Sannikau o szczycie w Wilnie: to był dobry szczyt


Białoruski opozycjonista Andrej Sannikau ocenia, że szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie był dobrym szczytem i choć zdominowała go kwestia ukraińska, to o potencjale inicjatywy świadczy parafowanie umów z Mołdawią i Gruzją.

Szczyt „ukradła” Ukraina

To był dobry szczyt, intensywny, intrygujący, otrzeźwiający i z istotnym udziałem przedstawicieli państw UE. Niestety „ukradła” go Ukraina” – pisze Sannikau w komentarzu na stronie opozycyjnego portalu Karta’97.

Polityk zwraca uwagę, że wszystkie wysiłki UE miały na celu skłonienie prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza do podpisania umowy stowarzyszeniowej, „jakby to mogło zmienić autorytarny przechył obecnego ukraińskiego kierownictwa„.

Tymczasem kwestia ukraińska przysłoniła parafowanie przez Mołdawię i Gruzję umów stowarzyszeniowych z UE, obejmujących porozumienia o strefie wolnego handlu.

To właśnie te umowy świadczą o potencjale UE i ich realizacja powinna stać się przedmiotem wzmożonej uwagi Europy. Tym bardziej że oba państwa będą poddawane naciskom ze strony Rosji i oba potrzebują wspierania ich integralności terytorialnej” – podkreśla Sannikau.

Integracja z UE zagraża władzy autorytarnych przywódców

Opozycjonista uważa, że należy przeanalizować procesy zachodzące w państwach PW oraz możliwości wpływania na nie UE w celu obrony praw człowieka, które są według niego najważniejszym elementem programu Partnerstwa.

Szczyt w Wilnie pokazał, że stawianie na rozmowy z autorytarnymi przywódcami czy dyktatorami nie było uzasadnione. Nie decydują się oni nawet na nieznaczne kroki formalne – takie jak podpisanie umowy stowarzyszeniowej – jeśli widzą w tym zagrożenie dla swojej osobistej władzy” – pisze Sannikau.

Uważa on, że Partnerstwo Wschodnie należy utrzymać, nawet jeśli któryś z przywódców państw w nim uczestniczących zdecyduje się z niego wystąpić.

Żaden więzień polityczny nie opuścił więzienia

Za bardzo istotne niepowodzenie szczytu uznał jednak to, że nie zwolniono żadnego więźnia politycznego. „Z więzienia nie wyszedł ani jeden więzień polityczny. Ani ofiary „wybiórczego wymiaru sprawiedliwości” na Ukrainie i w Gruzji, ani więźniowie polityczni na Białorusi czy w Azerbejdżanie” – podkreśla.

Niestety temat praw człowieka w oficjalnej części wileńskiego szczytu nie został podjęty. Być może przeszkodził w tym problem ukraiński. Chciałbym mieć nadzieję, że tu właśnie leży przyczyna, nie zaś w wyłączeniu z rozmów kwestii więźniów politycznych. Unia Europejska jest dziś w stanie poszerzyć geografię europejskich wartości, ale w tym celu konieczna jest ich obrona i nieliczenie na wychowanie dyktatorów” – podsumowuje Sannikau.

Sannikau był jednym z kandydatów opozycji na prezydenta Białorusi w 2010 r. Zatrzymano go wieczorem po wyborach, kiedy siły bezpieczeństwa rozbijały demonstrację przeciwko oficjalnym wynikom, dającym prawie 80 proc. poparcia prezydentowi Alaksandrowi Łukaszence. Sąd uznał go za winnego organizacji masowych zamieszek i skazał na 5 lat pozbawienia wolności. Pod wpływem tortur podpisał prośbę o ułaskawienie do prezydenta. W kwietniu 2012 r. został zwolniony, po czym wyemigrował za granicę. Uzyskał azyl polityczny w Wielkiej Brytanii.

KR/Biełsat/PAP

Zobacz też
Komentarze