Duma rosyjskiej floty, lotniskowiec „Admirał Kuzniecow”, omal nie utonął w stoczni


Lotniskowiec Admirał Kuzniecow dymi, psuje się, w awariach traci samoloty, ale dla rosyjskiej floty jest symbolem potęgi.

Admirała Kuzniecowa od lat trapiła seria awarii i katastrof. Rosjanie reanimują go jednak za wszelką cenę, byle na papierze ich flota miała lotniskowiec.

Tak wielkiego pływającego doku Rosjanie sami nie byli w stanie zbudować. Zamówili go w Szwecji jeszcze w 1980 r. Głównie na potrzeby budowy i remontów lotniskowców. Dok ma 330 metrów długości i 67 metrów szerokości. Dziś w nocy zatonął. Według relacji w należącej do Rosniefti (rosyjski koncern naftowy) stoczni remontowej nr. 82 w Roslakowie pod Murmańskiem, na dok i wypływający właśnie z niego, remontowany lotniskowiec Admirał Kuzniecow upadły dwa potężne dźwigi portowe. Dok zatonął. Lotniskowiec jest uszkodzony. Nie wiadomo, jak poważnie, ale świadkowie mówią, że cudem nie zatonął razem z dokiem remontowym. Rannych jest czterech stoczniowców, a jeden prawdopodobnie zaginął. Sam lotniskowiec po katastrofie odholowano do innej stoczni nr. 35 pod Murmańskiem.

Jest to kolejny, pechowy wypadek w historii jedynego rosyjskiego lotniskowca. W październiku ubiegłego roku trafił do stoczni remontowej. Miał przejść kapitalny remont i zyskać drugie życie. Modernizacja przestarzałego i wadliwego okrętu ma kosztować 50 mld. rubli (ok. 800 mln. USD). To ogromny koszt, gdyż np. za tyle Włochy kupują dwie nowoczesne fregaty typu FREMM. W 2021 r. ma z powrotem wrócić do służby w rosyjskiej flocie. O ile wcześniej nie zatonie w czasie remontu.

Epopeja syryjska

W październiku 2016 r. „Admirał floty Związku Sowieckiego Kuzniecow”, bo tak brzmi pełna nazwa okrętu, wyszedł w morze z tych samych stoczni remontowych, w których stoi teraz. Naprawiano go nawet w tym samym doku, który właśnie zatonął. Kuzniecow popłynął wówczas na Morze Śródziemne.

Rosyjskie media wpadły w ekstazę. Opisywały, jak Rosja zyska przewagę na Bliskim Wschodzie. Skoro są tam lotniskowce USA i Francji, to będzie też rosyjski. Tyle, że Kuzniecow miał już ogromny problem z dopłynięciem do wybrzeży Syrii. Państwa NATO były zaniepokojone rejsem rosyjskiego kolosa. Ale nie dlatego, że przedstawia realne zagrożenie dla natowskich flot. Kuzniecow jest po prostu niebezpieczny. Dla siebie samego i otoczenia. Kiedy dwa lata temu przepływał obok skandynawskich i brytyjskich wybrzeży, świat obiegły zdjęcia pióropusza czarnego dymu wydobywającego się z kominów okrętu. Rosjanie tłumaczyli, że to normalne, kiedy okręt dymi.

W 1996 r. w ramach szumnych obchodów trzystulecia rosyjskiej floty Kuzniecow wizytował śródziemnomorskie porty. Kolos zacumował u wybrzeży Malty.

– Siedziałem z ministrem obrony Malty na uroczystej kolacji, kiedy przybiegł przerażony marynarz i raportuje, że zerwał się silny wiatr, Kuzniecowa pcha na skały, a na lotniskowcu wysiadły wszystkie siłownie. Kiedy admirał lądował śmigłowcem na lotniskowcu, by dowodzić akcją manewrowania bez silników, okręt był już 250 metrów od skał. Cudem udało się uniknąć katastrofy i kompromitacji – pisał później ówczesny dowódca lotniskowca, admirał Walentin Seliwanow w swoich wspomnieniach.

Admirał Kuzniecow w dokach remontowych pod Murmańskiem spędził większą część swojej 31-letniej służby. Źródło: livejournal.com

Siedem lat temu Kuzniecow znowu wpadł w sztorm u wybrzeży Szkocji, podczas rejsu na Morze Śródziemne. Wysiadły siłownie, okręt omal się nie rozbił. Awaryjnie zacumował u szkockich wybrzeży. Kiedy odpłynął, pozostawił po sobie pływający na powierzchni morza śmietnik. Dwa i pół tysiąca marynarzy z obsługi lotniskowca, jak zwykle na rosyjskich jednostkach, nie ma zwyczaju przejmowania się kwestiami ekologii. Wszelkie odpadki i nieczystości są wrzucane po prostu do morza, tam gdzie akurat okręt stoi.

Trudno nawet zliczyć mniejsze i większe pożary i awarie na lotniskowcu, który przez 31 lat służby więcej czasu spędził w stoczniach remontowych, niż na morzu.

Spadające samoloty

W syryjski rejs zabrał na pokład myśliwce pokładowe Su-33, Mig-29KR i MiG-29KR/KUBR, oraz śmigłowce Ka-52 i Ka 27/33. Ten pierwszy samolot ma znaczącą wadę, może działać praktycznie jedynie jako klasyczny myśliwiec przechwytujący. Ten drugi jest pośpiesznie modernizowany do standardów wielozadaniowych. Według ocen analityków obecnie flota nie ma możliwości wyposażenia Kuzniecowa w więcej niż kilkanaście myśliwców wszystkich typów.

Ale niewielka liczba myśliwców pokładowych (dla porównania amerykańskie lotniskowce klasy Nimitz zabierają grupy bojowe po kilkadziesiąt maszyn), to nie jedyny problem. Są one praktycznie bezużyteczne poza obszarem działania systemów naprowadzających okrętu. Rosjanie po prostu nie mają pokładowych samolotów walki radioelektronicznej, wczesnego ostrzegania, takich jak amerykańskie E-2 Hawkeye. Nie mają też latających cystern.

Start Su-33 z pokładu Admirała Kuzniecowa. Źródło: pikabu.ru

Ich myśliwce mogą działać jedynie w bezpośredniej bliskości lotniskowca i w bardzo krótkim czasie. Chyba, że w Syrii będą przejmowane przez odpowiednie samoloty wsparcia operujące z baz lądowych. Problemy rosyjskiego lotnictwa pokładowego dały o sobie znać w Syrii. Piloci intensywnie ćwiczyli w czasie rejsu z Murmańska (wcześniej nie mogli, gdyż okręt stał dwa lata w doku). Ale to okazało się za mało.

I w warunkach bojowych doszło do katastrof. 14 października trzy Migi-29 wracały z misji nad Syrią na „oparach”. Pierwszy myśliwiec wylądował z problemami. Drugi, lądując zerwał linę hamującą na pokładzie. Trzeci dostał rozkaz odejścia na drugi krąg i czekając, aż załoga naprawi system hamujący, stracił całe paliwo. Mig runął do morza. Trzy tygodnie później Su-33 lądując zerwał się z systemów hamujących i poleciał wprost do wody. W obu wypadkach pilotom udało się katapultować.

Czytajcie więcej:

Bezsilność Breżniewa

Budowę Kuzniecowa rozpoczęto w 1982 r. w ukraińskiej dziś stoczni, w Nikołajewie. Miał być spełnieniem marzeń Leonida Breżniewa o oceanicznej potędze i dorównaniu USA. Breżniew chciał mieć we flocie silne grupy lotniskowcowe. Dlatego jeszcze w latach 70. ub. w. rozpoczęto projektowanie tego typu okrętów i odpowiednich samolotów. Ale radzieccy inżynierowie od początku napotykali problemy i nie potrafili dorównać doświadczonym w technologii lotniskowcowej Amerykanom, czy nawet Francuzom i Brytyjczykom. W rezultacie ich projekty to okręty ogromne, o silnym uzbrojeniu rakietowym, ale posiadające stosunkowo słabe lotnictwo pokładowe.

Na pokładzie rosyjskiego lotniskowca w sytuacjach awaryjnych pożar gaszą zwykłe wozy strażackie, nieprzystosowane do służby na morzu. Źródło: buggybugler.info

Projektu 1143.5 nazwano ciężkim krążownikiem lotniczym – w ZSRR z uporem unikano nazywania lotniskowców po imieniu, także z powodów praktycznych, obowiązuje bowiem zakaz przechodzenia lotniskowców przez cieśninę Bosfor.

Okręt na początku miał się nazywać po prostu „Związek Sowiecki”. Już w trakcie budowy, w stoczni, nazwano go „Ryga”, by po śmierci w grudniu 1982 r. genseka marzącego o potędze na oceanach, przemianować okręt na „Leonida Breżniewa”. Nadeszła jednak pierestrojka i Breżniew przestał być idolem radzieckiej elity. Zmieniono nazwę okrętu na „Tbilisi”. Jeszcze przed upadkiem sowieckiego imperium zmieniono nazwę znowu, na „Kuzniecowa”.

A kiedy imperium naprawdę upadło, rosyjscy marynarze wyprowadzili lotniskowiec pod banderą sowiecką floty północnej z ukraińskiego Nikołajewa. Wyszli w morze 1 grudnia 1991 r., opłynęli całą Europę. Kiedy dotarli do Murmańska 24 grudnia, dwa dni później ZSRS przestał istnieć, a sowiecką banderę zastąpiła rosyjska. Ukraińscy wojskowi do dziś uważają, że była to zorganizowana przez KGB, czujące zbliżający się upadek, akcja porwania okrętu

Miał być cudem techniki. Ze specjalnie dla niego zaprojektowanymi, morskimi wersjami myśliwców Su-27 i Mig-29 (wersje Su-27K i Mig-29K). O jego sile stanowią rakiety R-700 systemu przeciwokrętowego „Granit”. Ale zachodni specjaliści uważają go za przestarzały. Dziś wiadomo, że możliwości prowadzenia walki przez Kuzniecowa są dużo mniejsze niż jego zachodnich odpowiedników.

Władimir Putin uważa jednak, że rosyjska flota lotniskowiec musi mieć. I to mimo tego, że w ostatnich latach z floty oceanicznej jest przebudowywana na marynarkę obrony wybrzeża. Z silnie uzbrojonymi, ale niewielkimi okrętami i silną flotą podwodną. Jednak symbole dawnej wielkości: lotniskowiec „Admirał Kuzniecow”, czy krążownik „Piotr Wielki” są potrzebne, głównie dla propagandowego utrzymywania przy życiu marzeń o morskiej potędze. I dlatego Kuzniecow będzie reanimowany i remontowany za wszelką cenę. Choć patrząc na możliwości rosyjskiej floty lepiej dla niej byłoby, gdyby Kuzniecow zatonął razem z dokiem.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze