Rosjanie próbują zjednoczyć separatystów z Donbasu


Dzień flagi w Doniecku (19 października)

Kiedy w Rosji będzie toczyć się walka na piłkarskich boiskach, w Doniecku i Ługańsku ruszają inne zawody. Ich stawką jest władza w marionetkowych republikach.

Tydzień temu władze tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁNR) wprowadziły cło na piwo z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DNR). Wiadomość ta brzmi kuriozalnie, tym bardziej, że w rzeczywistości Moskwa robi ciche przymiarki do jakiejś formy zjednoczenia obu, separatystycznych republik. Nie będzie to zadanie łatwe.

W ciągu ostatnich czterech lat Donieck i Ługańsk wspólnie walczą z Ukrainą i stały się areną tej samej, rosyjskiej operacji separatystycznego buntu przeciw Kijowowi. Jednak w rzeczywistości wywodzące się z donieckiej nomenklatury i separatystycznych watażków quasi-elity z Doniecka i Ługańska nie cierpią się nawzajem i zazdrośnie pilnują swoich stref interesów. W dodatku przez ostatnie cztery lata marionetkowe republiki budowały różną narrację na temat historii i swojej tożsamości.

Rosjanie nawarzyli piwa

Kiedy tylko po gorącym okresie walk z Ukrainą w 2014-2016r. sytuacja na froncie okrzepła, separatyści przystąpili do wzmacniania państwowości swoich republik. Obecnie na linii rozgraniczającej armię ukraińską od sił separatystyczno-rosyjskich trwa sporadyczna, ale codzienna i czasem intensywna wymiana ognia. Codziennie są ofiary. W Doniecku, czy Ługańsku i górniczych miastach zagłębia toczy się jednak w miarę normalne życie. I inna walka, wewnętrzna. O wpływy i kontrolę nad biznesem.

– Rosjanie utworzyli dwie separatystyczne republiki na początku konfliktu, bo miał to być etap przejściowy, celem była Noworosja stworzona z oderwanego południowego wschodu Ukrainy, ale ten projekt nie wypalił – uważa Jurij Butusow, ukraiński ekspert ds. wojskowych z portalu Censor.net.

Prowizoryczne rozwiązanie okazało się trwałe. Moskwa stworzyła dwa odrębne polityczne byty także dlatego, że budując struktury władzy oparła się na lokalnych klanach. Rosjanie zaabsorbowali tym samym pozostawione po Ukrainie podziały. I nie mogli ich zignorować. Tradycyjnie w zajętej przez separatystów części obwodu donieckiego dominowali ludzie oligarchy Rinata Achmetowa, oraz częściowo ludzie powiązani z Wiktorem Janukowyczem. W obwodzie ługańskim większe wpływy mieli politycy Partii Regionów.

Aleksandr Zacharczenko, lider donieckich separatystów.

Z czasem jednak sytuacja się zmieniła. Ludzie wpływowi w czasach Ukrainy tracili znaczenie. Wraz ze stopniowym przecinaniem przez Kijów powiązań gospodarczych z separatystycznym Donbasem znaczenie stracił np. Rinat Achmetow. Część jego majątku przejął nowy, powiązany z separatystami biznes, a resztę przedsiębiorcy z Rosji. Zarówno ci separatyści, którzy wywodzili się bezpośrednio z grona walczących w polu watażków, jak Aleksander Zacharczenko z Doniecka, jak i ci, którzy w czasach ukraińskich byli w partyjnej nomenklaturze, ostro bronili swoich udzielnych włości: DNR i ŁNR. Inicjatywy zjednoczeniowe zazwyczaj wychodziły z Moskwy.

W Ługańsku, ani w Doniecku, nikt się do prawdziwego zjednoczenia nie kwapił, bo oznaczałoby ono całkowite przeformowanie stref wpływów. Właśnie o te strefy wpływów toczyły się nieustanne walki między separatystycznymi watażkami. W zamachach zginęli bohaterowie separatystów: Arsen Pawłow ps. Motorola, Michaił Tołstych ps. Giwi, czy Aleksiej Mozgowoj. Separatyści oskarżali o zamachy Ukraińców, choć były to rozgrywki między nimi, oraz rosyjskim służbami specjalnymi. Moskwie nie podobała się konfrontacja między watażkami z Doniecka i Ługańska. Dlatego najpierw Rosjanie postanowili oczyścić z nadmiernie ambitnych przywódców Ługańsk. W wyniku rywalizacji między liderem tzw. DNR, Aleksandrem Zacharczenką, a Igorem Płotnickim, liderem z ŁNR, ten ostatni w ubiegłym roku uciekł do Rosji i stracił władzę w Ługańsku.

Ku zjednoczeniu

Po ucieczce Płotnickiego w Ługańsku doszło do korekty oficjalnej polityki. Od ubiegłego roku obserwowane są symptomy zbliżenia ŁNR i DNR. Na początku 2018r. ogłoszono np. plan zniesienia ceł między republikami.

– Widać, że Moskwa próbuje prawdopodobnie utworzyć jakiś rodzaj konfederacji, ale zderzy się z broniącymi swojej niezależności separatystami – mówi Jurij Butusow.

Pod koniec maja na prawie dwa tygodnie zniknął Aleksander Zacharczenko, lider donieckich separatystów. Po prostu zapadł się pod ziemię i nie było go nawet na spotkaniach z oficjalnymi, rosyjskimi delegacjami. Pojawił się dopiero kilka dni temu nic nie wyjaśniając. Z kolei na początku roku pojawił się plan zniesienia ceł między republikami. Kiedy podstawą wymiany handlowej i tak jest przemyt polityka celna i tak nie ma znaczenia, ale ich zniesienie to ważny sygnał intencji Moskwy. Dlatego kuriozalne, niedawne wprowadzenie cła na piwo z pewnością jest oznaką sabotażu planów zjednoczeniowych i oporu separatystycznych liderów.

Aleksander Żuczkowski, jeden z separatystycznych watażków otwarcie pisze na swoim profilu, że Donieck czeka wkrótce wielka czystka i wymiana liderów. Z kolei rosyjscy eksperci wskazują, że Moskwa szykuje się do zmiany polityki wobec separatystycznych republik.

Na boczny tor odstawiony był w ostatnich dniach Władysław Surkow. Ten potężny niegdyś kremlowski specjalista od PR-u nadzorował separatystyczny Donbas z ramienia Putina. Dwie republiki były jego dzieckiem. Teraz nie ma już żadnego wpływu na politykę wobec tego regionu. Pozostaje jeden problem: jak podzielić wpływy i skąd wziąć nowych liderów? W samozwańczych republikach trwa walka o podział wpływów w przemycie i lokalnym biznesie. DNR i ŁNR są dla przemytników i przestępców rajem.

Po rosyjskiej stronie wzdłuż granicy kursują całe kolumny busów z rejestracjami z Armenii i Gruzji oraz rosyjskie ciężarówki. Przemyt idzie również z Europy przez Ukrainę. Niekontrolowany potok nieoclonego alkoholu, paliwa, węgla, elektroniki, a nawet samochodów. W DNR i ŁNR działa potężne podziemie gospodarcze. Produkowane są podrabiane papierosy, alkohol. Zmiana we władzach i próba zjednoczenia republik oznaczają nadejście okresu chaosu i krwawej walki o podział wojennych łupów, czyli stref wpływów w nielegalnym biznesie.

Lenin, Motorola i Putin

Przeszkodą w zjednoczeniu może okazać się nie tylko biznes. W ciągu czterech lat w separatystycznych republikach powstawać zaczęła lokalna tożsamość. Tylko z pozoru podobna w Ługańsku i Doniecku. W rzeczywistości miejscowi i importowani z Rosji ideolodzy Donbasu bez Ukrainy wymyślili nieco różne wersje państwowej ideologii. O ile w Ługańsku motywem przewodnim jest sowiecka przeszłość, o tyle Donieck częściej uznaje się po prostu częścią Rosji i „rosyjskiego świata”. Godło DNR to po prostu dwugłowy, rosyjski orzeł. W ŁNR podręczniki do historii są wprawdzie przywiezione z Rosji, ale częściej mówi się o „Ługańszczyźnie” jakiejś formie regionalnej identyfikacji. A w godle widnieje sowiecka, czerwona gwiazda.

Mieszkańcy Ługańska świętują 1 maja.

Separatyści z Ługańska lubują się w odwoływaniu do sowieckiej przeszłości i budują mit „leninowskiej” Ługańszczyzny. Z kolei ideolodzy z Doniecka wolą mówić o Noworosji i ważnej roli Doniecka dla imperium rosyjskiego. W Doniecku czci się bohaterów wojny z Ukrainą, takich jak Arsen Pawłow, znany jako Motorola. Zginął w jednym z wielu tajemniczych zamachów. W Ługańsku bohaterów wojennych, którzy zginęli w bratobójczych zamachach w ogóle się nie czci, tylko wygumkowuje z kart historii. Po prostu się o nich milczy.

– Donbas zawsze miał swoją, lokalną tożsamość, teraz stoi trochę w rozkroku między marzeniem, by zostać częścią Rosji, a wizją niezależności regionu – mówi Jurij Butusow i dodaje – Żeby zjednoczyć republiki Moskwa będzie musiała jakoś połączyć budowane przez cztery lata odrębności.

Oczywiście są sprawy, które łączą separatystów z obu republik. To wspólne uwielbienie dla Putina i oczekiwanie pomocy ze strony Rosji. Putin niedawno potwierdził, że będzie wspierał separatystyczny Donbas. Ale nie za darmo. Ceną jest pożądana przez Moskwę pełna kontrola i prawo do jednoczenia, lub dzielenia marionetkowych państewek według własnego uznania.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze