„Nasz syn to prawie trup – potrzebna mu natychmiastowa pomoc”


Rodzice aresztowanego za udział powyborczej demonstracji w 2010 r. Uładzimira Kondrusia zobaczyli się z synem po raz pierwszy od dwóch miesięcy.

39-letni mieszkaniec Rudzieńska pod Mińskiem został zatrzymany, a następnie aresztowany jeszcze 14 czerwca. Postawiono mu zarzut udziału w masowych zamieszkach przed Domem Rządu podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku.

Mężczyzna rozpoczął głodówkę w mińskim areszcie śledczym protestując przeciwko uwięzieniu. Stan jego zdrowia pogorszył się do tego stopnia, że mężczyzna został umieszczony w więziennym szpitalu.

„Jesteśmy w szoku. Syn jest prawie trupem. Do pokoju widzeń został wniesiony na noszach. Wystarczyło mu 5 min. rozmowy, by opadł z sił. Mówił bardzo niewyraźnie. Gdy na niego patrzysz wydaje się, że jest zupełnie otumaniony. Słabo rozumie. W oczach pustka.” – z przerażeniem opisuje spotkanie z synem ojciec aresztowanego Uładzimir Kondruś.

Według jego relacji, syn zaczął pluć krwią z powodu zaostrzenia choroby wrzodowej. Tymczasem w więziennym szpitalu nie okazują mu należytej pomocy.

„Prosi o środki przeciwbólowe – nie dają. Matka dziś ze łzami w oczach prosiła o przewiezienie go do normalnego szpitala. Naszemu synowi potrzebna jest natychmiastowa pomoc” – dodaje.

W 2011 r. za udział w „masowych niepokojach społecznych” pod mińskim Domem Rządu zostało osądzone 49 osób. Wielu otrzymało karę bezwzględnego wiezienia. Największy wyrok sześć lat otrzymał opozycyjny kandydat na prezydenta Mikoła Statkiewicz. Jednak potem z biegiem czasu Łukaszenka ułaskawił wszystkich skazanych.

Jb/ www.belsat.eu/pl/ ПЦ «Вясна»

Tagi: 
Zobacz też
Komentarze