Dzieci białoruskich więźniów politycznych płacą za prześladowania rodziców

W białoruskich procesach politycznych na ławie oskarżonych często zasiadają rodzice nieletnich. Pojawiły się już pierwsze przypadki, gdy dzieci aresztowanych zostały przekazywane w ręce państwa.

Alena i Siarhiej Mauszukowie, rodzice piątki dzieci są oskarżeni w tzw. pińskiej sprawie. Zarzuca się im udział w zamieszkach w nocy z 9 na 10 sierpnia w Pińsku. Za poszkodowanych uważa się ponad stu milicjantów i urzędników, którzy skarżą się na rzekome stany lękowe, bezsenność i brak apetytu. Każdemu z małżonków grozi do 6,5 roku więzienia.

Anatol Mauszuk, ojciec Siarhieja podkreśla, że dzieciom grozi oddanie do domu dziecka.

– To najgorsze, czego można się spodziewać. Dzieci będą tęsknić za matką. To ogromna trauma psychiczna, że dzieci nie zobaczą ani ojca, ani matki przez tyle lat. A co na to państwo?! Oczywiście obejmie opiekę nad dziećmi, ale nikt nie zastąpi ojca i matki – podkreśla.

Mauszukowie mają dwie nieletnie córki i szukają rodziny zastępczej dla pięcioletniej Kariny. 10-letnia Angelina została we wrześniu zabrana prosto ze szkoły do ​​sierocińca. Ostatecznie opiekę nad dziewczyną przejęła jaj matka chrzestna.

Matka Angeliny i Kariny przebywa w areszcie od 10 sierpnia. Kobieta bardzo ciężko przeżywa separację z dziećmi. Gdy w sądzie usłyszała, że prokurator zażądał dla niej 6,5 roku więzienia – napisała na kartce: „Powieszę się!”. Krewni boją się o stan Aleny. Wyrok w jej sprawie ma zapaść 30 kwietnia.

Uczestnikom protestu z Pińska grozi od 5,5 do 6,5 lat więzienia i gigantyczna kara pieniężna

Trudne chwile przeżywa małżeństwo Andreja Szarendy i Paliny Szanrendy-Panasiuk. Andrej jest oskarżony o wzywanie do działań zagrażających bezpieczeństwu narodowemu, jego żona – o napaść na milicjanta. Kobieta czeka na proces w areszcie śledczym, dwójką małych synów opiekuje się mąż. Tydzień temu w ich domu odbyło się drugie przeszukanie, w którego czasie skonfiskowano też sprzęt należący do jego syna.

– Mój syn jest w szoku: po raz drugi odebrano mu komputer. Teraz jest z babcią i stara się odetchnąć od tego wszystkiego. W tym samym czasie stracił zarówno telefon, jak i komputer, na którym się uczył i odrabiał pracę domowe – opowiada Andrej.

Białoruską opozycjonistkę wysłano do „psychuszki”

W areszcie od ponad miesiąca przebywa matka pięciorga dzieci Wolha Załatar, oskarżona o udział w protestach. Dodatkowo śledczy zarzucili jej jako administratorce sąsiedzkiego czatu, że stworzyła „organizację ekstremistyczną”. W jej obronie stanęło około 70 katolickich księży, którzy podpisali poręczenie i prośbę do Komitetu Śledczego o zmianę środka zapobiegawczego.

Rodzina Wolhy Zalatar. Zdj. spring96.org

Po wyborach Wolha była wolontariuszką dyżurującą w pobliżu aresztu śledczego w Mińsku przy ul. Akrestsina, gdzie pomagała rodzinom zatrzymanych i wypuszczonym. Kilkakrotnie była zatrzymywana podczas protestów ulicznych i karana grzywną. Dwukrotnie ją karano za udział w masowych imprezach, jedną z których było sąsiedzkie picie herbaty pod blokiem.

18 marca został zatrzymany Siarhiej Hankiewicz, jej mąż i został skazany na 10 dni za nielegalną akcję uliczną. Miała ona polegać na powieszeniu biało-czerwono-białej flagi w oknie jednorodzinnego domu, którego nie widać nawet było z ulicy. W okresie trwania jego kary opiekę nad dziećmi przejęła babcia.

Białoruś: ojciec 5 dzieci skazany na 10 dni aresztu za niewidoczną z ulicy flagę w oknie

30-letnia mieszkanka Witebska Hanna Kulijewa, wychowuje cztery nieletnie córki. Po wyborach prezydenckich Hanna, oburzona milicyjną agresją brała udział w protestach. Sąd nałożył na nią łączną karę ponad 4,5 tys. rubli (ok 6,5 tys. zł). By spłacić tę wysoką, jak na białoruskie warunki, karę kobieta planowała wziąć kredyt.

– W końcu wychowuję dziewczynki. Wiadomo, trzeba je ubrać, obuć i nakarmić. My, dorośli możemy sobie czegoś odmówić, ale odmawiać dzieciom nie można – powiedziała w rozmowie z Biełsatem.

Na pomoc przyszli jednak widzowie, którzy w ciągu 1,5 godziny od emisji materiału, w którym opisano problemy Kulijewej, przesłali jej potrzebną kwotę.

– Emocje wybuchły, płakałam całą noc, bo nie spodziewałem się takiej, solidarności ze strony ludzi. Rano zapłaciłem całą karę w banku. Po prostu brak słów, by wyrazić ludziom moją wdzięczność! – powiedziała.

Groźbę odebrania dziecka usłyszał mąż obrończyni praw człowieka Tacciany Hacury-Jaworskiej, mieszkający od 10 lat na Białorusi obywatel Ukrainy Wołodymyr Jaworski .

Podczas przesłuchania postawiono mu ultimatum, że albo opuści kraj w przeciągu 48 godzin, albo zostanie przeciwko niemu wszczęta sprawa o wykroczenie, po której i tak zostanie deportowany z zakazem wjazdu na 10 lat, a dziecko oddadzą do domu dziecka. Jego żona w tym samym czasie przebywała w areszcie. Ostatecznie Jaworski prawie natychmiast po zakończeniu przesłuchania wyjechał do Lwowa z najmłodszym dzieckiem. Pozostała trójka dzieci została w Mińsku.

– Tak naprawdę okazuje się, że przede wszystkim karane są tu dzieci. Dzieci, które nie są nic winne, pozostają bez opieki krewnych i przyjaciół. Rozłąka z rodzicami to taki ból, problem i tragedia. I faktycznie okazuje się, że nasze władze prowadzą wojnę z dziećmi, a nie z dorosłymi – powiedziała nam działaczka praw człowieka Weranika Iwanawa.

Więcej w materiale Obiektywu:

jb/ belsat.eu

Wiadomości