Paragraf się znajdzie. Nocne rewizje u dziennikarzy Biełsatu

Foto

Aleś Dzianisau i Alaksiej Kajrys

Milicja szukała u dziennikarzy dowodów w sprawie kryminalnej. Aleś Dzianisau i Aleś Kajrys mogą odpowiedzieć za obrazę urzędniczki państwowej, której zaniedbania wykazali. Po przeszukaniu matka Dzianisawa trafiła do szpitala.

– Jeszcze niczego nie wiem, oprócz tego, że trwa śledztwo w ramach kodeksu karnego. To znaczy, że będą nam „szyć kryminał”. O ile rozumiem, za oszczerstwo i obrazę – pisze Aleś Dzianisau, niezależny dziennikarz i wokalista zespołu Dziaciuki.

Chodzi najprawdopodobniej o obrazę Swiatłany Żylinskiej, kierowniczki działu obsługi grodzieńskiego zakładu usług komunalnych. Urzędniczka została wspomniana 20 kwietnia 2018 roku wspomniana w programie „Obiektyw” w materiale „Mieszkańcy bloku komunalnego: Idziesz z dzieckiem pod prysznic, a tam zdechły szczur!”.

Milicjanci w cywilu zatrzymali grodzieńskich dziennikarzy 23 lipca wieczorem. Byli przez 2,5 godziny przetrzymywani na komisariacie, po czy odwieziono ich do domów, gdzie przeprowadzono rewizje. Funkcjonariusze zaczęli od domu matki Alesia Dzianisawa, która potem doznała zawału serca.

– U mamy oczywiście niczego nie znaleźli. Potem przejechali do mojego mieszkania. Milicjanci zachowywali się naprawdę bardzo delikatnie i prawidłowo. Ale to nie pomogło. Mama miała wczoraj zawał serca. Ona w żaden sposób nie może zrozumieć, że jej syn nie kradł, nie mordował, nie rabował, a jest uznany za przestępcę – napisał Dzianisau.

Podczas przeszukania rockman-dziennikarz stracił kamerę wideo, telefon i inny sprzęt elektroniczny. Alesiowi Kajrysowi odebrano trzy komputery, twardy dysk, pamięci USB i telefon. Dziennikarzom mogą zostać postawione dodatkowe zarzuty o pracę bez akredytacji MSZ i nielegalną produkcję materiałów medialnych.

Kontakt z dziennikarzami jest ograniczony, m.in. ze względu na konfiskatę telefonów.

Sprawa Kajrysa i Dzianisawa jest kolejnym aktem represji wobec współpracowników Biełsatu – w tym roku były ich już dziesiątki. Dziennikarze-freelancerzy i korespondenci Biełsatu są notorycznie prześladowani przez milicję i sądy. Są zatrzymywani, oskarżani i skazywani z dwóch artykułów Kodeksu Wykroczeń – za nielegalną produkcję medialną i za pracę bez akredytacji MSZ.

Prawnicy Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) twierdzą, że wyroki te wydawane są niezgodnie z białoruskim prawem, konstytucją i prawdą. Dziennikarze-freelancerzy nie potrzebują bowiem akredytacji MSZ, produkcją materiałów medialnych zajmują się redakcje (nie ekipy nagraniowe), a konstytucja RB gwarantuje obywatelom możliwość zbierania i przekazywania informacji istotnych dla społeczeństwa.

Czytajcie również:

ii, dr, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze