Recenzja filmu ” Żywie Biełaruś” Pawła Zalewskiego


Jeśli nie wiecie jeszcze dlaczego warto iść na film „Żywie Biełaruś” i co w nim dostrzegli widzowie pokazów przedpremierowych, przeczytajcie koniecznie recenzję autorstwa europosła.

Na początku zapowiada się sympatycznie, później zmienia się w prawdziwy koszmar

Od 19 kwietnia w kinach można zobaczyć film „Żywie Biełaruś”, gdzie rolę Wiery znakomicie zagrała polska aktorka Karolina Gruszka. Film, który tylko na początku zapowiada się sympatycznie, później zmienia się w prawdziwy koszmar, a widzowie nie mogą uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Dzieją się naprawdę na Białorusi.

Odwaga buntowników wydaje się bezcelowa. Reszta kompanii stoi i patrzy. Nikt do nich nie dołącza. Bierność, apatia, a może doświadczenie bólu i poniżenia przez ordynarnych i obrzydliwych sierżantów bez serca? Co sprawia, że ludzi paraliżuje strach? Gdzie uciec, jeśli wszędzie są służby, tajni oficerowie, kapusie czy w końcu zwyczajni tchórze? Komu zaufać, a kto ugnie się pod presją aparatu przemocy? Tych, którzy mówią wprost o uwłaczających godności warunkach w koszarach, ich koledzy z wojska najpierw fetują, by chwilę później, na rozkaz, spuścić im srogie baty żołnierskimi pasami. Wystarczy rozkaz i kręgosłupy trzaskają złamane jak zapałki. To sposoby na mężczyzn. Ale jest też coś specjalnego dla kobiet.

Dziewczyna w białoruskim więzieniu stoi naga przed dwiema oficerkami służby więziennej. Zdejmują z niej ubranie, a potem przeprowadzają rewizję osobistą. – Rozstaw nogi – rozkazują. Upokorzenie i ból malują się na twarzy córki Polki i białoruskiego żołnierza. Czym zawiniła. Blogiem w Internecie, który drwił z propagandy niepokonanej białoruskiej armii. Blogiem, którego nawet nie była twórcą, a jedynie pełniła rolę maszyny do pisania. Ale nawet to nie uchroniło jej przed cierpieniem i karą. Sytuacja wyjęta żywcem z polskiej rzeczywistości lat 80. Z tą tylko różnicą, że wtedy demokratyczna opozycja zamiast wrzucać teksty do sieci, w pocie czoła kopiowała na prostych maszynach drukarskich biuletyny i zakazaną literaturę. Niby niewidzialni, a jednak niezbędni. Poświęcający się bez gwarancji sukcesu, ale za to z wewnętrznej potrzeby buntu. Hart ducha, to coś co nasi rodzice wykorzystali by obalić komunę. Dziś naszym moralnym obowiązkiem jest krzyczeć przeciwko prześladowaniom i pokazywać białoruskim przyjaciołom, że nie są sami. I film powinien być pretekstem właśnie do naszej solidarności. Dokładnie takiej jak akcja Solidarni z Białorusią, której punktem kulminacyjnym będzie niedzielny koncert polskich i białoruskich zespołów na starym mieście. Takiej jak setki listów wysyłanych z Polski przy współpracy z Amnesty International, takim jak twarde wypowiedzi polskich euro deputowanych i ministra spraw zagranicznych.

Sztuka potrafi obalać mury

Czasem trudne tematy dzięki inwencji i wyobraźni twórców są inspiracją do buntu i działania. W niedzielę na Krakowskim Przedmieściu Polacy pokażą po raz kolejny, że solidarność to nasza cecha narodowa. Nie ma w nas zgody na łamanie praw człowieka. Nie przez przypadek to znad Wisły płynęła ostatnio fala listów z apelami o zwolnienie represjonowanych. Nie przez przypadek temat represji wobec białoruskich buntowników poruszają artyści, politycy, studenci, czy reżyserzy. Teraz z tym tematem zmierzył się polski reżyser. Dzięki filmowi „Żywie Biełaruś” twardą rzeczywistość Białorusi od piątku można będzie zobaczyć w polskich kinach. Historię luźno oparta na losach Wieczorki warto zobaczyć z co najmniej kilku powodów. Przede wszystkim do tej pory brakowało filmów o podobnej tematyce, które pokazywałyby ponurą białoruską rzeczywistość. Ale co ważniejsze, film nie promuje beznadziei. Twórcy nie załamali rąk i nie pozwolili sobie na łatwe epatowanie widza przemocą i brudem białoruskich koszar i więzień. To co jest w filmie krzepiące i uniwersalne to przestrzeń wolności, o którą jeszcze niedawno walczyliśmy sami przy okazji próby wprowadzenia kontroli i represji przez kontrowersyjną umowę ACTA. Tyle, że dla nas byłą to walka o swobodę, wolność w wymianie myśli i swobodne „dzielenie się” kulturą i myślą. Łatwo nie doceniać tego co się ma. Tak jest i w tym przypadku. Gdyby nie białoruski Internet – pragnienie wolności i bunt przeciw zakłamanej władzy – nie miałyby szans się ziścić. Zdominowana przez ordynarną, wręcz chamską propagandę białoruska sfera „wolnych mediów”, szpicle na koncertach rockowych kapel, fałszowanie wyborów, przemoc, okrucieństwo, a nawet tortury psychiczne w więzieniach. Upokorzenia i represje nie omijają nikogo, nawet kobiet czy niepełnosprawnych. Jeśli się buntujesz, jesteś wrogiem. Ale kim będziesz jeśli się poddasz?

Kropla drąży skałę

Powoli, ale bezwzględnie. Konsekwentnie aż wydrąży ją od środka. Wszyscy możemy pomóc tej kropli, którą w dzisiejszej rzeczywistości jest sieć i żyjące w niej dzieci sieci. Blogosfera, twórcy teledysków i filmów obnażających korupcję i przemoc. Jeśli jest gdzieś na Białorusi wolność to właśnie tam. Warto ją poznać i docenić. Inaczej będziemy jak Ci, którzy widząc zepsucie i zło, odwracają wzrok.

KR/ Biełsat za pawelzalewski.eu
www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze