Jabłko niezgody. Moskwa nie wierzy deklaracjom (celnym)


Płodność białoruskich jabłoni nie daje spokoju rosyjskim urzędnikom do tego stopnia, że postanowili zobaczyć je na własne oczy. Jednak wcale nie po to, aby przejmować najnowsze technologie i metodykę upraw.

Pobudki niestety są dość przyziemne, a wręcz niskie – to zwykła podejrzliwość. Rossielchonadzor, czyli Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego dostrzegła „nietypowo wysoki wzrost skali dostaw białoruskich dostaw”.

Właśnie w związku z tym przewodniczący Rossielchoznadzoru Siergiej Dankwert zaproponował ministrowi rolnictwa Białorusi Leonidowi Zajcowi przeprowadzenie inspekcji mocy przerobowych zakładów produkujących jabłka na terenie Białorusi. Innymi słowy, pokazanie gdzie są te sady, rodzące tak nieprawdopodobnie wielką ilość owoców.

Rosjanie mają powody do nieufności. Po wprowadzeniu przez Moskwę embarga na artykuły spożywcze z państw, które wprowadziły przeciwko niej sankcje gospodarcze, Białoruś stała się nagle potęgą spożywczą. Zaczęła zalewać Rosję rodzimymi serami przypominającymi francuskie i włoskie, łososiem przypominającym norweskiego, a na dodatek – tak typowymi dla kraju pozbawionego dostępu do morza artykułami, jak małże i krewetki.

Co do jabłek, to Rossielchoznadzor jest zaniepokojony faktem, że aż 60% z nich pochodzi z obwodu mińskiego, gdzie znajduje się „Biełtamożserwis”, czyli główny skład celny. A rosyjscy kontrolerzy przypominają, że zaledwie od początku tego roku wykryli dwa razy więcej fałszywych certyfikatów pochodzenia artykułów spożywczych jadących z Białorusi, niż w całym roku ubiegłym.

cez, Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze