Nauka w las? Łukaszenka z Putinem wolą wystraszonych solistów od europejskiej drużyny

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kanclerz Niemiec porozmawiała z Łukaszenką, a prezydent Francji z Putinem. To dialog pod presją, ale do spełnienia marzeń Kremla o przymuszeniu Europy do przebudowy architektury bezpieczeństwa na warunkach Putina, droga daleka.

„Nie negocjuje się z terrorystami”- ta żelazna zasada jest często łamana. Wczoraj złamała ją niemiecka kanclerz Angela Merkel, rozmawiając z Alaksandrem Łukaszenką. Można teraz różnie zaklinać rzeczywistość, oceniać rozmowę, której treści jednak nie znamy. Wiadomo, że dotyczyła sytuacji na granicy i ustalone były dalsze rozmowy i kontakty. Z jednej strony pojawią się wobec Berlina zarzuty zdrady interesów Europy i Zachodu, rozmów ponad głowami Polaków, Litwinów i Białorusinów. Bo przecież ostatecznie to pierwsza rozmowa zachodniego lidera (i to tej rangi, co kanclerz Niemiec) z Łukaszenką, od czasu sfałszowanych przez niego wyborów prezydenckich w sierpniu 2020r. Ta rozmowa już teraz jest odbierana przez białoruską propagandę, jako uznanie przez Zachód prezydentury Łukaszenki. I to dodatku uznanie z pozycji uniżonej.

Łukaszenka rozmawiał z Merkel, a Putin z Macronem. Temat – kryzys migracyjny przy granicy Białorusi i UE

Dla milionów Białorusinów, którzy głosowali z wiarą w kraj bez Łukaszenki i dla tysięcy ofiar represji wczorajsza rozmowa to jednak policzek. Z drugiej strony będą próby jej uzasadnienia. Bo sytuacja na granicy jest dramatyczna i trzeba podjąć dialog. Bo pani kanclerz nie uznała prezydentury, ani nie ustąpiła Łukaszence, a jedynie zakomunikowała mu stanowisko UE. Niezależnie od tłumaczeń i motywacji pozostają suche fakty.

Takie, jak np. powtarzane od tygodni ostrzeżenia i analizy ekspertów, że celem operacji specjalnej na granicy Litwy, Polski i UE, jest przymuszenie Zachodu do dialogu, a w konsekwencji do uznania Łukaszenki, oraz transformacji rosyjskich wpływów na Białorusi i Ukrainie oraz takie, że doświadczenie poprzednich kryzysów na Wschodzie uczy, że Władimir Putin (i Łukaszenka) skutecznie potrafią przesuwać Europie granice i grać sztucznie generowaną eskalacją, by potem cofać się o pół kroku. Szczególnie wtedy, kiedy o deeskalacji rozmawiają z tymi silniejszymi, a dla słabszych mają eskalację i szantaż.

Łukaszenka: przedstawiłem Merkel propozycję rozwiązania sytuacji na granicy z UE

Nauka w las

Moskwa w taki właśnie sposób rozgrywała każdy kryzys epoki Putina. Wszystko jedno, czy była to wewnętrzna sprawa Rosji, jak wojna w Czeczenii, czy wojna z Gruzją w 2008r., agresja na Ukrainie w 2014r., czy zaangażowanie w Syrii w 2015r. Dochodziły jeszcze pomniejsze, „branżowe” kryzysy, jak zakręcanie kurka z gazem, wojny handlowe, czy branie za zakładników opozycjonistów. Do tej listy dopisać należy i „wojny szpiegów”, kiedy poszczególne państwa Zachodu odkrywały ze zdziwieniem liczne siatki szpiegowskie rosyjskie, stosujące na ich terytorium środki aktywne i prowadzące operacje specjalne, zabójstwa i ingerencje w wybory.

W każdym przypadku strach przed dalszą eskalacją działań Rosji działał na wyobraźnię. Przerażenie przed rosyjską nieprzewidywalnością, zdolnością do sięgania po tak radykalne środki, że wykraczało to zwykle poza wyobraźnię europejskich polityków i Europejczyków w ogóle. Niby każdy słyszał o tym okrucieństwie i zdolności do pójścia aż do ściany. Z filmów, literatury, z historii, z najnowszych wydarzeń. Obrazy zagazowanych ludzi na Dubrowce, zabitych opozycjonistów, sceny z wojny w Donbasie, tłumionych manifestacji w Moskwie i Mińsku. Czym innym jednak, jest zobaczyć to tuż obok, np. na granicy własnego państwa. Moskwa i jej mniejszy brat z Mińska, uwielbiają grać tym przerażeniem. Zagrali i teraz.

„To nie zaproszenie do dialogu”. Cichanouskaja skomentowała telefon Merkel do Łukaszenki

Już na początku listopada z Moskwy popłynęły słowa, że Zachód powinien rozmawiać z Łukaszenką. Wtórował im przekaz z Mińska. Żeby intencje Łukaszenki i Putina były lepiej zrozumiałe w tym samym czasie kryzys na granicy zaczął wchodzić na nowy, bardziej napięty i groźny poziom. Pojawiły się liczniejsze grupy migrantów, obrona granicy stała się trudniejsza. Równolegle Łukaszenka i Putin, niezależnie od siebie, ale w tym samym celu, eskalowali napięcie w innych obszarach. To informacje o koncentracji rosyjskich wojsk w pobliżu granic z Ukrainą i w Donbasie. Groźby Łukaszenki zatrzymania przesyłu gazu. Straszenie rosyjską, taktyczną bronią jądrową na Białorusi, itd. Kumulacja gróźb i posunięć odwoływała się do największych lęków Europejczyków. Strachu przed militaryzacją, wojną, niekontrolowaną migracją, kryzysem energetycznym. I przyniosła efekty.

Druga strona medalu

Berlin ma zupełnie inną optykę problemów na Wschodzie. Angela Merkel już w czasie rosyjskiej agresji na Ukrainę, pokazała skłonność do dalekich kompromisów ze stroną eskalującą i tworzącą kryzys. Podobnie było w czasie kryzysu migracyjnego w 2015 r. i ustępstw wobec Turcji Recepa Tayipa Erdogana. Wtedy kreujący kryzys migracyjny Erdogan dostał od UE wsparcie finansowe. Jest też kilka czynników, które powodują, że na finiszu swojego urzędowania na fotelu kanclerskim Merkel nie chce pozostawić następcom potężnego kryzysu w Europie. I wciąż wierzy w siłę kompromisu. Z niemieckiej perspektywy Białoruś nie jest istotna. Dla Niemców kraj o PKB dwukrotnie mniejszym od Berlina, a porównywalnym z najbiedniejszymi, dwumilionowymi landami ex-NRD, typu Turyngia, czy Saksonia Anhalt, nie liczy się jako czynnik gospodarczy.

Putin rozmawiał z Merkel. Chce, by UE naradzała się z Łukaszenką w sprawie migrantów

Tu znaczenie ma tylko Rosja, jako rezerwuar surowców i potencjalnie, bardziej znaczący rynek, z siłą nabywczą na poziomie Hiszpanii. Stąd polityka Rosji nie jest dla Niemców wyzwaniem i opcją nowych możliwości, np. biznesowych. Jest raczej wyzwaniem pt. zagrożenie chaosem. O ile to zagrożenie jest w Niemczech zauważalne, to już diagnoza, jak z nim postępować, jest inna, niż np. w Polsce, Ukrainie, czy na Litwie. Na wiarę w kompromis i dialog wpływa również strach przed niekontrolowaną eskalacją i przewartościowaniem w architekturze bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej.

Np. przesunięcie rosyjskiej broni jądrowej na Białoruś będzie kijem wsadzonym w mrowisko i tak gorącej dyskusji niemieckiej o amerykańskiej broni jądrowej (taktycznej) w ich kraju i zakupie nowych samolotów dla Bundeswehry, zdolnych do przenoszenia bomb jądrowych w ramach NATO Nuclear Sharing. Sceptyczni wobec zakupu amerykańskich samolotów są socjaldemokraci, a najbardziej Zieloni.

Kryzysu c.d.n.

Merkel w rozmowach z Łukaszenką, czy nawet Putinem, ma poczucie przewagi nad wschodnimi rozmówcami. Siły, którą daje potencjał gospodarczy Niemiec. Oraz pewnie silne przekonanie o potrzebie uporządkowanego zakończenia szesnastoletnich rządów kanclerskich. Możliwe, że w rozmowach z Łukaszenką i Putinem sugeruje, że stoi na czele ostatniego, niemieckiego rządu z którym Mińskowi i Moskwie łatwo będzie się dogadać. Bo po niej przyjdzie lewicowo-zielona koalicja. Politycy tej opcji już teraz sugerują, że w kryzysie migracyjnym skupią się na wsparciu dla migrantów. Ale i na prawach człowieka. Co oznacza powstanie pola konfliktu z Polską, czy Litwą w sprawie przyszłości migracji, ale i utwardzenie stanowiska wobec Łukaszenki.

MON: białoruskie służby niszczyły w nocy ogrodzenie graniczne

Merkel, która na budowaniu różnych kompromisów z Rosją, Białorusią i Ukrainą zjadła zęby, jest ostatnim politykiem z Berlina, który ma pragmatyczne i przewidywalne dla Putina podejście do Wschodu. Zarówno Łukaszenka, jak i Putin o tym wiedzą. Ale wiedzą też, że jedna rozmowa telefoniczna niewiele znaczy. Nie jest przecież uznaniem prezydentury Łukaszenki, jak uważa białoruska propaganda. Nie jest też zgodą, na zmiany w systemie bezpieczeństwa w Europie. I to niezależnie od tego, co Łukaszenka wczoraj usłyszał od kanclerz, a Putin od Emmanuela Macrona. Ryzyko wynikające z wczorajszej rozmowy polega na tym, że Berlin w dobrym duchu, przekonany o własnej sile i skuteczności, zakłada, że przemówi Łukaszence i Putinowi do rozsądku. Łukaszenka i Putin zaś dokonają równie błędnej oceny.

Borrell: Unia Europejska w najbliższych dniach nałoży sankcje na osoby i podmioty na Białorusi

Jak zwykle, w przypadku działań wobec Europy, szukają partnerów do rozmów w dwóch-trzech najsilniejszych stolicach, zakładając, że ustalają warunki z całym Zachodem. Również jak zwykle, widząc, że nie osiągają szybko swoich celów, będą dalej wysuwać żądania i eskalować kryzys. Doprowadzając do „przegrzania”. Tak może być i tym razem. Łukaszenka nie ma co liczyć na szybkie uznanie na Zachodzie, ani na zdjęcie sankcji. Przeciwnie, wczoraj UE podjęła decyzję o nowych sankcjach.

Putin nie przymusił Kijowa i Europy do nowej rundy rozmów w sprawie Donbasu na swoich warunkach. Zatem możemy się spodziewać dalszej eskalacji na granicy białorusko-polskiej i wobec Ukrainy. Bo w odróżnieniu od europejskiej perspektywy, ta wschodnia zakłada tylko i wyłącznie forsowanie siłą marszu do przodu i ani kroku wstecz.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów