Uciekające Gruzińskie Marzenie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Oligarcha Bidzina Iwaniszwili od niemal dekady rządzi Gruzją i już usuwał się w cień, ale potem wracał. Teraz deklaruje, że z polityki odchodzi na zawsze.

Jego majątek wyceniany jest (przez Forbes’a i Bloomberga) na ok. 5 miliardów USD. Jest niewątpliwie najbogatszym Gruzinem, a pięciomiliardowy majątek w mało zamożnej, liczącej trzy miliony siedemset tysięcy mieszkańców Gruzji robi wrażenie. Jednak największą i najważniejszą inwestycją Bidziny Iwaniszwilego jest polityka i władza.

Z pomocą partii Gruzińskie Marzenie udało mu się utrzymać władzę w trzech wyborach parlamentarnych pod rząd, oraz mieć wpływ na wybory prezydenckie. Wczoraj Iwaniszwili zadeklarował, że odchodzi z polityki. Podobno ostatecznie i definitywnie. Tyle, że podobne deklaracje najbogatszy Gruzin już składał, a z polityki odchodził dwa razy. Także tym razem trudno dać wiarę jego zapewnieniom. W końcu to od wpływu na politykę zależy pomyślność jego biznesowego imperium, a przez niemal dziewięć lat rządów narobił sobie wielu wrogów.

Miliarder kierujący rządzącą w Gruzji partią poinformował o odejściu z polityki

Marzenia Gruzinów

W 2012 r. przebojem wdarł się do gruzińskiej polityki. Jego partia – Gruzińskie Marzenie, odsunęła od władzy Micheila Saakaszwilego, wygrywając wybory parlamentarne. Dzięki swojej fortunie mógł zasponsorować kampanię wyborczą z rozmachem, jakiego wcześniej Gruzja nie widziała. Najbardziej mu jednak pomogło zmęczenie Gruzinów rządami Saakaszwilego. Coraz bardziej chaotycznymi i idącymi w stronę miękkiego autorytaryzmu. Gruzińskie Marzenie obiecywało tymczasem wiele: rozwój gospodarczy, integrację z Zachodem i spokój z Rosją. Finansowy sukces Iwaniszwilego i jego powiązania z rosyjskim biznesem miały gwarantować spełnienie obietnic.

Po wyborach stanął na czele rządu i rozpoczął kontrrewolucję, likwidując wiele zmian wprowadzonych wcześniej przez Saakaszwilego. Iwaniszwili nie wykonał jednak gwałtownego zwrotu w stronę Rosji. Przeciwnie, zachował kurs na współpracę z instytucjami unijnymi i NATO. Do integracji wprawdzie nie doszło, ale Gruzja nie wpadła w objęcia Rosji. Tylko mniej lub bardziej asertywnie trwała w zamrożonym konflikcie wokół separatystycznej Osetii Południowej i Abchazji.

Jak w każdym, dużym projektem politycznym w młodych demokracjach, również w Gruzińskim Marzeniu zaczęła jednak narastać patologia. Partia coraz bardziej przypominała ukraińską Partię Regionów z czasów Wiktora Janukowycza – opanowała główne instytucje państwa. Stała się typową, oligarchiczną partią władzy. Bez ideologii, za to sprawnie przygotowującą się do kampanii wyborczych i potrafiącą populistycznymi obietnicami zdobywać serca czekających na cud wyborów, zwłaszcza tych z prowincji.

Odejścia, zwroty i powroty

Pierwszy raz Iwaniszwili odszedł z polityki po roku premierostwa, w 2013 r. Wtedy zadeklarował, że odchodzi, bo, żeby zrobić miejsce dla innych, a polityce „będzie się przyglądał”. Gruzini żartowali, że przyglądał się będzie dosłownie, gdyż jego nowoczesna, przeszklona rezydencja znajduje się na jednym z okalających centrum Tblisi wzgórz i gwarantuje piękny widok na miasto, oraz budynki głównych instytucji państwa. Potem miliarder rzeczywiście na pewien czas zniknął z przestrzeni publicznej. Czasem coś komentował w mediach, choć Gruzini wiedzieli, że zarządza z tylnego fotela. W 2015 r. w wywiadzie dla telewizji Imedi pierwszy raz napomknął, że wróci, jeśli w Gruzji zdarzy się jakaś „bieda”.

Gruzińskie Marzenie wygrywa w okręgach jednomandatowych w drugiej turze

Model sterowania państwem za pomocą rządzącej partii i bez jakiejkolwiek oficjalnej funkcji kiepsko się sprawdzał. Gruzińskie Marzenie wprawdzie wygrało wybory w 2016 r., utrzymało władzę, ale z trudem. W Gruzji kumulowały się problemy: antyrządowe protesty i Saakaszwili straszący z wygnania na Ukrainie, że zaraz wróci i obali rządy oligarchy.

W kwietniu 2018 r. Iwaniszwili ogłosił, że wraca. Znowu został liderem partii. Wrócił akurat w sam środek potężnego kryzysu. W Tbilisi zaczęły się protesty przeciw rządowi i MSW, po tym, jak policja brutalnie spacyfikowała imprezę w jednym z klubów. Widać było gołym okiem, że Gruzińskie Marzenie jest coraz mniej popularne. Zwłaszcza w młodym pokoleniu i w stolicy. Przez ostatnie dwa lata antykorupcyjne protesty wybuchały regularnie. A jednak ściągając cugle i uspokajając konflikty Iwaniszwili doprowadził do trzeciego parlamentarnego sukcesu – wygranych przez Gruzińskie Marzenie wyborach w październiku ubiegłego roku.

– Uważam, że moja misja jest skończona. Podjąłem decyzję, by odejść z polityki i całkowicie odsunąć się od władzy. Opuszczam stanowisko szefa Gruzińskiego Marzenia i odchodzę z partii – napisał wczoraj Bidzina Iwaniszwili.

Oligarcha powołał się na wiek. Ma 65 lat, czyli mniej niż np. Władimir Putin, czy Joe Biden. Nie jest to więc wiek wykluczający z aktywności politycznej, zwłaszcza w przypadku człowieka, którego stać na najlepszą opiekę medyczną na świecie. Bardziej prawdopodobne jest takie, że wokół jego partii i w Gruzji w ogóle, kumulują się problemy. Pandemia wyjątkowo mocno uderzyła w ten niewielki kraj. I mimo, że rząd radził sobie całkiem nieźle, to kolejne „lockdowny” mocno uderzyły w gruzińską gospodarkę, ale i wzmocniły podziały polityczne.

Stan nadzwyczajny w gościnnej Gruzji. Reportaż

Coraz mocniej rysuje się np. konflikt wokół Gruzińskiej Cerkwii Prawosławnej, która zmuszała rząd do ustępstw, by zamykając niemal wszystko, pozostawił świątynie otwarte. Od przeprowadzonych w dwóch turach wyborów parlamentarnych w październiku i listopadzie trwa kryzys parlamentarny. Opozycja nie uznaje wyników wyborów, uważa, że były sfałszowane. Do tego pogarszająca się sytuacja gospodarcza. PKB Gruzji spadł w listopadzie o 7,7 proc. (rok do roku). Iwaniszwili prędzej jednak wykonał manewr taktyczny i ogłosił, że wycofuje się z polityki.

– Czy Iwaniszwili zachowa mechanizmy kontroli nad wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą władzą w Gruzji? Oczywiście, że zachowa, ponieważ te mechanizmy nie są związane z posadą szefa partii czy rządu, ale z nim – mówił w wypowiedzi dla BBC Gela Wasadze, gruziński politolog.

Dysponując majątkiem równym połowie PKB kraju i trzymając władzę przez kilka lat, Iwaniszwili zbudował skomplikowany system zależności i powiązań kluczowych postaci w polityce. Teraz tylko przestanie firmować rząd, kiedy ten będzie się musiał zmierzyć z kryzysem politycznym i wychodzeniem z kryzysu gospodarczego po pandemii. Oraz, co jest bardzo prawdopodobne – z masowymi protestami społecznymi. Czas na kolejny powrót jeszcze przyjdzie. Tym razem nie kiedy Gruzja będzie w biedzie, ale kiedy nadejdą lepsze czasy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów