W „turowskim korowodzie” – po płodność i urodzaj

photo

Starożytne obrzędy ożywają na dzień św. Jerzego.

W białoruskich wsiach na terytorium byłego Księstwa Turowskiego do dziś wodzi się tradycyjne korowody. Tradycja o tysiącletnim rodowodzie ożywa w dzień św. Jura. To jedno z największych świąt związanych z płodnością ziemi, człowieka i zwierząt.

Postać Jura w tradycji ludowej jest utożsamiana ze znacznie dawniejszym kultem Welesa. Na Ziemi Turowskiej jednym z jego wcieleń totemicznych był byk lub tur, którego wcześniej opasywano utkanym w ciągu jednej nocy ręcznikiem i obchodzono z nim wieś.

Najbardziej znanym obrzędem na św. Jura na współczesnej Białorusi i poza jej granicami mogą pochwalić się mieszkańcy wioski Pahost (Pogost) i działający w niej zespół ludowy Miżreczza, który jako pierwszy znalazł się on na krajowej liście dóbr niematerialnych.

Jednak również w sąsiedniej wsi Ryczou (Ryczów) tradycja ta się zachowała, choć nie tak wyraźnie. Na tyle jednak, że dyrekcja miejscowej szkoły zwolniła dzieci z lekcji, aby mogły one wziąć udział w pogańskim obrzędzie – razem ze starszymi mieszkańcami wsi i zespołem Dubrawica.

Najważniejszy atrybut obrzędu to korowaj, czyli kołacz – nazywany „karahodem”. Kiedy uczestnicy święta idą z nim w pole, to jeden z chłopaków niesie grabie ozdobione fartuszkiem zielonego koloru. To symbol czystości i niewinności dziewcząt. Kiedy korowód wraca z pola, fartuszek ma kolor czerwony…

Potem mieszkańcy obchodzą obejścia, gdzie wodzi się korowód dla gospodarzy, aby cieszyli się dobrym zdrowiem i urodzajem. Gospodarze dziękują poczęstunkiem, pieniędzmi i wódką. Sami są częstowani poświęconym kołaczem, którego resztki są zostawiane w ogrodzie.

Na Jura pogoda bywa zmienna i uczestnicy tegorocznego obrzędu w Ryczowie nie uniknęli deszczu. Jednak nikt nie próbował uciec z pola pod dach, bo przemoknięcie w świątecznym deszczu uważane jest za zdrowe i przynoszące pomyślność.

AS, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze