Historia rodu Grzymałowskich – polskich ziemian zafascynowanych białoruskością


Biełsat dotarł do rękopisów, które nigdy wcześniej nie były publikowane. Z dokumentów dowiadujemy się o życiu prywatnym przedstawicieli ziemiańskiego rodu, którzy w pierwszej połowie XIX wieku zrobili krok milowy – wydali księgę, w której określili się mianem Białorusinów i przyczynili się do odrodzenia białoruskiej literatury.

Założycielowi podwalin białoruskiej literatury prorokowano sławę

W epoce, gdy język białoruski uległ całkowitemu zniszczeniu i żadne dzieło literackie w tym języku nie ujrzało światła dziennego, każdy arystokrata władający językiem białoruskim był dla Białorusinów na wagę złota…

Rok 1837. Adam Mickiewicz stara się o stałą posadę w Collège de France, gdzie niebawem z jego ust padnie wiekopomny komplement gloryfikujący język białoruski. W tym samym czasie w Petersburgu ukazuje się trzytomowe dzieło pod tytułem „Poezje trzech braci Waleriana, Klemensa i Juliana, Białorusinów”. (Pierwszy tom wyszedł spod pióra Waleriana, autorem drugiego jest Klemens, trzeciego zaś Julian).

Bracia Grzymałowscy, podobnie jak Adam Mickiewicz, zachwycali się białoruskim folklorem. I chociaż ich twory poetyckie: zarówno umieszczone w książce, jak i te późniejsze, wydrukowane na łamach wileńskiego czasopisma Rubikon – wszystkie były pisane w języku polskim, były to jednak przekłady poetyckie białoruskich pieśni ludowych.

Aleksander Groza fot. wikiAleksander Groza fot. wiki Z korespondencji dwóch wybitnych literatów, a dokładniej z listu przedstawiciela „ukraińskiego nurtu” literatury polskiej okresu romantyzmu Aleksandra Grozy do polskiego powieściopisarza Michała Grabowskiego dowiadujemy się, iż bohaterowie naszej opowieści nosili się z zamiarem popularyzacji nie tylko białoruskiego folkloru, ale także i języka białoruskiego.

Bracia Grzymałowscy zamierzają wyprowadzić swój białoruski dialekt z powszechnego zapomnienia – zbierając pieśni ludowe, wpatrują się w jego piękność i wyjątkowość.

Zachęcam do tego z całych mych sił tych młodych i pełnych najlepszych zamiarów ludzi. Niedawno napisałem do jednego z nich, nakreślając, jaka chwała go czeka, gdy położy kamień węgielny pod nowy nurt w literaturze słowiańskiej. Dziwna rzecz, ale nad tym dialektem dotąd nikt nie chciał się zadumać. Tyle guberni rozmawia w nim i jest on prawdziwą rubieżą między językami polskim i rosyjskim”.

Badaniami nad spuścizną literacką braci Grzymałowskich zajmowali się zarówno białoruscy, jak i polscy naukowcy. Największy wkład w badania wnieśli białoruski literaturoznawca, prof. Mikoła Chaustowicz oraz polska badaczka Dorota Samborska-Kukuć.

Poziom poetycki wierszy braci Grzymałowskich polska badaczka ocenia bardzo krytycznie, przy tym wspólnie z białoruskim kolegą podkreśla nadzwyczajnie pozytywny wkład w zachowanie białoruskiego folkloru.

Kim byli bracia Grzymałowscy, skąd pochodzi, gdzie mieszkali, czy posługiwały się językiem białoruskim ich dzieci?

O ich losach wiemy niezbyt wiele” – pisze Mikoła Chaustowicz. Niewiele wiadomości w tym temacie posiada również Dorota Samborska-Kukuć.

Stuk maszyny do pisania w oblężonym mieście

Jest rok 1943 r. W okupowanej Warszawie inżynier Stanisław Grzymałowski – wnuk Waleriana regularnie zasiada przed maszyną do pisania, by pozostawić swoim córkom pamiętnik ze wspomnieniami o swojej rodzinie. W archiwum rodzinnym zachowało się prawie 500 stron maszynopisu, które dotąd nie trafiły jeszcze w ręce badaczy.

Biełsat jako pierwszy otrzymał dostęp do treści pamiętnika, z którego wiele można się dowiedzieć o losach trzech braci, którzy zaangażowali się w odrodzenia języka białoruskiego.

Ród Grzymałowskich herbu Grzymała należy do jednego z najstarszych rodów w Polsce. Już w czasach Bolesława Śmiałego kroniki wspominały o niekończących się sporach między rycerzami herbu Grzymała i rycerzami herbu Nałęcz” –
pisał Stanisław Grzymałowski.

Dworek w Julianowie, fot. z arch. K.HejkeDworek w Julianowie, fot. z arch. K.HejkeDalej dowiadujemy się, iż ród Grzymałowskich wywodzi się ze Śląska. Najpierw przenoszą się do Małopolski i w pobliżu Tarnopola zakładają swoją osadę rodową Grzymałów. Na początku XIX wieku rodzina postanawia przenieść na tereny dzisiejszej Witebszczyzny (były powiat drysienski– obecnie wierchniedwiński).

„Dziadunio żyje jak udzielny Książe”

Autor pamiętnika wiele uwagi poświęcił swojemu dziadkowi Walerianowi urodzonemu w 1815 roku, który był właścicielem majątku Grygorowszczyzna (obecnie znajduje się tam białorusko-łotewskie przejście graniczne), oraz folwarków Pundy i Kośkowce położonych nad brzegami Dźwiny. Majątek Julianów otrzymał w posagu od żony Adeli, córki barona Reyera. Wszystkie posiadłości znajdowały się na terenie byłego powiatu drysienskiego – obiecnie rejon Wierchniedwiński obwodu Witebskiego.

Julianow był ulubioną siedzibą Waleriana Grzymałowskiego, to tam mieszkał do końca swych dni. Wiadomo, że wspólnie z poetą, folklorystą i działaczem społecznym Ignacym Chropowieckim należał do zjazdu sędziów pokoju powiatu drysieńskiego. Żywo interesował się sadownictwem i gromadzeniem książek. Posiadał bibliotekę, która zdaniem Stanisława Grzymałowskiego, była jedną z najlepszych w okolicy. Walerian opanował rzemiosło introligatorskie i własnoręcznie wyrabiał skórzane okładki dla swoich zbiorów.

„Dziadunio żyje, jak udzielny książę”

A tak wspomina Walerego inny jego wnuk – znany działacz PPS i żołnierz legionów, poeta – autor wiersza „Ta, co nie zginęła” Edward Słoński w swojej książce pt. „Drogi nieznane”: „W Julianowie mieszka dziadunio Walery. Głębokie, aż czarne od głębokości jezioro. Pałac stary w wieńcu czarnych, miękkich modrzewi. Ganek na grubych kolumnach, weranda długa, bardzo długa W starym pałacu są stare meble i stare lustra w złoconych ramach. Na lustrach matowe plamy – miejsca zapotniałe od oddechu pokoleń, które już odeszły. […].

Stary dziadunio Walery ma długą białą brodę i drobne żółte ręce, takie żółte, jak z wosku. Gabinet jego i dwa pokoje przyległe zastawione są szafami, pełnymi książek. Dziadunio siedzi w wygodnym fotelu za dużym biurkiem i pisze wiersze. […] Dzieje serc złamanych, miłości nieszczęśliwych i nadziei zawiedzionych przerymowuje po stokroć coraz misterniej i kunsztowniej, by potem recytować je zgromadzonym sąsiadom […].

Żyje stary dziadunio jak jakiś książę udzielny. Ma służbę liczną i wyszkoloną znakomicie. Stary Marcin podaje do stołu w białych nicianych rękawiczkach”.

Staw - pozostałośc po majątku Grzymałowskich w Julianowie fot. z arch K. Hejke Staw – pozostałośc po majątku Grzymałowskich w Julianowie fot. z arch K. Hejke

Walerian Grzymałowski przeżył całe swe życie w szczęśliwym małżeństwie. Miał dwóch synów Jana i Eliasza (ojca autora pamiętnika) i cztery córki Marylę, Monikę (matkę Edwarda Słońskiego) oraz Adelę i Natalię. Synowie ukończyli Politechnikę w Rydze, starszy Jan bardzo dobrze mówił po białorusku i był uzdolniony muzycznie. Po ukończeniu nauki nie podjął jednak pracy w wyuczonym zawodzie, tylko powrócił do Julianowa, gdzie zajmował się zarządzaniem majątku. Po wybuchu rewolucji bolszewickiej wyjechał do Dyneburga, gdzie wkrótce zmarł.

Ojciec autora pamiętnika pracował jako wysoki urzędnik państwowy w Moskwie i Odessie – w 1912 r. powrócił do Julianowa, który przypadł mu w spadku. Nie zdążył się nim jednak nacieszyć – niedługo potem niespodziewanie umarł we śnie.

Losy Klemensa i Juliana Grzymałowskich


Drugi z braci literatów Klemens
nie posiadał potomstwa. Był w związku małżeńskim z Natalia Hryniewicką. (Według Doroty Samborskiej-Kukuć był właścicielem majątku Otroszki znajdującego się w okolicach Brasławia. W majątku mieszkała również jego siostra Kazimiera, która w młodości zakochała się w uczestniku Powstania Styczniowego. Po jego śmierci (został stracony) nigdy nie wyszła za mąż. Gdy Klemens owdowiał to wspólnie z siostrą przenieśli się do Julianowa.

Najmłodszy z braci Julian ukończył Uniwersytet Dorpacki (obecnie Tartuski), jakiś czas mieszkał w Turcji i ożenił się z Teklą Domeyko, która urodziła mu trzech synów: Władysława, Józefa i Bolesława. Posiadał majątek Nacza w okolicach Połocka. Był pasjonatem literatury współczesnej, przede wszystkim francuskiej i biegle posługiwał się językiem francuskim.

Syn jego Władysław, będąc nauczycielem w Julianowie, ułożył popularny w tamtych czasach podręcznik historii Polski oraz stworzył przeznaczoną dla młodzieży adaptację literacką arcydzieł historycznych autorstwa Henryka Sienkiewicza „Ogniem i Mieczem”, „Potom” oraz „Pan Wołodyjowski”.

Dobrze zapowiadającemu się Józefowi karierę popsuł zbyt gwałtowny temperament. Po śmierci ojca sprzedał majątek i wyjechał do Baku, gdzie został nauczycielem języka francuskiego. Najmłodszy zaś syn Bolesław po ukończeniu Politechniki w Rydze ożenił się i miał dwie córki.

Pozostałości zabudowań gospodarczych Julianowa, fot z arch. K.Hejke Pozostałości zabudowań gospodarczych Julianowa, fot z arch. K.Hejke

Białoruś – „rodzinny kraj mojego ojca”

Autor pamiętnika Stanisław Grzymałowski większość dzieciństwa spędził w Odessie, dokąd jego rodzina przeniosła się z uwagi na chorobę nerek matki. Na Białoruś przyjeżdżał, by odwiedzić krewnych, na początku razem z rodzicami – potem już samodzielnie. Każdą ze swych podróży szczegółowo opisał w swoich wspomnieniach.

Oto sentymentalna podróż śladem białoruskiej historii. Pragnę teraz opisać historię rodzinnego kraju mojego ojca. Majątki: Julianów, Grygorowszczyzna, Kośkowce, Zapasiszki i Sawejki znajdowały się w guberni witebskiej, a więc na Białorusi. Białoruś stanowiła część Litwy, a wobec tego losy obu ziem bardzo się przeplatały. Po Unii Lubelskiej wpływy polskie tu i tam zyskują na sile. Język białoruski, który w tamtym okresie był językiem urzędowym – zostaje wkrótce zastąpiony przez język polski. Od początku XVIII w. Białoruś razem z Litwą staje się ziemią polską. Kulturalnie i politycznie są to Polskie Kresy. Po pierwszym rozbiorze prawie cała Białoruś przechodzi pod panowanie Rosji, po trzecim zaś ten sam los spotkał i Litwę. Początkowo litewskie ziemie nazywano gubernią litewską, a białoruskie zaś gubernią białoruską. Później jednak z obu tych ziem utworzono szereg guberni: wileńską, witebską, mohylewską, całość zaś nazwano „Siewiero-Zapadnyj Kraj” (Krajem Północno-Zachodnim – red.). W okresie powstań Listopadowego i Styczniowego udział w ruchu wolnościowym, a młodzież tłumnie garnie się do walki z najeźdźcą”.

Stanisław Grzymałowski pisał o masowym analfabetyzmie wśród ówczesnych Białorusinów, ich pobożności i o biedzie, przyczyną której była, jego daniem, nieurodzajna ziemia. Wśród miejscowej szlachty zauważał bardzo mocne wpływy rosyjskie.

Inga Astraucowa/Karolina Rusinowicz/Jakub Biernat/Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze