Nie ma chętnych na białoruski Azot


Nie doszła do skutku prywatyzacja zakładów chemicznych Azot Grodno. Nie było chętnych na białoruską spółkę. Potencjalnych oferentów mogła, według pierwszych komentarzy, odstraszyć absurdalnie wysoka cena, jaką za spółkę chcieli Białorusini.

Według nieoficjalnych informacji zakładami był zainteresowany poprzez spółkę zależną Gazprom. Jednak nie złożył ostatecznie oferty, domówił komentarza w sprawie.

Do sprzedaży było 25 procent plus jedna akcja spółki. Minimalna cena pakietu została ustalona na kwotę 414 mln dolarów. Oznacza to, że Mińska wartość całej firmy wyliczył na około 5,3 mld złotych. I tu prawdopodobnie kryje się przyczyna fiaska prywatyzacji.

Wartość białoruskiej spółki to około 66 proc. obecnej kapitalizacji Grupy Azoty. Zdaniem specjalistów porównać obie spółki nie sposób – białoruska jest bardzo przestarzała, o stosunkowo małym rynku.

Co więcej strona białoruska zażądała, żeby firma gwarantowała dostawy nawozów po określonych cenach. Jakby tego było mało wśród warunków prywatyzacji była także inwestycja w nowy kompleks produkcyjny nawozów o zdolnościach wytwórczych w skali roku na poziomie 875 tys. ton. W ogóle wartość wymaganych inwestycji szacowana była na ponad 1,2 mld dolarów.

KR/Biełsat/wnp.pl

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze