O leśniku Goeringa i cudzie, który wydarzył się nad „Jamką” REPORTAŻ+FOTO


„Jamka” to słowo przewijało się nieustannie w rozmowach z mieszkańcami wsi. Nazywali oni tak miejsce na skraju wsi zaznaczone dwoma prawosławnymi krzyżami. „Byliście przy Jamce?”, „Trzeba jechać w stronę „Jamki”, “Przy jamce wszystko się zaczęło”. Jamka – choć leży na uboczu wsi jest żywą legendą, która do dziś pobudza do wspomnień najstarszych mieszkańców.

Co roku od miejscowej cerkwi do “Jamki” odbywa się dziękczynna procesja, na którą przyjeżdża nawet prawosławny władyka z Brześcia oraz potomkowie mieszkańców Rażkouki rozsiani po całej Białorusi i świecie. Dlaczego? „Jamka” to pusty grób – miejsce, w którym mieli spocząć wszyscy dorośli mieszkańcy wioski i dzięki i tylko dzięki wstawiennictwu sił wyższych stało się inaczej. Lata temu, tu nad ta „Jamką” wydarzył się cud, który sprawił, że wieś przetrwała wojenną zawieruchę.

Siły nadprzyrodzone

Na skraju Puszczy Białowieskiej po białoruskiej stronie tuż przy granicy z Polską znajduje się Rażkouka. Rząd drewnianych chat rozłożonych równomiernie wzdłuż brukowanej drogi – pozostałości jeszcze po polskich czasach. Większość z nich jest pusta, we wsi pozostało dosłownie kilkanaście osób – głównie emerytów czekających na swój doczesny koniec. Rażkouka powoli znika z powierzchni ziemi jak wiele podobnych wiosek na Białorusi. Niezamieszkałe drewniane chaty przechylają się, bruk zarasta trawą. Mieszkańcy jakby nie zauważają tego upadku – są święcie przekonani, że wioska jest pod specjalną ochroną sił nadprzyrodzonych, które sprawiły, że w czasie II wojny światowej uniknęła tragiczne losu.

SAM_2620Cerkiew w Rażkouce

Partyzancki kraj

“Tu był kraj partyzantów – mówi pan Wital 80 letni mieszkaniec Rażkouki, który pamięta tamten czas – W dzień rządzili Niemcy, a w nocy partyzanci. Przychodzili wieczorem. Jedli, pili, śpiewali i na głos czytali sowieckie gazety. Od miejscowych dostawali jedzenie”. Niemcy czasami mieli też podsyłać swoich agentów udających partyzantów, by sprawdzić, która rodzina nie słucha zaleceń niemieckich władz i pomaga wrogowi. Mieszkańcy wsi zresztą szybko przejrzeli te plany i zostawiali jedzenie po prostu na stole. Partyzanci przychodzili i brali sobie co chcieli bez pytania. We wsi był też donosiciel i to on miał oskarżyć niektórych mieszkańców o pomoc partyzantom. Niemcy postanowili wieś spalić, a wszystkich jej dorosłych mieszkańców rozstrzelać. Tak pojawiła się „Jamka”.

Chodziło o dwóch sowieckich spadochroniarzy zrzuconym nad Puszczą Białowieską. Jeden z nich miał odnieść rany i znalazł schronienie w Rażkouce. Żołnierza nie udało się uratować – zmarł i został pochowany w pobliżu wsi. Donosiciel miał Niemcom pokazać jego grób, który się dowodem na to, że miejscowi pomagali wrogowi.

Mężczyźni kopią dół

27 września 1942 roku w Rażkouce wierni obchodzili uroczystość – Podwyższenie Krzyża Świętego, wspomina 79 letni pan Herasim. Dzień później Niemcy otoczyli wioskę szczelnym kordonem. “Rano wozami wywieźli wszystkie dzieci do okolicznych wsi, a młodzież do Białowieży skąd miała być wysłana na roboty do Niemiec. We wsi pojawili się ludzie z okolicznych wsi z białymi opaskami, którzy mieli za zadanie wyprowadzić trzodę. Mężczyzn zapędzili do kopania dołu” – mówi pan Harasim, który przez mgłę pamięta tamten dzień, a dokładną historie zna historię z opowieści rodziców. Jego jako kilkuletnie dziecko Niemcy zdecydowali się oszczędzić. Jednak matka i ojciec Herasima zostali postawieni na skraju dołu. Według jego relacji po przyjściu Niemców we wsi zapanowała panika. Niemcy chodzili od domu do domu – kazali wynosić cały dobytek, zabierali mężczyzn. Niektórzy usiłowali ukryć się lub uciec. Jeden z odważniejszych miał założyć białą opaskę, udając, że nie pochodzi Rożkouki. Ojciec pana Herasima usiłował schować się w słomie na dachu. Jedna z młodych kobiet oddała swoje niemowlę rodzicom, by ukryć, że jest zamężna i trafić do grupy młodzieży wysyłanych do Rzeszy.

Gdy “Jamka” już była gotowa dorosłych mieszkańców mężczyzn i kobiety ustawiono nad dołem. Mogło ich być nawet 200 osób, skoro w tym czasie w Rażkouce mieszkało około 120 rodzin. Dokoła stali żołnierze, ustawiono karabiny maszynowe, lada chwila miała rozpocząć się egzekucja.


SAM_2611W tym budynku była kiedyś szkoła

Leśnik Goeringa

Nagle jednak na pobliskiej drodze wylądował mały samolot, z którego wysiadł niemiecki major. Niemiec nakazał zatrzymanie egzekucji – na co dowódca plutonu egzekucyjnego nie chciał się zgodzić – nie miał przecież decyzji na piśmie. „Dobrze – miał powiedzieć major – za 2 godziny wrócę z rozkazem” i odleciał podobno do Berlina, choć raczej mało możliwe, by mógł pokonać ten dystans w tę i z powrotem w tak krótkim czasie. Gdy wrócił, miał przy sobie dokument o odwołaniu akcji odwetowej. “Powiedział: jesteście wolni i wtedy wszyscy rzucili się ucałować jego nogi” – pan Wital przytacza wspomnienia swoich rodziców. W historii tej pojawiła się jedna ofiara – niemieccy żołnierze podobno rozstrzelali donosiciela, który miał bezpodstawnie oskarżyć wieś. „Jamka” stała się grobem jedynie dla niego. Dzisiejsi mieszkańcy nie pamiętają jak nazywał się ich wybawiciel i skąd pochodził. Źródła historyczne podają, że był to Nikolaus Neumann – osobisty leśnik marszałka lotnictwa Rzeszy Hermana Goeringa. Jego szef upodobał sobie białowieska puszczę jako miejsce polowań i wyznaczył Neumanowi zadanie zorganizowania wzorowego gospodarstwa myśliwskiego.

Co takiego stało się, że akurat Rażkouka uniknęła zagłady? Dlaczego niemiecki major zwrócił na nią uwagę? Okazało, się że na niebie nad wioską miał miejsce cud. Podróżujący samolotem niemiecki oficer i jego pilot mieli zobaczyć na niebie Matkę Boską, która palcem pokazywała, że coś niedobrego dzieje się na ziemi. Wrażenie było tak silne, że Neumann czym prędzej pośpieszył na pomoc ludziom stojącym dosłownie nad grobem. Do dziś dzień w miejscowym kościele pozostał namacalny ślad tego niezwykłego wydarzenia – wizerunek Matki Boskiej z Rażkouki. Jest to drewniana płaskorzeźba Bogurodzicy z Dzieciątkiem. Przedstawiona raczej w tradycji katolickiej – z różańcem, w niebieskiej szacie i czerwonym królewskim płaszczu. Pod spodem – data 28.9.1942. Płaskorzeźba była darem niemieckiego majora, który rok po niebywałym wydarzeniu przywiózł ją do wsi i wręczył ze słowami „Oto wasza wybawicielka”. Według wspomnień mieszkańców Rażkouki, miał ją wyrzeźbić w szpitalu chory przyjaciel ofiarodawcy. Potem podarował wsi drewno ze starej leśniczówki, z którego zbudowano cerkiew stojącą do dziś. Dopiero później z płaskorzeźby spisano kanoniczną ikonę w tradycji prawosławnej, którą również umieszczono w cerkwi.

SAM_2625 Matka Boska z Rażkouki

“Czemu właśnie waszą wioskę uratowała Matka Boska?” – pytamy się jej najstarszych mieszkańców. “Wcześniej ludzie byli bardzo dobrzy w naszej miejscowości, sprawiedliwi, pobożni. Oni wymodlili dla siebie ratunek” – przedstawiła swoją wersję cerkiewna starościna z Rażkouki pani Żenia. Pytana o to czy płaskorzeźba Matki Boskiej dokonała innych cudów, pani Żenia nie jest już tego taka pewna: “Bardzo dużo ludzi przyjeżdża tu oddać część Matce Boskiej. Ale o jakichś konkretnych cudach, szczerze powiem, ostatnio nie słyszałam. Największy cud był w czasie wojny, kiedy wieś ocalono”.

Druga zagłada Rażkouki

Kobieta opowiada o odpuście na cześć Matki Boskiej z Rażkouki, który odbywa się co roku w rocznicę cudu. “Nasz batiuszka (kapłan prawosławny) nie mieszka w Rażkouce, a tylko dojeżdża z Kamieńca (centrum rejonowe). Ale we wrześniu oprócz niego przyjeżdża bardzo wiele kapłanów, władyka z Brześcia”. Wtedy cały teren dookoła małej cerkiewki jest zastawiony zaparkowanymi samochodami i autokarami. Specjalnie na uroczystość przyjeżdża duży chór. “A ile śpiewa osób w cerkiewnym chórze na co dzień?” – pytamy się. “Tylko trzy, włącznie ze mną” – odpowiada starościna ze smutkiem w oczach.

Rażkouka uratowana raz chyba w przyszłości nie ma co liczyć na kolejny cud, i tak jak tysiące innych białoruskich wiosek pewnie zniknie z powierzchni ziemi. Jedynie święta figura będzie strzec pamięci o wydarzeniach sprzed 72 lat.

Jakub Biernat, Wiktor Szukiełowicz/Biełsat/http://www.palomnik.by/palomnik/sermons/art-75/

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze