„Intermarium”: 8 prezydentów i premierów Izraela pochodziło z terenów Białorusi. Ale wspominali Polskę


Gościem kolejnego programu historycznego Biełsatu Intermarium będzie Leonid Smiłowicki (Leonid Smilovitsky) – szef projektu „Historia Żydów na Białorusi” z Centrum Diaspory przy Uniwersytecie w Tel Awiwie.

– Z terytorium Białorusi pochodziło czterech premierów i czterech prezydenta Izraela. Jak oni wspominali swoją pierwszą ojczyznę?

– Wszyscy pochodzili z zachodniej Białorusi, która w latach 1921-1939 wchodziła w skład Polski. Każdy z nich pozostawił wspomnienia i z wielkim sentymentem wspominał swoją małą ojczyznę.

Jednak nie nazywali jej Białorusią, ale wschodnią Polską.

– Wielu Białorusinów będzie tym rozczarowanych. Z drugiej strony co zrobić, by zachować pamięć o tych ludziach? Ich imionami nie nazywa się ulic na Białorusi, a za to w każdym chyba mieści można znaleźć ulicę Swierdłowa – organizatora czerwonego terroru.

– Zapominają, że Swierdłow i Stalin wyrastali z tego samego korzenia. Ale żeby ulicę w Mirze nazwać imieniem Zalmana Szazara [3. prezydenta Izraela – belsat.eu] albo w Różanach – imieniem Icchaka Szamira (8. i 10. premiera Izraela), powinna dokonać się rewolucja w głowach miejscowych władz. To powinna być bowiem inicjatywa lokalna, a nie izraelskiej ambasady. Białorusini powinni zrozumieć, kim byli ci ludzie, i że to ważne i potrzebne, a do tego daje perspektywę rozwoju turystyki.

Można powiedzieć, że pierwszy krok w tym kierunku został zrobiony. W Aszdodzie kilka lat temu postawiono pomnik Jance Kupale [klasykowi białoruskiej poezji – belsat.eu], a w Brześciu pomnik pochodzącego z tego miasta Menachemowi Beginowi – [7. premierowi Izraela – belsat.eu].

Leonid Smiłowicki w programie „Intermarium”. Zdj. belsat.eu

– Wiele budynków w białoruskich miastach i miasteczkach do II wojny światowej należało do Żydów. Czy istnieje perspektywa ich zwrotu były właścicielom, tak jak odbyło się to w krajach bałtyckich?

– Ta kwestia musi być rozwiązana na szczeblu państwowym, biorąc pod uwagę normy prawa międzynarodowego. Na razie ani na Białorusi, ani w Rosji, ani na Ukrainie do tego nie doszło.

Współczesny białoruski establishment charakteryzuje postawa, że to wszystko było „za bolszewików”, „my jesteśmy niewinni” i „dlaczego mamy odpowiadać za ich błędy?”

Myślę, że jednak w przyszłości jest to nieuniknione – po to, żeby zbudować normalne stosunki prawne. I gdyby Białoruś na to poszła, otrzymałaby takie korzystne projekty ekonomiczne, które zrekompensowałoby wszystkie wydatki.

– Ma pan na myśli, że właściciele zaczęliby inwestować w nieruchomości, które im zwrócono?

– Gdy Białoruś i Izrael podpiszą umowę o restytucji otworzy to drogę do współpracy gospodarczej na poziomie państwowym. To, co właściciele zrobią z tymi domami to więc już szczegół. Jednocześnie wątpię, że po wojnie zostało wiele dokumentów, na podstawie których można coś oddać. Cała kwestia dotyczy politycznych pryncypiów, a nie pieniędzy, które Białoruś mogłaby wypłacić w ramach restytucji.

– Czyli chodzi bardziej o gest dobrej woli. A co Izrael mógłby zaproponować Białorusi w kwestiach gospodarczych?

– Prawo o restytucji pozwoliłoby na przykład przyczynić się do wprowadzenia klauzuli najwyższego uprzywilejowania w handlu lub wzajemnych ulg podatkowych. A nasz kraj eksportuje przede wszystkim technologie i usługi medyczne.

– Czyli dość kosztowne rzeczy. Czy w takiej sytuacji handel między krajami może się rozwinąć?

– Myślę, że problemy leżą gdzie indziej. Na przykład. Rozwój białorusko-izraelskich stosunków hamują kraje arabskie. Jest wiele przykładów, że Białoruś jest stawiana przed wyborem – my albo oni. I dlatego Łukaszenka prowadzi specyficzną politykę, tak by zachować ze wszystkimi dobre relacje.

Czytajcie również:

Podczas przygotowania do nagrania programu. Zdj. belsat.eu

– Jednak Żydzi mają pretensje do Białorusinów i nie chodzi tu tylko o sławne wypowiedzi Alaksandra Łukaszenki, który np. publicznie mówił Żydach, że są nieporządni.

– Nie mogę nazwać Łukaszenki albo kogoś z jego otoczenia antysemitą. Jednak trzeba mówić otwarcie o tym, co nam się nawzajem nie podoba. Po co chować szkielety w szafie? Na Litwie np. mówi się otwarcie o tym, że Litwini zabijali Żydów. Co roku w rocznicę likwidacji Wileńskiego Getta [w 1943 r. – belsat.eu] prezydent i premier, deputowani do litewskiego parlamentu biorą udział w ceremoniach żałobnych i we wszystkich wileńskich kościołach są odczytywane listy ofiar.

Tymczasem kiedy ostatnio Alaksandr Łukaszenka odwiedził „Jamę” (pomnik ofiar Holokaustu w Mińsku?). W 2005 r. Na zasadzie „my nie zabijaliśmy”.

A tysiące Białorusinów służących w policji w czasie niemieckiej okupacji? Oczywiście była różnica. Białorusinów nie udało się sprowokować do masowych mordów, jak to było na Ukrainie czy w krajach bałtyckich. Często pojawia się argument, że to była zewnętrzna inspiracja. Jednak każdy mógł odmówić uczestniczenia w akcjach przeciwko Żydom. Nikogo za odmowę nie zabijano. Nawet Niemców odmawiających rozstrzeliwania Żydów. Ich wysyłano na front wschodni.

Na Białorusi już dawno powinny być otwarte muzea – historii Żydów, Holokaustu. Po pierwsze jest to potrzebne samym Białorusinom, by zrozumieli, że Żydzi to nieodłączna część białoruskiej historii bez Żydów Białoruś byłaby innym krajem, innym narodem. Tylko ten, kto szanuje swojego sąsiada albo pamięć po nim szanuje samego siebie.

Z Leonidem Smiłowickim rozmawiała Inha Astraucowa

Całą dyskusję o białorusko-żydowskich relacjach na przestrzeni tysiąca lat obejrzyjcie na antenie Biełsatu w nowym odcinku programu Intermarium w niedzielę 3 czerwca o 20.15 czasu polskiego.

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze