Przyjechał Kim do Putina, czy Putin do Kima?

Wizyta Kim Dzong Una w Rosji świadczy o tym, że Putin spada do czwartej ligi światowych przywódców. Tych, którzy może i robią ze sobą szemrane interesy, wymieniają się bronią i straszą sąsiadów, ale dla świata są wyłącznie problemem do rozwiązania.

Pociąg północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Una opuścił już terytorium Rosji. Wczoraj odjechał z Kraju Nadmorskiego na Dalekim Wschodzie Rosji i przekroczył granicę z Koreą Północną przez jedyne na niej przejście graniczne Chasan. Kim Dzong Un przebywał w Rosji pięć dni w trakcie pierwszej od czterech lat wizyty w tym kraju.

Wideo: północnokoreańskiego dyktatora witano i żegnano z wyjątkową pompą

Tournée Koreańczyka po Rosji odbywało się z pompą. Jego pociąg witały orkiestry wojskowe i kremlowscy dygnitarze. Tym razem Kim zapuścił się dalej, niż tylko do Władywostoku, jak w 2019 r. Był w Komsomolsku nad Amurem (w zakładach Suchoja), na kosmodromie Wostocznyj i w Kraju Nadmorskim. Nie wybrał się jednak poza dalekowschodnią część Rosji. Być może dłuższa podróż koleją byłaby zbyt męcząca, a może silne były obawy przed Moskwą znajdującą się w zasięgu ukraińskich dronów. To Putin musiał lecieć wiele godzin nad całą Rosją, by podjąć swojego gościa. Co również wiele mówi o tym, komu bardziej na wizycie zależało. Dla Putina było to ważne, choć nieco upokarzające wydarzenie.

Wideo: Kimowi hołdy składał nawet władywostocki mors Misza

Po pierwsze Putin nie ma zbyt wielu okazji do podejmowania zagranicznych gości. Zwłaszcza takich, z którymi może demonstrować sojusz i znajdować zrozumienie w nienawiści do światowego porządku, planach „wywrócenia stolika”. Po drugie Putin szuka wsparcia. Potrzebuje amunicji, której zasoby kurczą się w szybkim tempie. Korea Płn. ze swoimi magazynowanymi od siedmiu dekad przez paranoicznych przywódców arsenałami uzbrojenia posowieckich typów jest jednym wielkim magazynem broni i amunicji. Wprawdzie głównie broni i amunicji o muzealnym charakterze, ale Rosjanie na „głodzie amunicyjnym” nie pogardzą pociskami wywodzącymi się konstrukcyjnie z lat 50.

Tyle że pomoc Kima nie będzie za darmo. Będzie kosztować Rosję przełamanie dotychczasowej polityki wobec Półwyspu Koreańskiego. A przede wszystkim kolejny spadek do niższej ligi światowych przywódców. Do kategorii tych, którzy w desperacji są gotowi na posunięcia szalone. Zacieśnienie relacji z reżimem Kima na pewno utrudni Rosji budowanie wrażenia, że mimo agresji na Ukrainę, biznes i normalne relacje z Moskwą są możliwe. Będzie to sygnał zwłaszcza wobec łudzących się jeszcze środowisk politycznych i gospodarczych zarówno na Zachodzie, jak i w Azji.

Nowe otwarcie

Przez długie lata w polityce Moskwy wobec obu Korei fundamentalne było niedopuszczenie do zjednoczenia obu skonfliktowanych państw. Jakakolwiek odwilż na Półwyspie Koreańskim była dla Rosji problemem. Koreę Północną zaś wspierano, by stanowiła straszak dla USA i jego sojuszników w regionie.

Jednocześnie Moskwa nigdy nie przekraczała pewnych granic w popieraniu Korei Płn. Np. nie zgadzając się na transfer swoich najnowocześniejszych technologii militarnych dla reżimu Kima (i jego poprzedników). Dla Rosji cenniejszym partnerem gospodarczym była Korea Płd. . Samsung, Hyundai, Daewoo i inni zainwestowali w Rosji sporo pieniędzy, a handel się rozwijał, choć nie do aż tak dużych rozmiarów, jak na skalę południowokoreańskiej gospodarki.

W pewnym momencie wykorzystując swoje dobre relacje z oboma Koreami Rosja chciała budować transkoreański gazociągi i integrować sieci elektryczne, by sprzedawać gaz i energię do obu państw. Moskwa prowadziła polityką podwójnych standardów wobec północnokoreańskiego programu zbrojeń nuklearnych. Formalnie go potępiała i wzywała do denuklearyzacji półwyspu. Faktycznie broniła reżimu Kimów (np. blokując sankcje w ONZ) i przymykając oko na koreańskie próby jądrowe.

Wiadomości
W Rosji chcą wysłać uczniów na wakacje do Korei Północnej. “Morze jest tam cieplejsze”
2023.09.16 17:30

Czasy tej zręcznej dyplomacji mijają. Wizyta Kima w Rosji poza symboliką, słowami o przyjaźni i wzajemnym wsparciu, miała najprawdopodobniej bardzo konkretny charakter negocjacji handlowych. Razem z Kimem do Rosji przyjechali najważniejsi generałowie reżimu i ludzie pracujący przy rozwoju uzbrojenia oraz programie jądrowym.

Koreański satrapa odwiedzał kosmodrom  i zakłady lotnicze w Komsomolsku nad Amurem. Z Rosji wywiózł wiele podarunków, a wśród nich drony. To tylko symboliczne sugestie, czym mógł być zainteresowany: technologiami lotniczymi i dronowymi lub po prostu dostępem do najnowszych, rosyjskich technologii zbrojeniowych. Być może zakupem (na zasadzie barteru) rosyjskich myśliwców Su-35.

W północnokoreańskiej flocie sił powietrznych najnowsze i stosunkowo nieliczne (ok. 50 szt.) myśliwce to Mig-29 z lat 80.ubiegłego wieku. Odświeżenie floty by się Pjongjangowi przydało, ale dotąd nikt (nawet Chiny) nie był skłonny sprzedać Korei Płn. nowoczesnego sprzętu.

Głód amunicji

Rosja potrzebuje amunicji na wojnie przeciw Ukrainie. W ubiegłym roku zużyła 10 do 11 mln pocisków różnych kalibrów. Rosyjski przemysł może produkować do 2 mln pocisków rocznie. Zapasy z posowieckich arsenałów wyczerpują się, a rosyjscy artylerzyści narzekają na kiepską jakość dostarczanej im amunicji. Korea Płn. ma potężne arsenały, ale raczej również słabej jakości.

Koreańczycy z południa notowali, że po incydentach z intensywnym ostrzałem artyleryjsko-rakietowym z północy na granicznych wyspach, nawet 20 proc. pocisków armii Kima to niewybuchy. Mimo to dostawy amunicji, czy systemów artyleryjskich (np. artylerii rakietowej, gł. koreańskich modyfikacji BM-21 Grad) będą dla Rosji ważne. Pozwoliłyby na łatanie dziur na froncie powstałych po ukraińskich atakach na pozycje artylerii. Wzmacniałby siłę ognia i pozwoliły na utrzymywanie frontu. A na przedłużaniu wojny i wykrwawianiu ukraińskiej armii obecnie najbardziej zależy Kremlowi.

Wiadomości
Amerykańscy eksperci wojskowi ostrzegają: Ukrainie może zabraknąć pocisków artyleryjskich
2023.09.16 11:17

W zamian za duże ilości prostej i przestarzałej amunicji i broni Rosja dostarczyć może reżimowi Kima technologie zbrojeniowe i gotowe rodzaje nowoczesnego uzbrojenia. Podobnie jak stało się to w przypadku Iranu dokąd w zamian za drony Shahed Rosjanie sprzedali swoje samolotu Su-35.

Ale nie tylko. Ceną dla Putina będzie żywność dla wiecznie pogrążonej w jej deficycie Korei Płn. Możliwa też będzie współpraca wywiadowcza i w szarej strefie (np. w działaniach w internecie, praniu pieniędzy, czy obrotem wirtualnymi walutami). Taki handel w rozmiarach na razie „pilotażowych” może mieć już miejsce.

Jednak największą ceną dla Putina za tego typu interesy z reżimem Kima będzie dalsze pogłębienie międzynarodowej izolacji i irytacja nawet w państwach, które są postrzegane jako sojusznicy, lub są co najmniej neutralne. Chińskie MSZ jeszcze przed wizytą Kima w Rosji napisało, że „Chiny nie chcą eskalacji konfliktu na Ukrainie poprzez fakt, że Koreańska Republika Ludowo Demokratyczna będzie produkowała używaną w tym konflikcie amunicję”. Dostawy broni i amunicji z Korei Płn. są oczywiście krytykowane przez Zachód. Naturalnie wywołają dużą irytację w Seulu i Tokio, jeśli Rosja dostarczy Kim Dzong Unowi nowoczesną broń.

Wiadomości
Czapka-uszanka, drony i kamizelka kuloodporna. Jakie prezenty zabierze Kim Dzong Un z Rosji
2023.09.17 17:26

Jeszcze dekadę temu widoki na współpracę technologiczną i gospodarczą Rosji i Korei Płd. były niezłe i to w strategicznych dziedzinach przemysłu obronnego, kosmicznego, czy budowie specjalistycznych statków dla koncernów energetycznych. Koreańczycy z południa rozwijali z Rosją np. systemy obrony przeciwlotniczej.  Obecnie to już chyba przeszłość. Rosja narusza delikatny balans relacji dyplomatycznych i gospodarczych, jaki wypracowała sobie przez ostatnie trzy dekady w relacjach z oboma Koreami.

W ten sposób Putin rzeczywiście „wywraca stolik”, ale nie ten z porządkiem międzynarodowym. Bo co do zasady ten porządek cały czas opiera się na założeniu ostracyzmu wobec państw zbójeckich. Putin rujnuje jedynie fundamenty dotychczasowej polityki rosyjskiej w Azji, zapisując się otwarcie do tego samego klubu, w którym jego niedawny gość z pancernego pociągu jest już od dawna.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Aktualności