Dziennikarka Biełsatu Daria Czulcowa wyszła na wolność po dwóch latach kolonii karnej

Dziś dziennikarka Biełsatu Daria Czulcowa wyszła na wolność po odbyciu pełnego dwuletniego wyroku w kobiecej kolonii karnej w Homlu. Została skazana wraz z dziennikarką Kaciaryną Andrejewą za prowadzenie relacji z demonstracji w Mińsku 15 listopada 2020 r. Władze oskarżyły je o sterowanie zamieszkami.  

Daria Czulcowa w sądzie w Mińsku. 9 lutego 2021. Zdj. Belsat.eu

Daria Czulcowa urodziła się i wychowała w Szkłowie. Ten region na wschodzie Białorusi jest zresztą małą ojczyzną również Alaksandra Łukaszenki. Jak mówi jej matka Natalla Cerabilenka, Daria jest osobą bardzo zdeterminowaną, od dzieciństwa pochłoniętą pasjami:

– Daria jako dziecko uwielbiała rysować, chodziła nawet do szkoły plastycznej. Rysowanie przenosiło ją do innego świata. Później zażyczyła sobie, by kupić jej gitarę i zaczęła uczyć się na niej grać. Ale przede wszystkim Dasza uwielbiała pisać. Zawsze miała ze sobą jakiś zeszyt czy notatnik i pisała, pisała i pisała – wspomina Natalla.

Natalla nie spodziewała się, dokąd zaprowadzą Daszę jej pisarskie zainteresowania. Kiedy córka po raz pierwszy otwarcie powiedziała, że chce zostać dziennikarką, rodzina potraktowała to jako żart. W ostatniej klasie Dasza wielokrotnie mówiła o swoich planach związanych z dziennikarstwem. Wtedy jej bliscy zaczęli naprawdę się martwić. Bycie niezależnym dziennikarzem na Białorusi to wielkie ryzyko. Zniechęcali Daszę nawet podczas procesu rekrutacji na uniwersytet. Ale to jej nie powstrzymało.

– Wydaje się, że mnie słucha, ale i tak robi wszystko po swojemu. Przekonanie jej do czegokolwiek jest bardzo trudne. Uważa, że nikt nie może jej mówić, co ma robić. Dasza jest naprawdę bardzo zdeterminowana w dążeniu do celu. Teraz często słyszę, że wychowałam niesamowitą córkę, ludzie piszą mi o tym – opowiada Natalla.

Urodziny Biełsatu zza krat. Historie więźniów politycznych z naszej telewizji

Przyjaciółka Daszy z dzieciństwa Miłana Minczukowa wspomina, że Dasza zawsze była ciekawa wszystkiego, co ją otaczało.

– Można powiedzieć, że Dasza jest odkrywcą. Łączy w sobie takie cechy jak spokój i spostrzegawczość, a jednocześnie ciekawość w najróżniejszych sferach życia. Od zawsze uwielbiała słuchać, czytać i rysować. I nadszedł moment, kiedy te predyspozycje zadecydowały o wyborze jej zawodu – mówi Miłana.

Podczas składania dokumentów na Mohylewski Uniwersytet Państwowy Dasza powiedziała mamie: „Jeśli nie dziennikarstwo, to w ogóle nigdzie nie pójdę”. I tak rozpoczęła studia dziennikarskie. Dasza i jej koledzy z uniwersytetu pracowali nad własnym czasopismem. Już wtedy stanęła przed wyborem, gdzie i w jakiej roli widzi się jako dziennikarka. Aby podjąć decyzję, potrzebowała czasu i praktyki .

– Razem z Daszą zaczęłyśmy kręcić materiały do projektu „Mohylew. Online”. To był naprawdę świetny czas, miałyśmy misję: pokazać problemy społeczne Mohylewa. I udało się. Wtedy zobaczyłam, że Dasza pała ogromnym zainteresowaniem i ma talent nie tylko jako dziennikarka, która pisze, ale także jako operatorka – mówi koleżanka Daszy ze studiów, Kryścina Barysawa.

Dasza i Kryścina pokazywały w swoich materiałach różne problemy społeczne w Mohylewie. Często też przeprowadzały z mieszkańcami wywiady na aktualne tematy. I, oczywiście, poruszały kwestię polityki.

– Wszystko, co robiłyśmy, było szczere. Dasza była w stanie poświęcić pół dnia, albo nawet cały dzień – tyle, ile trzeba, żeby było idealnie. Jednocześnie współczuła ludziom i nalegała, aby pokazać wszystko dokładnie tak, jak jest naprawdę – wyjaśnia Kryścina.

W 2019 r. Dasza rozpoczęła współpracę z kanałem Biełsat. Jako dziennikarka pracowała w parze z operatorem Michasiem Arszynskim.

– Jeździliśmy do różnych miast obwodu mohylewskiego, kręciliśmy reportaże o problemach zwykłych ludzi. Pokazaliśmy, jak zmienia się życie człowieka, gdy styka się z biurokratycznym systemem – opowiada o swojej współpracy z Daszą Michaś Arszynski.

Michaś, jako doświadczony w tym zawodzie, nauczył Daszę, jak stać się wszechstronnym dziennikarzem. Co robić, by równie dobrze pisać teksty, co kręcić i montować wideo. Jak podkreśla, dziennikarka wykonywała swoje zdania redakcyjne świadomie i bez strachu, co świadczyło o jej profesjonalizmie.

Uwięziona dziennikarka Biełsatu: przecież jestem w więzieniu, mam prawo się zrelaksować!

Represje wobec Daszy za jej działalność dziennikarską zaczęły się jeszcze w Mohylewie. Sądy dwukrotnie ukarały Daszę grzywną za pracę bez akredytacji na rzecz zagranicznego medium (art. 22.9 cz. 2 Kodeksu Wykroczeń Białorusi). Ale to nie zniechęciło dziewczyny do pracy w mediach.

Dasza pracowała w Mohylewie tylko podczas studiów. Po ukończeniu uniwersytetu we wrześniu 2020 r. przeprowadziła się do Mińska. To był gorący czas dla białoruskiej stolicy. Mińsk był wtedy widownią wielotysięcznych protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Daria zaczęła na nowo próbować swoich sił jako operatorka. Po przeprowadzce była wielokrotnie zatrzymywana za swoją działalność dziennikarską.

– Pod tym względem Dasza jest prawdziwą białoruską patriotką. Chodziła na te wszystkie protesty i tak również wyrażała swoją miłość do ojczyzny. Wiedziała, że dla dziennikarki wiąże się to z dużym ryzykiem, ale i tak szła. Dzień przed jej zatrzymaniem 15 listopada zapytałam ją, czy się nie boi. A Dasza powiedziała, że tylko ona i Kacia mogą pójść i wykonać tę pracę. Więc poszły – wspomina Kryścina.

Sfabrykowana sprawa

Po raz ostatni dziennikarki wyszły do pracy 15 listopada, trzy dni po tragicznej śmierci opozycyjnego aktywisty Ramana Bandarenki, który umarł w szpitalu po pobiciu przez milicję. Opozycja zapowiedziała wielką akcję pamięci na podwórku przed jego blokiem, gdzie został brutalnie zatrzymany. Dasza i Kacia miały świadomość, że wszyscy dziennikarze są teraz na celowniku służb. A władze zrobią wszystko, by im przeszkodzić w relacjonowaniu wydarzenia. Dziennikarki nie przestraszyły się, a ich relację na żywo, która stała się przyczyną ich procesu i uwięzienia, oglądało prawie 75 tys. osób. Widzowie mogli dzięki nim obejrzeć brutalną akcję rozpędzania protestu przez OMON i moment niszczenia miejsca upamiętnienia Bandarenki.

– Wydaje im się, że mogą wszystko. Chcieli posadzić je za kraty i posadzili. A że nie było za co, to sfabrykowali sprawę. Kacia i Dasza siedzą za nic, są niewinne, po prostu wykonywały swoją pracę. Nie werbowały tam ludzi, nie namawiały do niczego – tłumaczy mama Daszy.

Daria Czulcowa i Kaciaryna Andrejewa w sądzie w Mińsku. 9 lutego 2021.

Dziennikarki, które relacjonowały protest z 13. piętra pobliskiego bloku, oskarżono o kierowanie zamieszkami i sparaliżowanie komunikacji miejskiej. Białoruscy obrońcy praw człowieka uznali dziennikarki za więźniów sumienia już cztery dni po postawieniu im zarzutów. W grudniu 2020 r. dziewczyny zostały laureatkami nagrody „Dziennikarz Roku” białoruskiej społeczności obrońców praw człowieka.

Dziennikarka Biełsatu skazana na 8 lat za „zdradę stanu”

Losem dziennikarek zainteresowały się: Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy, białoruskie PEN Centrum , Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy i Europejska Federacja Dziennikarzy, rosyjska organizacja pozarządowa „Swoboda słowa” i moskiewski PEN Klub. Dziennikarze Litwy przyznali dziennikarkom nagrodę „Nadzieja na wolność”.

Śledztwo trwało trzy miesiące. 18 lutego 2021 r. sędzia Natalla Buhuk skazała Darię i Kaciarynę na dwa lata więzienia w kolonii karnej, w której istniał obowiązek pracy. Trafiła do żeńskiej kolonii w Homlu.

Zawsze wesoła i uśmiechnięta – nawet za kratami

26 października 2021 r. Dasza po raz pierwszy odbyła tzw. długie widzenie z krewnymi. Z ich relacji wiemy, jak wyglądał jej pobyt w kolonii karnej. Dzień  rozpoczyna się pobudką o godzinie 6:00. Daszę skierowano do szwalni, gdzie praca odbywa się w systemie dwuzmianowym. W kolonii karnej dziennikarka nauczyła się odrysowywać szablony dla wykrojów. Jak mówiła, lubiła swoje zajęcie, bo dzięki niemu szybciej upływał czas. Według krewnych praca Daszy w kolonii nie była zbyt stresująca, jednak prawie bezpłatną. W okresie szklenia otrzymywała 41 rubli miesięcznie – czyli ok. 75 zł. Więźniowie, gdy szli na drugą zmianę, rano mieli za zadanie obierać ziemniaki i sprzątać.

Kiedyś gułag, dziś kolonia karna. Białoruscy „polityczni” trafiają do obozów pracy

Poza pracą Daria brała udział w zajęciach kulturalnych i sportowych kolonii, w konkursie „Miss Jesieni”, prowadziła imprezy, czytała wiersze po białorusku – starała się wypełnić każdą minutę. Krewni Daszy opowiadali, że dziewczyna do 22 praktycznie nie miała chwili czasu – potem brała prysznic i padała na łóżko.

W kolonii Darii jak większości więźniów politycznych nadano status „skłonnej do ekstremizmu i innych działań destrukcyjnych”. Taki osadzony odróżnia się od innych specjalną żółtą plakietką i podlega ściślejszej kontroli. Według jej bliskich Dasza nawet w więzieniu zawsze starała się być wesoła, optymistyczna, uśmiechać się i nie prowokować konfliktów. Przez cały czas nie miała kar, nie trafiła do karceru.

„Jestem w więzieniu, mam prawo odpocząć”

Ze względu na brak wolnego czasu Daria niewiele mogła czytać i pisać listów – robiła to w każdej swobodniej chwili. Korespondencja wysyłana z kolonii podlega cenzurze, więc musiała unikać pisania o polityce – przekazywała swoje odczucia, marzenia i plany na przyszłość.

– Utknęłam w 2020 roku, dla mnie czas stoi w miejscu, zmieniła się tylko liczba (2022), którą piszę na dokumentach, tam, gdzie stawia się datę. Czuję, że mam 23 lata, a nie jak już niedługo 25. To dziwne i chyba trudno to zrozumieć, jeśli nie odczujesz tego na sobie… Jestem przekonana, że wszystko wróci, gdy będę w domu. Tu po prostu nie ma prawdziwego świata, czas płynie inaczej – przekazała w jednym z listów na wolność.

Daria Czulcowa. Zdj. archiwum osobiste

– Jak ci dzisiaj powiedziałam, wszystko w porządku. W swoim życiu zawsze miałam poczucie, że muszę coś zrobić. Kiedy wziąłam dzień wolny od pracy, czułam się nieswojo, że nie pracuję. Tu mam to samo uczucie, że ciągle muszę coś robić. Na przykład odpowiadać na listy ludzi. Jeśli tego nie zrobię, dręczy mnie moje sumienie. Coś dla kogoś namalować, coś napisać itp. Ciągle jak w jakiejś panice. Teraz staram się to od siebie odepchnąć. Jestem w więzieniu, mam prawo odpocząć, haha – pisała.

Więzienie nie sprawiło, że Dasza zakwestionowała swoje życiowe wybory. W listach do domu pisała, że gdyby wiedziała, do czego doprowadzi jej praca dziennikarska, i tak wybrałaby tę drogę. I zawsze podkreślała, że po zwolnieniu chce wrócić do pracy w mediach.

Powstał komiks o dziennikarce Biełsatu

gh, jb/ belsat.eu

Wiadomości