Wybory na Białorusi: konkurentom Łukaszenki trudniej agitować

Białorusini mają dość 26 lat rządów Łukaszenki. Na ulicach zbierają się jego przeciwnicy, by w pokojowy sposób okazać swój protest. Jednak demonstracje w miejscach niewyznaczonych przez władze są karane. Zdjęcie: Alisa Hanczar/belsat.eu

Działacze białoruskiego ruchu “Obrońcy prawa do wolnych wyborów” alarmują o ograniczeniu liczby miejsc, w których opozycja może organizować wiece przed wyborami prezydenckimi.

– Analiza decyzji władz lokalnych o miejscach do agitacji przedwyborczej pokazuje, że jest ich znacznie mniej w porównaniu z poprzednimi kampaniami wyborczymi. Nie tylko poważnie ogranicza to prawa kandydatów na prezydenta, ale też prawa wyborców do otrzymania informacji o kandydacie na prezydenta – podkreślają białoruscy obrońcy praw człowieka.

Według nich władze lokalne postępują niezgodnie z rekomendacją Centralnej Komisji Wyborczej, która proponowała udostępnić dowolne miejsca, w których zgromadzenia nie są zakazane.

– Połowa obserwatorów kampanii wyborczej podkreśla, że miejsca wyznaczone dla prowadzenia masowych wieców wyborczych są albo nieprzystosowane do takich celów, albo mało uczęszczane. Niektóre z nich są trudno dostępne ze względu na złe skomunikowanie. To problem szczególnie dla wyborców starszych i niepełnosprawnych – czytamy w raporcie.

Ruch “Obrońcy prawa do wolnych wyborów” to wspólna inicjatywa Białoruskiego Komitetu Helsińskiego i Centrum Obrony Praw Człowieka “Wiasna”.

W Mińsku opozycyjne komitety wyborcze mogą legalnie agitować jedynie w sześciu miejscach. Wszystkie one znajdują się daleko od centrum miasta. Mimo to, podczas zbiórek podpisów za udziałem opozycji w wyborach, ustawiały się tam wielogodzinne kolejki.

Z kolei zbiórki podpisów za udziałem w wyborach rządzącego od 26 lat Alaksandra Łukaszenki odbywały się w zakładach pracy i centrach miast.

Paweł Usau: Białoruś czeka reżim wojskowy

Wybory prezydenckie na Białorusi odbędą się 9 sierpnia. Rządzący od 1994 roku Łukaszenka powiedział, że nie odda władzy, a przeciwko demonstrującym obywatelom jest gotów użyć broni. Nieoficjalne sondaże internetowe mówią jednak, że popierają go tylko 3 proc. Białorusinów.

Od początku maja w kraju trwają przedwyborcze represje wymierzone w opozycję, jej zwolenników i dziennikarzy. W aresztach jest już pięciu opozycyjnych kandydatów na prezydenta. Do tysiąca zbliża się liczba zatrzymanych Białorusinów, którzy okazali swoją solidarność z aresztowanymi i wyszli na pokojowe demonstracje.

Obrońcy praw człowieka oświadczyli, że wybory już teraz odbiegają od demokratycznych standardów. Masowe represje wymierzone w obywateli potępiły państwa Zachodu, Unia Europejska i OBWE.

Przed wyborami prezydenckimi władze starają się zastraszyć także niezależnych dziennikarzy i blogerów. O absurdach białoruskiego aparatu represji, których doświadczył osobiście, opowiedział korespondent Biełsatu Zmicier Łupacz.

Miejsce zbrodni: internet. Czyli jak ośmieliłem się otworzyć usta bez pytania o zgodę władzy

mh,pj/belsat.eu

Wiadomości