Rosyjska interwencja w Kazachstanie groźna dla Ukrainy i Europy

Michał
Kacewicz
dziennikarz
Rosyjscy desantowcy wylądowali na lotnisku w Ałmaty w Kazachstanie. 7.01.2022 r. Zdjęcie: mil.ru

Interwencja zbrojna Rosji w Kazachstanie nie odwraca uwagi Kremla od Ukrainy i Europy. Przeciwnie, Putin zyskuje dodatkowe atuty i demonstruje, że jest zdolny do szybkiej ekspedycji pacyfikacyjnej.

Decyzja o interwencji zbrojnej w Kazachstanie zapadła bardzo szybko. Równie szybko, wczoraj świat obiegły obrazki załadowywanych do transportowych Iłów-76 rosyjskich pododdziałów desantowych, oraz jadących przez kazachskie bezdroża transporterów opancerzonych BMD. Rosyjski specnaz (czyli działające mniej oficjalnie jednostki specjalne) był już w Ałmaty prawdopodobnie dużo wcześniej.

Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajewprotesty dużej części kazachskiego społeczeństwa uważa za zagrożenie zewnętrzne. Formalnie poprosił on Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym [ODKB] o pomoc w środę. Dziś wezwał nawet służby do strzelania do demonstrantów bez ostrzeżenia.

Tokajew: „Wydałem rozkaz, by strzelać bez ostrzeżenia”

Zarówno Tokajew, jak i Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka widzą w buncie, który miał początkowo podłoże społeczne i gospodarcze, oznaki „kolorowej rewolucji”. Dla Putina, Łukaszenki, Tokajewa „kolorowa rewolucja” jest zaś zawsze agresją zewnętrzną. W propagandowych mediach rosyjskich, białoruskich i kazachskich trwają już dywagacje, czy za protestami stoją Amerykanie, Ukraińcy, czy islamiści i międzynarodowy terroryzm. Którą narrację ostatecznie wybiorą na sztandary tej krucjaty – to zależy. Między innymi od przewidzianych na przyszły tydzień pierwszych rozmów Rosja-NATO. Nieustępliwość Zachodu w sprawie Ukrainy może spowodować, że o protesty w Kazachstanie będzie obwiniony właśnie Zachód (i Ukraina).

Ekspedycja karna?

Moskwa i jej sojusznicy nazywają interwencję „operacją pokojową”. To bardzo mylące pojęcie. Jest to klasyczna interwencja policyjna. Ma charakter represyjny wobec kazachskiego społeczeństwa. Analogie historyczne nasuwają się same. Podobnie interweniował ZSRR na Węgrzech w 1956r., w Czechosłowacji w 1968 r. (razem z wojskami Układu Warszawskiego, w tym PRL). Tradycja jest nawet starsza, niż „bratnia pomoc” czasów komunistycznych i doktryna Breżniewa. Rosja pełniła już rolę żandarma wobec rewolucji w Europie w XIX w. – np. interweniując na Węgrzech w czasie powstania okresu Wiosny Ludów.

Tym razem rola żandarma jest zredukowana do części byłego ZSRR. Celem Moskwy z jednej strony jest szybkie zdławienie protestów. Bo władza, zdaniem Kremla, nie może zmieniać się pod wpływem „ulicy i zagranicy”. Z drugiej strony bezpieczne dokończenie transferu władzy od Nursułtana Nazarbajewa do rąk ekipy Tokajewa. Sam Nazarbajew zniknął, od początku protestów nie pojawił się ani razu, a prezydent odebrał mu funkcje szefa Rady Bezpieczeństwa, którą zgodnie z konstytucją miał sprawować dożywotnio. Kazachskie władze wstrzemięźliwie zaczęły nawet używać nazwy stolicy – Nur-Sułtan. Pochodzi ona bowiem od imienia pierwszego prezydenta. Symboliczne zmiany mogą dużo mówić o intencjach Tokajewa i wspierającej go Rosji.

Portal Orda.kz: Nazarbajew opuścił Kazachstan

Mimo otoczki propagandowej, rzeczywiste zaangażowanie rosyjskich (i innych) wojsk w interwencję nie jest wcale duże. Póki co będą one zabezpieczać obiekty strategiczne: lotniska, siedziby administracji i służb, ważne drogi, dworce i budynki telewizji, składy broni i rosyjskie obiekty wojskowe. Rosja dzierżawi m.in. kosmodrom Bajkonur, czy poligon doświadczalny Sary-Szagan.

Interwenci z ODKB będą raczej starali się nie brać udziału w bezpośrednich działaniach represyjnych, takich jak rozbijanie manifestacji. Samą obecnością i widokiem sprzętu bojowego będą jednak wywierać presję psychologiczną na przeciwników władz. Ich obecność ma również oddziaływać mobilizująco na kazachskie wojsko i służby. To one głównie będą zajmować się pacyfikacjami protestów. Natomiast niewątpliwie w bezpośrednich akcjach, np. w oswobadzaniu zajętych budynków, mogą brać udział rosyjskie (i sojusznicze) jednostki o charakterze specjalnym i antyterrorystycznym, a więc nie wojska desantowe.

Z dostępnych informacji wynika, że Rosjanie przeznaczyli na potrzebę interwencji głównie pododdziały 31. Brygady Desantowo-Szturmowej z Ulianowska. To jednostka, która ma już za sobą doświadczenie w działaniach za granicą i w operacjach typu policyjnego. W latach 90 operowała na Bałkanach, w Czeczenii, potem były Gruzja, Syria i Ukraina.

Na razie w Kazachstanie jest najprawdopodobniej kilka setek żołnierzy tej brygady, siła batalionu, może dwóch. Według rosyjskich deklaracji w operacji ma wziąć udział ok. 1,5 tys. żołnierzy. Rosyjskie media twierdzą, że oprócz desantowców z Ulianowska, w operacji mogą wziąć udział pododdziały innych brygad i dywizji desantowych i powietrzno-desantowych, np. z Kostromy, Tuły, czy Iwanowa. A także wojskowi z 11. Brygady Inżynieryjnej. To jedyna jednostka, która byłaby przerzucona spod granicy z Ukrainą, bo z obwodu rostowskiego.

Nie będzie ulgi dla Ukrainy

Operacja w Kazachstanie, o ile się nie rozwinie, uszczupla rosyjskie siły zgrupowane wokół Ukrainy. Przerzut wojsk za pomocą transportowców (głównie Iły-76) na lotnisko pod Orenburgiem, a dalej transport drogowy do Kazachstanu, przerzut sprzętu drogą kolejową, absorbuje rosyjskie siły zbrojne. Na głównodowodzącego operacji wyznaczony został Andriej Serdiukow, a więc dowódca wszystkich rosyjskich wojsk desantowych (WDW). Generał będzie zaangażowany z całym sztabem wojsk desantowych. Podnosi to rangę operacji, ale jednocześnie absorbuje dowództwo sił desantu, które jako wojska szybkiego reagowania w teorii powinny być bardzo ważnym elementem operacji przeciw Ukrainie, jeśliby Moskwa się na taką zdecydowała.

Białoruś wysłała do Kazachstanu komandosów i propagandystów

Generalnie jednak rosyjskie siły nie są na tyle zaabsorbowane i nadwątlone na odcinku ukraińskim, by nie mogły prowadzić operacji zaczepnej np. w Donbasie i wokół niego. Albo, przeprowadzić zaplanowanych na okres zimowy w tym roku dużych ćwiczeń szczebla operacyjno-strategicznego, z udziałem armii i korpusów armijnych w europejskiej części Rosji. Moskwa zgrupowała wokół Ukrainy poważne siły Zachodniego i Południowego Okręgu Wojskowego i czterech armii. Nie są one i nie będą zaangażowane w Kazachstanie. Z militarnego punktu widzenia operacja w Azji Centralnej nie wpływa zatem na zdolność Rosjan do uderzenia na Ukrainę. Z politycznego i dyplomatycznego – wręcz im pomaga w rozgrywce o Ukrainę. Jeśli kluczową strategią Moskwy było zbudowanie maksymalnego napięcia i zastraszenie Kijowa i Europy oraz USA, to Kazachstan jest asem w rękawie.

Pokazuje determinację Putina. Zdolność do szybkiej decyzji o użyciu wojska w sąsiednim kraju. Angażując nawet minimalne siły z Armenii, Białorusi, Kirgistanu i Tadżykistanu, Moskwa demonstruje, że ma sojuszników i ODKB sprawdza się w roli policjanta przestrzeni poradzieckiej. Na zaplanowane w przyszłym tygodniu rozmowy w formacie Rosja-NATO, rosyjscy dyplomaci pojadą z argumentami, że ich kraj jest zdolny do wypychania obcego zagrożenia z obszaru, który traktują jako swoją strefę wpływów. I nie ma tu większego znaczenia, że postrzeganie kazachskich protestów, jako inspirowanego z Zachodu przewrotu, jest jedynie odbiciem paranoicznego postrzegania świata przez Putina.

Nie ma znaczenia, że krwawa transformacja władzy w Kazachstanie i odklejenie od władzy niezbyt wygodnego dla Rosji Nursułtana Nazarbajewa, jest korzystne dla Moskwy. Łatwo sobie przecież teraz wyobrazić to, co wydawało się niewyobrażalne. Że o pomoc poprosi Moskwę np. uciśniony lud Donbasu, co będzie pretekstem do interwencji. To oczywiście cały czas strategia negocjacyjna.

Francuska ekspertka: Tokajew wykorzysta rosyjską interwencję do wzmocnienia swojej pozycji

 

Kreml dobrze wie, że czym innym jest pacyfikacja protestów, przy współudziale armii i policji kraju, w którym przebiega interwencja, a czym innym interwencja przeciw doświadczonej bojowo, zmotywowanej i broniącej swojego terytorium armii, jak na Ukrainie. W przypadku Ukrainy stawka jest zupełnie inna. Chodzi o bezpieczeństwo całej Europy Środkowo-Wschodniej i przyszłość NATO. Rosyjskie naciąganie struny do granic możliwości może przynieść odwrotny efekt. Straszenie i demonstracja zdolności do użycia siły w czasie rzeczywistym (na przykładzie Kazachstanu), w końcu może zmusić zachodnich polityków do realnych działań hamujących rosyjskie zapędy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów