Białoruski „Lot nad kukułczym gniazdem” – za napisanie listu trafił do psychuszki


Były likwidator następstw katastrofy w Czarnobylu poskarżył się w liście szefowi administracji prezydenta na jakość białoruskich leków na cukrzycę. W rezultacie został siłą zabrany do szpitala psychiatrycznego, gdzie spędził 20 dni.

Bohaterem ostatniego programu „Ludzkie sprawy” był Stanisław. Mieszkaniec Witebska po doznanych szykanach nie chce ujawniać publicznie ani swojego nazwiska, ani wizerunku. Bohater programu jako oficer razem z żoną-pielęgniarką zostali w 1986 r. wysłani do usuwania następstw czarnobylskiej katastrofy. Żona zmarła na raka – u niego po latach wykryto cukrzycę. Do leczenia użyto białoruskich preparatów, które wywołały silną reakcję alergiczną potwierdzoną diagnozą lekarską. Mężczyzna postanowił napisać skargę do ówczesnego szefa Administracji Prezydenta Białorusi Alaksandra Kascinca. Po pięciu dniach mężczyzna został siłą wyciągnięty z mieszkania przez milicję w czasie, gdy brał prysznic. Zawieziono go na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. Jego zdaniem, stało się tak na polecenie lokalnych władz, które miały mu za złe przenoszenie krytyki na tak wysoki poziom.

Stanisław, który nazywa placówkę „filią obozu koncentracyjnego”, opowiedział o stosowanych tam „metodach leczniczych”. Lekarze i pielęgniarze mają znęcać się nad pacjentami: wyzywać ich, bić i stosować „końskie dawki” leków uspokajających: aminazyny lub haloperidolu.

– Gdy ktoś się skarży, przywiązują go do łóżka, a nawet biją – mówi w reportażu.

Sam był świadkiem rozmów wielu pacjentów, w których skarżyli się, że mają trudności z oddychaniem wywołane przedawkowaniem leków.

– To wszystko ma na celu rozmazanie człowieka – dodaje.

Gdy o pacjenta zaczęła się upominać opinia publiczna, lekarze szybko zwołali konsylium i stwierdzili u niego „rozpad osobowości”. Stanisław został ostatecznie uwolniony ze szpitala przez syna pracującego w organach MSW.

Nie jest to pierwszy przypadek osoby krytycznej wobec władz, która trafia do szpitala psychiatrycznego. W czasach sowieckich taka praktyka była nagminna. Sowieccy psychiatrzy stworzyli nawet nową jednostkę chorobową „schizofrenię bezobjawową”, która była podstawą do umieszczania w psychuszkach dysydentów.

Więcej w programie „Ludzkie sprawy” z Alesiem Zaleuskim:

jb/ belsat.eu

Zobacz też
Komentarze