Unikatowe bagna Grodzieńszczyzny zostaną zniszczone dla torfu FOTOREPORTAŻ

fotoreportaż

Niedaleko Lidy rzeka Dzitwa dzieli się na dwie odnogi, które tworzą rozlewisko z dziesiątkami wysp, na których żyją liczne chronione gatunki. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

Lidzkie Zakłady Torfobrykietowe planują osuszyć tysiąc hektarów rozlewisk Dzitwy – siedlisko zagrożonych gatunków. Bagna przetrwały sowiecką meliorację, ale znikną z polecenia Łukaszenki.

Jeśli spojrzymy na Dzitwę z lotu ptaka, jej wody bardziej przypominają nabrzmiałe żyły nieprzerwanie niosące krew do serca ziemi lidzkiej. W pewnym momencie ten dopływ Niemna rozdwaja się, tworząc jakby rękaw z kilkoma wyspami pomiędzy rzekami. Tak też tereny te nazywają okoliczni mieszkańcy – Międzyrzecze (biał. Miżreczcza).

To prawie tysiąc hektarów bagien, które są domem licznych dzikich stworzeń. W czasach sowieckich terenom tym powiodło się i ominęła je powszechna melioracja. Jednak w 2016 roku 982 ha Międzyrzecza włączono do funduszu Strategii Ochrony i Racjonalnego Wykorzystania Torfowisk. Oznacza to, że wkrótce Lidzkie Zakłady Torfobrykietowe zaczną tu wydobywać torf. Bezpowrotnie zniknie wtedy ostatni unikatowy, nietknięty gospodarczo kawałek ziemi lidzkiej.

Prawy dopływ Niemna – rzeka Dzitwa w rejonie lidzkim. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

Na wycieczkę po Międzyrzeczu zabrał nas były gajowy Lidzkiego Gospodarstwa Leśnego (leśnictwa) Alaksiej Jakimczyk, który przez wiele lat strzegł tych bagien przed kłusownikami. Pan Alaksiej był jednym z aktywistów zbierających podpisy pod petycją za ocaleniem Międzyrzecza. W ubiegłym roku prawie 400 osób powiedziało „nie” wydobyciu torfu w rozlewiskach Dzitwy. Ich głosy nie zostały jednak usłyszane.

Alaksiej Jakimczyk pokazał nam serce dzikiego Międzyrzecza. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

– To jest takie miejsce, w którym czynnik zagrożenia dla zwierząt jest minimalny. Pod Lidą po prostu nie ma więcej takich miejsc. Przez wiele lat pracowałem jako gajowy i cały czas chodziłem tu na polowania, dlatego wiem, co tu mieszka. Wiosną przylatuje tu tyle żurawi, tyle ptactwa wodnego. Z samego rana dziesiątki saren przychodzą. A ile łosi, dzików. Widzieliśmy tu i rysie, i borsuki. Jak pomyślę, że to wszystko pójdzie pod nóż, aż serce pęka – mówi pan Alaksiej.

Były gajowy pokazuje rozlewiska Dzitwy, które tworzą Międzyrzecze. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

W drodze do rozlewiska pokazuje nam las, w którym gniazdują bieliki zwyczajne. Ptaki te żywią się rybami i ptactwem wodnym. Jeśli bagna Dzitwy zostaną zniszczone, zniknie i orlik – jeden z największych i najrzadszych ptaków drapieżnych Białorusi.

Podczas przygotowania terenów dla kopalni torfu, cała górna warstwa wraz z drzewami zostanie wykarczowana i zepchnięta na hałdy. Ptaki będą miały szczęście, jeśli odbędzie się to zimą, bo wtedy będą mogły znaleźć inny dom. Jeśli jednak niszczenie lasu przypadnie w okresie lęgowym, pisklęta bielików zwyczajnie zginą.

Dzicy mieszkańcy Międzyrzecza

Wędrówka po bagnach Dzitwy okazała się nie być spacerem po przetartych przez ludzi ścieżkach. Gdy podjechaliśmy do rzeki, pan Alaksiej zwyczajnie rozchylił trzymetrową ścianę trzcin i pewnie ruszył naprzód. Ostrożnie przebijając się przez bagienną dżunglę wyższą od człowieka, znajdujemy legowisko. „To łoś tu odpoczywał” – tłumaczy były gajowy.

Pan Alaksiej zgodził się pokazać nam samo serce dzikiego Międzyrzecza. Zdjęcia – Wasil Małczanau/Biełsat

Po kwadransie wychodzimy na łąkę, po której wije się kilka równiutkich ścieżynek. Czyżby chodzili tu ludzie? I znów szok – równiuteńkie ścieżki stworzyły tu pyzate bobry. A oto i żeremie, bardziej podobne do wigwamu północnoamerykańskich Indian. Półokrągły szałas z wyjściem w rzece okazał się pusty. Pracowici budowniczowie najwyraźniej nie chcieli witać się z nieproszonymi gośćmi.

Dom bobrów. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

Po półtorej godziny walki z gąszczami i trzęsawiskami, wreszcie wychodzimy na łąkę z szeregiem myśliwskich ambon. To miejsce odwiedzają jedynie miłośnicy polowań i czasem naukowcy. Nawet najbardziej zagorzali wędkarze nie odważają się wchodzić w te mokradła. Miejsce jest rzeczywiście unikatowe pod względem liczny dzikich zwierząt, które prawie nie boją się człowieka. Nie ma tu gór plastikowych butelek i etykietek. Spokojnie chodzą tu dziki, rysie, bobry, łozie i sarny, które za kilka lat mogą ostatecznie stracić swój dom.

Niedaleko Lidy Dzitwa rozlewa się na dwie odnogi, które tworzą rozlewisko z wyspami, na których mieszkają dziś liczne dzikie zwierzęta. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

Oprócz nich w dolinie Dzitwy gniazduje 67 gatunków ptaków, z których 5 wprowadzono do Czerwonej Księgi Białorusi, a 18 innych uważa się za potencjalnie zagrożone. Ostatni i najcenniejszy gatunek dopiero w 2017 odkryła grupa ornitologów, którym udało się zarejestrować samca wodniczki (Acrocephalus paludicola). Ten ptaszek jest rzadki nie tylko na Białorusi, ale w całej Europie. Na Białorusi gniazduje 60 procent całej europejskiej populacji. Poza nimi przylatują tu m.in. bąk, gniazdują gęsi szare i zimorodki. W samej rzece są jamy, w których zimują ryby, a wiosna kilka kolejnych gatunków przypływa tu Niemnem na tarło.

Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

W swojej kolektywnej odezwie okoliczni mieszkańcy proponowali utworzyć z Międzyrzecza rezerwat. Jednak z Ministerstwa Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska Republiki Białoruś przyszła odpowiedź, że uznanie rozlewiska Dzitwy za rezerwat nie jest przewidziane w zatwierdzonym wcześniej schemacie ochrony terenów naturalnych obwodu grodzieńskiego.

Nie może też nie dziwić wynik badań Narodowej Akademii Nauk Białorusi przeprowadzonych tu w czerwcu 2017 roku. Naukowcy NAN nie znaleźli tu bowiem gatunków wprowadzonych do Czerwonej Księgi organizmów chronionych. Biorąc pod uwagę raporty innych przyrodników, powstaje pytanie o jakość badań prowadzonych przez naukowców Akademii.

Torf droższy od środowiska?

W swojej odezwie do miejscowych władz, mieszkańcy ziemi lidzkiej podkreślają, że w wyniku osuszenia rozlewisk Dzitwy obniży się poziom wód gruntowych. To z kolei zmieni stan okrywy glebowej, wywoła krytyczny niedobór wody we wsiach, zniszczy faunę i florę oraz może doprowadzić do katastrofy naturalnej i degradacji ziem rolnych w okolicy.

Na nadrzecznym polu torf przebija się na zewnątrz. Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

– Wiecie, to są płuca Lidy i regionu. I jeśli to wszystko pójdzie do przetworzenia na torf, to miasto zaczną nakrywać burze piaskowe. Nawet w tym roku, gdy nie było deszczu, piasek tak się podnosił, że samochody na drodze musiały stawać. Mogą wybuchać pożary, jak to było na torfowiskach Dokudowa, gdy cała droga M6 pod Lidą stała w dymie. Co więcej, jeśli wszystko tu wykarczują, opadnie woda w sąsiednich wsiach, – mówi Alaksiej Jakimczyk.

Pisaliśmy i do miejscowych władz, i do Akademii Nauk, by zrobić z tych terenów rezerwat. Odpowiedź była jedna – prezydencki program rozwoju kopalni torfu. Myślę, że wszystko skończy się tak, że jak przyjdzie kryzys, to nawet w zakładach torfowych będą redukcje – dodaje były gajowy.

Z decyzją władz o oddaniu Międzyrzecza kopalniom torfu nie zgadza się także prezes stowarzyszenia obywatelskiego „Bagna” Kanstancin Czykałau:

– Chciałbym przypomnieć, że w 2011 roku w rejonie lidzkim doszło już do sytuacji konfliktowej podczas osuszania bagna Dakudauskaja na terenie rezerwatu o tej samej nazwie. Wtedy zainicjowaliśmy kampanię „W obronie białoruskich bagien”, ale i tak rezerwat został reorganizowany i część bagna oddano zakładom torfowym. To oznacza, że przedsiębiorstwo ma nowe obszary, gdzie w najbliższej perspektywie będą wydobywać torf. Powstaje pytanie: po co mają teraz wkraczać do naturalnego rozlewiska i wszczynać konflikt z mieszkańcami?

Poza tym Czykałau zwraca uwagę na fakt, że zgodnie z rozporządzeniem „Zasady i porządek wyznaczania kierunków wykorzystania torfowisk i bagien”, zapisanym w „Technicznym kodeksie ustalonych praktyk ochrony środowiska i korzystania z przyrody”, w razie wykrycia gatunków chronionych i rzadkich biotopów, bagna nie powinny być przekazywanie do wykorzystania przemysłowego. W tym samym dokumencie mowa o ty, że tereny bagien w strefie ochrony wód i pasie przybrzeżnym rzek podlegają szczególnej ochronie.

Zdjęcie – Wasil Małczanau/Biełsat

– W 2017 roku w rozlewiskach Dzitwy były wykryte gatunki z Czerwonej Księgi i unikatowe biotopy, wśród których jest gatunek zagrożony wymarciem na świecie – wodniczka. Naukowcy przygotowali paszporty ochronne, które jednak do tej pory nie zostały zatwierdzone – dodaje pan Kanstancin.

Jak uratować Międzyrzecze

– Uważam, że koniecznie trzeba wrócić do planów stworzenia na tych terenach rezerwatu. Ale w tym celu trzeba powstrzymać proces wydobywania ziemi i osuszania rozlewiska. Sytuacja jest złożona. Problem trzeba rozwiązać wraz z władzami rajonu i zakładami torfowymi. Możliwa niezależna ocena korzyści ekologicznych, jakie dają rozlewiska w obecnym wyglądzie, także pokazałaby bezcelowość ekonomiczną pozyskiwania i wydobycia torfu, ale to są dość drogie badania – mówi szef stowarzyszenia „Bagna”.

– Bez starań ludności lokalnej, trudno będzie do czegokolwiek dojść. Dlatego ważne jest, by ludzie dalej żądali ochrony terenów naturalnych Dzitwy. My i kilka innych organizacji ekologicznych Białorusi także popieramy ochronę tych terenów i robimy wszystko, co jest z naszej strony możliwe – mówi Kanstancin Czykałau.

Czytajcie również:

Paulina Walisz, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze