Wyższe wykształcenie? Do kopania kamieni w kołchozie: Białoruskie władze walczą z bezrobociem


W każdy dzień roboczy o 6 rano na grodzieńskim dworcu autobusowym zbiera się tłum. Ponad 200 bezrobotnych wsiada do autobusów, by udać się do pracy do najbliższych kołchozów.

Wielu bezrobotnych czeka na wiosnę jak na zbawienie. Rozpoczynają się prace polowe, przy których można się zatrudnić, gdy nie ma możliwości znalezienia pracy w zawodzie. Dzienna zapłata waha się w przedziale od 9 do 14 rubli (18-29 zł). Oferowane przez państwo prace podejmują ludzie w najróżniejszym wieku i o najrozmaitszym wykształceniu. Biełsat porozmawiał z nimi na temat powodów, dla których zdecydowali się wziąć udział w robotach publicznych.

 

Ludzie zgromadzeni na dworcu z podejrzliwością patrzą na aparat fotograficzny i dyktafon. Jednak po chwili pojawiają się pierwsi rozmówcy.

Wadzim jest z zawodu elektromonterem, jednak od kilku lat nie może znaleźć pracy w zawodzie:

„Mam 44 lata, komu jestem potrzebny? Przychodzę do pośredniaka – a tam są dwa wakaty na całe miasto. Proszę sobie wyobrazić, jakich trzeba znajomości, kwalifikacji, żeby tam trafić. Tam tylko po znajomości. Jeździmy jak ci rumuńscy jeńcy kopać kamienie. Są tacy w każdym kraju, którzy tylko żyją z dnia na dzień – aby tylko postać pod sklepem. Ale tu jest tylu zwykłych  ludzi. To nienormalne, że tylu ludzi nazywają darmozjadami. Jakbyśmy nie chcieli pracować, to byśmy  tu nie przychodzili. Na zbieranie tych kamieni po 9 rubli, bo tyle wychodzi. Sam już nie liczę, który rok jestem bez pracy.

Wakat dla statystyki

W Urzędzie Zatrudnienia

„Robią tak: na początku zatrudniają znajomego, a potem zgłaszają wolne miejsce do pośredniaka.” – włącza się do rozmowy pan Uładzimir.

„Mój znajomy  o 2 godziny w nocy wszedł do internetu. Nic nie było. O 2.15 wrócił na tę samą stronę i pojawiło się ogłoszenie, że potrzebują tragarza w sklepie na Puszkina. Przychodzi na otwarcie jako pierwszy i słyszy: my już zatrudniliśmy. Albo od razu pytają o wiek. Dom wariatów! Przekwalifikowałem się na hydraulika. Złote góry obiecywali – teraz mówią szukaj sobie sam.” – dodaje.

Urząd pracy skierował młodego mężczyznę z zawodu budowlańca  do…ZOO:

„Nie ma w mieście pracy. Nie ma. Jestem budowlańcem, a w pośredniaku wysłali mnie, żebym zajmował się zwierzętami w ZOO. Idę do tego ZOO, a tam mi mówią – ma pan wykształcenie weterynaryjne? A jakie ja mogę mieć wykształcenie weterynaryjne?”

Pierwszy raz na zbieranie kamieni wybrał się też Uładzimir – były mistrz w dziesięcioboju, pracujący potem jako trener fitness.

„Parę miesięcy temu zwolnili mnie, było zwolnienie grupowe. 700 ludzi zostało  400. I od trzech miesięcy nie mam pracy. Zdecydowałem, że tu przyjdę. Po co mam siedzieć w domu? Mam wyższe wykształcenie. Jestem trenerem, mistrzem w dziesięcioboju. Byłem w pośredniaku. Zaproponowali mi tylko przedszkole, za 300 rubli (620 zł). Praca z dziećmi to jest wielka odpowiedzialność. A nie chcę iść do milicji.”

Razem z Uładzimierem na miejsce zbiórki przyszedł też jego przyjaciel. Pracę jeszcze ma, ale firma przeżywa trudności, więc postanowił sobie dorobić.

Wyjazdy organizuje miejski Urząd Zatrudnienia, który co miesiąc wynajmuje miejsce na dworcu i płaci za paliwo dla autobusów.

Oprócz zbierania kamieni, ludzie podejmują się najrozmaitszych innych zajęć. Malują wapnem pnie drzew, przebierają grzyby, ślimaki, latem zbierają truskawki, czy przerabiają buraki.

„Wielu ludzi przyjeżdża. W mieście znajduje się 2,5 tys. bezrobotnych. Zwyczajowo dostają 10-12 rubli dziennie. Będzie cieplej będą brać na pielenie buraków. Głównie to u nas hodują i zawożą do cukrowni. Teraz jest jakoś tak zimno – mało autobusów przyjeżdża. Jak jest ciepło – to jakoś jest lepiej. W innych miastach, to trzeba z milicją to organizować – ludzie biją się przy wsiadaniu do autobusu, a u nas kulturalnie i spokojnie.” – podkreśla kierowniczka Urzędu Zatrudnienia.

PW/JB WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze