Pierwszy dzień głosowania: dziennikarzy przepędzono z lokalu wyborczego, a studentów pędzono do urn

video

Winowajczynią okazała się tajemnicza „kobieta z ulicy”, a w rzeczywistości wicedziekan ds. wychowawczych jednej z brzeskich uczelni, która udawała obserwatorkę na wyborach.

Korespondenci „Biełsatu” postanowili wyjaśnić, jak głosują studenci Brzeskiego Państwowego Uniwersytetu Technicznego (BDTU), na którego terenie otwarto aż trzy punkty wyborcze.

Jedna z pracownic uczelni, którą członkowie komisji przedstawili potem jako obserwatorkę z ramienia proprezydenckiej organizacji „Biała Ruś”, nie tylko kontrolowała, kto przychodzi na wybory, lecz i przeszkadzała w pracy mediom. Nie pozwalała np. rozmawiać z dziennikarzami studentom.

Tajemnicza "obserwatorka" na wyborach

Najpierw dwaj studenci pierwszego roku przyznali się, że udział w głosowaniu przedterminowym uczelnia obiecała im dwa dodatkowe dni wolne. W tym momencie podeszła do nich „obserwatorka” Swiatłana Kuhan, będąca zarazem zastępczynią dziekana ds. pracy wychowawczej BDTU. Po odbyciu z nią krótkiej rozmowy, młodzieńcy odmówili dalszych komentarzy, a pozostali głosujący powtarzali ten sam tekst, że przyszli głosować dobrowolnie.

O tym, że do głosowania go zmuszono, jeszcze jeden ze studentów przyznał się przed wejściem do lokalu wyborczego. I tam również nagle zjawiła się pani Kulhan i zaczęła przeszkadzać dziennikarzom. Sama nie chciała się przedstawić, nazywając się „kobietą z ulicy” i zagroziła dziennikarzom, że poda ich do sądu – za oszczerstwo.

S.A., belsat.eu

Zobacz też
Komentarze