Jak „wyzwalano Polskę… od Polaków”: białoruski historyk o roku 1939 na Grodzieńszczyźnie

Foto

376 stron, a na nich 106 spisanych rozmów z mieszkańcami ziem, które znalazły się pod władzą tzw. „pierwszych Sowietów”. Pod jednym tytułem zebrał je profesor Aleś Smalanczuk.

„Za pierwszego Sowieta. Białorusko-polskie pogranicze w latach 1939-1941 w relacjach mówionych mieszkańców Białorusi”. Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Za pierwszego Sowieta. Białorusko-polskie pogranicze w latach 1939-1941 w relacjach mówionych mieszkańców Białorusi”. To pełny tytuł wydania, przygotowanego przez Alesia Smalanczuka, białoruskiego historyka i profesora Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk. Książkę przygotowano w ramach projektu realizowanego pod kierownictwem dr Macieja Wyrwy z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

– Po raz pierwszy w białoruskiej nauce historycznej, o tragicznych wydarzeniach jesieni 1939 i sowieckiej polityce na Zachodniej Białorusi w latach 1939-1941 opowiadają bezpośredni świadkowie historii – czytamy w adnotacji, którą zamieścił na temat tej pozycji portal akademkniga.by. – W zbiorze przedstawiono ustne relacje byłych obywateli polskich (głównie Białorusinów i Polaków), którzy wskutek sowieckiej agresji stali się obywatelami ZSRR. Ich pamięć stwarza alternatywę dla tych prokomunistycznych kłamstw ideologicznych, którymi wciąż są przepełnione podręczniki do białoruskiej historii XX wieku.

Prof. Smalanczuk zajmuje się właśnie m.in. polityką historyczną i historią mówioną. I taką właśnie „historię mówioną” zawiera jego książka. A co mówi o pracy nad nią sam autor? Na prezentacji w Grodnie jego relacji wysłuchał Aleś Kirkiewicz:

Recenzent Aleś Kraucewicz oraz autor Aleś Smalanczuk podczas prezentacji książki w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Mężczyzna dla organów karnych to gotowy kontrrewolucjonista”

Kiedy pod koniec lat 90. dopiero zaczynałem zajmować się historią mówioną, często spotykałem się ze strachem. Ludzie bali się, kiedy rozumieli, że nie tylko dzielą się wspomnieniami, ale są też nagrywani. Teraz to praktycznie się nie zdarza – odmawianie rozmowy jest bardzo rzadkie.

Ciekawe jednak, że odmawiają najczęściej mężczyźni, kobiety czują się jakoś swobodniej.

Wyjaśnienie tego jest w rzeczywistości bardzo proste: kiedy ze wsi kogoś zabierano, to najczęściej mężczyznę. Mężczyzna dla „organów” to gotowy lub potencjalny kontrrewolucjonista.

„Rodzice nie dzielili się tym z dziećmi, ale dzieci rozumiały bez słów”

Pamięć nie jest czymś takim, co schowano do sejfu 80 lat temu i zapomniano. Pamięć to proces. Kiedy napotykamy na ocenę wydarzeń, to nie tylko opinia np. Aleny Nowik, która w 1939 r. miała 12 lat. To również opinie jej rodziców, którzy już odeszli. Nawet kiedy rodzice nie dzielili się tym z dziećmi, to dzieci rozumiały to bez słów i uwzględniały to.

To pamięć zbiorowa. Jestem daleki od myśli, że w książce opisano jakąś obiektywną prawdę historyczną. W książce zebrano pamięć pokolenia.

Aleś Smalanczuk. Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Wypolerowana pamięć dla uczniów”

Poszedłem pewnego razu nagrywać rozmowę z weteranem. Jego pamięć była „wypolerowana” i ukształtowana – do opowieści dla uczniów. Próbowałem mu przerywać, prowokować, zmieniać temat rozmowy… Ale nic mi nie wychodziło. Powtarzał tylko to, co przekazywał uczniom na spotkaniach przez dziesięciolecia. Z naszą książką jest wszystko inaczej. Nie ma dzieci, którym trzeba opowiadać o Zwycięstwie. Nas interesuje życie człowieka.

Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Mania, zaniemówiłaś? Jestem twoim bratem!”

Jest różnica we wspomnieniach tych, którzy mieszkali przy samej granicy polsko-sowieckiej i tych, którzy mieszkali dalej: w okolicach Nowogródka lub Grodna. Ci którzy mieszkali dalej, w 1939 r. na początku się cieszyli. Mówili, że idą „nasi i swoi” i coś się zmieni na lepsze. W nadgranicznych wsiach żadnej radości nie było. Czym była ówczesna granica? Ludzie np. koszą siano, a obok jest drut kolczasty.

Widzą się nawzajem, próbują porozmawiać. Z polskiej strony ktoś woła do krewnych, ale tamci nie odpowiadają. Zdziwienie: „Mania, zaniemówiłaś? Jestem twoim bratem!”

A tamci, w BSRR, nawet odpowiedzieć się boją… Bo ich aresztują za „kontakt z polskimi szpiegami”.

Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Polskie gazety pisały o GUŁAG-u, a ludzie nie wierzyli”

Na tych, którzy mieszkali dalej od granicy, oddziaływała sowiecka propaganda.

Polskie gazety pisały o GUŁAG-u, o Stalinie, o głodzie. A ludzie nie wierzyli: „Nie może być Rosja taka biedna! Stalin to wielki człowiek!”.

To zrozumiałe, ponieważ Białorusini w ówczesnej Polsce nie czuli się ludźmi drugiego gatunku. Otrzeźwienie przyszło w 1939., kiedy zaczęły pojawiać się pytania. Dlaczego zabijają i nie ponoszą odpowiedzialności? Dlaczego wywożą? Dlaczego naczelnikami stają się ci, których wieś nie poważa i nie szanuje? Ale było już za późno…

Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Zachód i Wschód: bardzo wyraźny podział”

Padają pytania, dlaczego nie ma relacji ze strony BSRR. A dlatego nie ma, bo po tamtej stronie ludzie niczego nie dostrzegali i nie odczuwali. Mówili, że „byli u nas wojskowi, a potem wszyscy poszli”. Mieliśmy nawet taki test, żeby dowiedzieć się, gdzie dany człowiek się urodził.

Pytamy: „Kiedy zaczęła się wojna?” Jak człowiek ze Wschodniej Białorusi, to powie, że w 1941. Jak z Zachodniej – to, że w 1939. Spotkaliśmy pod Grodnem w Sopoćkinie dziadka, a on mówi: „w 1941”. Pytamy się, skąd jest… „Z Mohylewa!”.

To bardzo wyraźny podział.

Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

„Nasi poszli Polskę wyzwalać… Od Polaków”

Kiedyś zadaliśmy pytanie mieszkańcowi „Wschodu”: co się wydarzyło w 1939 r.

„Nasi poszli Polskę wyzwalać! Pytamy go: „Od kogo?” Zadumał się i mówi: „Od Polaków.” I sam się śmieje….

Ponad 20 relacji w książce należy do etnicznych Polaków. Oczywiste jest, że nie było wśród nich żadnej radości, że idą Sowiety. Rozumieli, że rozpada się państwo, świat, wszystko…

Jeden dziadek bardzo ciekawie to powiedział: „Polacy polonizowali nas 20 lat, ale nic im nie wyszło. Sowieci spolonizowali nas przez miesiąc”.

O co chodziło? Za Sowietów ludzie odczuli, że państwo polskie było wartością samą w sobie i żyło im się tam wcale nie tak źle.

Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

Proste pytanie: „Który Sowiet był lepszy?”

Zapytałem się jakoś, które Sowiety były lepsze – te pierwsze, które przyszły w 1939., czy te z 1944?

Człowiek mi odpowiada: „Pierwsze”. Dlaczego? „Bo szybko odeszły…”

Dziś historyk może pracować w archiwum i pisać o zjednoczeniu Białorusi z punktu widzenia własnego państwa. A dla zwykłych ludzi, którzy przeżyli XX wiek, państwo nie jest najwyższą wartością. Dla nich najważniejsze jest ludzkie życie. Dlatego właśnie historia mówiona bardzo dobrze oczyszcza umysły.

Notował Aleś Kirkiewicz, zdjęcia Wasil Małczanau/belsat.eu

***

Więcej o książce oraz o tematyce, którą podjął w niej jej autor, można będzie dowiedzieć się już 15 listopada w Warszawie. Tego dnia Centrum Studiów Białoruskich przy Studium Europy Wschodniej zaprasza na V międzynarodową konferencję naukową „Podzielony/zjednoczony Kraj: Białoruś i Polska we wrześniu 1939 r.” Odbędzie się na na niej polska prezentacja książki, w której weźmie udział autor.

Aleś Smalanczuk poprowadzi też dwa panele oraz okrągły stół zatytułowany „Wyzwolenie” czy „okupacja”? Jesień 1939 roku w pamięci Białorusinów i Polaków. Czy jest możliwy konsensus?”

Konferencja odbędzie się 15 listopada 2019 w Sali Balowej Pałacu Potockich, ul. Krakowskie Przedmieście 32.

(cez)

Zobacz też
Komentarze