Mozambik wprowadził podatek od dziennikarstwa. Na Białorusi płaci się od dawna


    Godła państwowe Białorusi i Mozambiku

W Mozambiku (Afryka Południowa) zaczyna obowiązywać dekret, który praktycznie wprowadza „podatek od dziennikarstwa”, twierdzi Human Rights Watch.

Zagraniczni korespondenci muszą od teraz płacić 2500 dolarów amerykańskich za akredytację na jednorazowy wyjazd, lub 8300 USD za rok pracy w państwie.

Mozambik jest jednym z najbiedniejszych państw świata. Ponad połowa ludności kraju żyje za 30 dolarów miesięcznie.

Miejscowi dziennikarze-freelancerzy będą musieli zapłacić 500 USD za prawo do „legalnego” publikowania swoich materiałów w mozambickiej prasie. Lokalni dziennikarze zagranicznych mediów są zobowiązani do zapłacenia 3500 USD w zamian za roczną akredytację.

Podatek będą też płacić same media – od 34, 5 tys. do 69 tys. dolarów.

– Nałożenie opłat na dziennikarzy poważnie wpłynie na ich możliwość relacjonowania październikowych wyborów lokalnych i wyborów powszechnych w 2019 roku, – komentuje Dewa Mavinga, dyrektor południowoafrykańskiego oddziału Human Rights Watch.

Według Emilii Moiane, dyrektorki Biura Informacyjnego Mozambiku, „podatek od dziennikarstwa” jest odpowiedzią na „warunki rynkowe”. Według urzędniczki, państwo zostało do tego zmuszone, by „wzmocnić dyscyplinę w mediach”.

„Podatek od dziennikarstwa” po białorusku

Wolha Czajczyc zapłaciła za swoją działalność dziennikarską ponad 10 tys. rubli grzywien (18 tys. złotych).

Na Białorusi „przywilej” płacenia podatków za pracę dziennikarską mają dziennikarze współpracujący z naszym kanałem. Podatek za produkcję i rozpowszechnianie informacji muszą płacić w formie grzywien sądowych. MSZ nie chce ich akredytować, a praca bez akredytacji to wykroczenie z art. 22.9 Kodeksu Wykroczeń.

Tylko w pierwszej połowie 2018 roku wolny strzelec Kastuś Żukouski został skazany łącznie na 4189 rubli grzywny (ponad 7 600 złotych). Operator Aleś Barazienka na 3307 rubli kary (ok. 6050 złotych). Operator Andrej Kozieł na 4531 rubli kary (8 300 złotych).

Białoruska milicja i sądy szczególnie ciężko prześladują Wolhę Czajczyc – dziennikarka została skazana na zapłacenie łącznie 5389 rubli grzywny (9 870 złotych) – za takie pieniądze mogłaby kupić roczną akredytację w Mozambiku.

Jej materiały interwencyjne i śledztwa dziennikarskie są wysoko oceniane przez widzów i skuteczne – zmuszają władze do działania na korzyść obywateli.

Czytajcie również:

W ubiegłym roku dziennikarze Białsatu zapłacili kary w wysokości 51 tys. rubli (93,5 tys. złotych). Prawdopodobnie w tym roku suma będzie jeszcze wyższa – tylko w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2018 roku sądy postanowiły ukarać naszych współpracowników grzywnami o łącznej sumie 46 253 rubli (84,7 tys. złotych).

JW, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze