednego z domów, jednak nie była to ta klatka schodowa i nie takie okoliczności jak pokazano w śledztwie. Podkreślił, że miał wtedy 15 lat i jego czyn był „dziecięcym wybrykiem”.

Oskarżony odniósł się do kwestii nacisków wywieranych przez śledczych. Podczas drugiego z przesłuchań miał słyszeć krzyki Kanawałoua. Podkreślił, że wielokrotnie przesłuchiwano go bez protokołu i, że był instruowany, co ma mówić podczas przesłuchań i konfrontacji. Kowaliou powiedział również, że na początku nie mógł zrozumieć dlaczego Kanawałoua oskarżono również o szereg mniejszych przestępstw. „Potem zrozumiałem, że wersja o człowieku, który w jeden piękny dzień zdetonował bombę w metrze brzmi nieprawdopodobnie.” Na koniec zwrócił się do publiczności: „Jeśli nawet znajduję się w klatce to nie znaczy, że jestem winny.”

Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze