Kanawałau przyznał się zamachu w Mińsku, Kowaliou odrzucił część zarzutów


W mińskim trwa drugi dzień rozprawy przeciwko oskarżonym o dokonanie aktu terrorystycznego w stołecznym metrze 11 kwietnia br. Oskarżony Zmicier Kanawałau, po wysłuchaniu aktu oskarżenia, przyznał się do części z zarzucanych mu czynów, w tym do dokonania dwóch aktów terrorystycznych: podłożenia bomby 11 kwietnia br. na stacji metra Oktiabrskaja, w wyniku czego zginęło 15 osób a 160 osób zostało rannych. Oskarżony przyznał się również do ataku bombowego 4 lipca 2008 r. podczas obchodów Święta Niepodległości, w wyniku czego kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Oprócz tego Kanawałau przyznał się do nielegalnego używania materiałów wybuchowych oraz do udziału w dwóch zamachach w latach 2000-2002 w Witebsku. Oskarżony nie przyznał się jednak do zamachów bombowych jakie miały miejsce w Witebsku 14 i 22 września 2005 a także do kilku innych zamachów i podpaleń w latach 2000-2004.

Drugi z oskarżonych Uładzisłau Kawaliou przyznał się jedynie, że mimo wiedzy nie poinformował o szykowanym przez Karnawałowa zamachu terrorystycznym 4 lipca 2008 r. w Mińsku, a także, że pomógł mu w zdobyciu trotylu. Jednocześnie odwołał swoje wcześniejsze zeznania, w których twierdził, że wiedział o planowanych przez drugiego oskarżonego zamachach z września 2005 o czym nie poinformował milicji. Nie przyznał się również do współudziału w ataku na metro Oktiabrskaja 11 kwietnia br. w Mińsku. „Swoje wcześniejsze zeznania odwołuję, ponieważ składałem je pod presją” – przekazało jego słowa Interfax-Zapad.

We wczorajszym procesie uczestniczyło ponad 120 ofiar zamachów, a także ich bliscy i przedstawiciele. Nie zjawiło się 401 osób, z czego 234 wysłało oświadczenie z prośbą o rozpatrzenie sprawy bez ich udziału.

Jeden z poszkodowanych, Ihar Wiarhiejczyk przyznał się, na proces przyszedł aby spojrzeć w oczy oskarżonym. Liczy przede wszystkim na sprawiedliwy wyrok sądu, jednak sam ze względu na stan zdrowia nie mógł zapoznać się z materiałami sprawy. W czasie wybuchu znajdował się bardzo blisko bomby. „Miałem wstrząs mózgu, oderwane uszy, niedawno zakończyłem leczenie w szpitalu” – powiedział Wiarhiejczyk.

Studentowi Aleksandrowi Aleksandryja do tej pory ciężko otrząsnąć się z szoku, którego doznał w czasie wybuchu. W czasie przerwy dzielił się wrażeniami z dziennikarzami Biełsatu :„Reakcje Kanawaława i Kawaliowa pokazują, że świetnie zostali przygotowani do procesu” – powiedział. Na prośbę o skomentowanie wygłoszonego aktu oskarżenia odpowiedział: „Nie będę mówić, że w to nie wierzę. Wierzę, coś jeszcze musi się za tym kryć i ktoś jeszcze musi za tym stać” – powiedział poszkodowany w zamachu.

Zdaniem Aleha Wołczaka – obrońcy praw człowieka uczestniczącego w rozprawie, mamy do czynienia ze zbyt wielka ilością nieporozumień. Jego zdaniem, wielu z poszkodowanych skarżyło się na zbyt krótki czas w jakim mogli zapoznać się z aktami sprawy. Jeden z nich zwrócił się nawet z petycją o przełożenie rozprawy. Według relacji Wołczaka prośbę odrzucono motywując, że trzy dni w zupełności powinny wystarczyć. „Sam kiedyś byłem śledczym w prokuraturze. Kiedy sprawa zawierała 50 tomów akt ludzie zapoznawali się z nimi przez miesiąc, a tu mieliśmy 500 tomów i dano tylko trzy dni” – powiedział obrońca praw człowieka.

Według Wołczaka wiele niejasności pojawiło się w wystąpieniu zastępcy prokuratora generalnego Białorusi Alaksieja Stuka, który odczytywał akt oskarżenia. „Z przemówienia Stuka zrozumiałem jedno – przez dziesięć lat na Białorusi nie pracowało ani KGB, ani MSW, ani prokuratura. Ludzie ze średnim wykształceniem organizowali zamachy, kupowali trotyl i nikt nie ustalił gdzie, w jakich miejscach. Okazuje się więc, że na ławie oskarżonych siedzi dwóch mężczyzn. A gdzie są pozostali, ci, którzy im pomagali?” – podkreślił Wolczak.

Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze