Czyhunka: From Islamic State with love – Putin i jego „prezenty od losu”


Rosyjski prezydent znowu w swoim żywiole. Jak aktor na scenie Teatru Wielkiego wysłuchuje przed kamerami szefa FSB, który informuje go, że to terroryści wysadzili rosyjski samolot nad Synajem. Robi przy tym miny jakby o sprawie dowiedział się po raz pierwszy. A potem zacinając się, robiąc wymowne przerwy i srogo patrząc w kamerę, znowu zapowiada: „ja was dopadnę”.

Potężnemu FSB potrzeba było ponad dwóch tygodni, by ustalić, że rosyjski samolot nad Synajem padł ofiarą zamachu. Ta wersja, o której mówiły od prawie samego początku zagraniczne służby wywiadowcze, władze Egiptu i eksperci, nie mogła się jakoś przebić do rosyjskich mediów. Rosyjskie społeczeństwo, które przecież tak łatwo wpadło w antyukraińską histerię, tym razem milczało i wykazywało absolutny spokój.

Mała zwycięska wojna?

A skoro władze mimo coraz większej ilość napływających dowodów zamachu uparcie milczały, rosyjskie media służące Kremlowi po drodze wymyślały dziesiątki „hipotez” tak, by przykryć podstawowy problem, że w dwa tygodnie po rozpoczęciu rosyjskich nalotów z Syrii tamtejsi terroryści bez trudu zemścili się na rosyjskich obywatelach. Syryjska operacja Putina, która miała być „małą zwycięską wojną” okazała się pociągać za sobą ofiary również wśród rosyjskich obywateli.

„Nikczemna kaczka dziennikarska”

Rosyjscy dziennikarze wypisywali brednie, że „samolot był w koszmarnym stanie” i piloci „bali się nim latać”. Ekspert Komsomolskiej Prawdy Wiktor Baraniec określał zachodnie media spekulujące nt. uczestnictwa Państwa Islamskiego w przygotowaniu zamachu jako „informacyjnych krętaczy”, a samą próbę oskarżenia islamskich terrorystów mianem „nikczemnej kaczki dziennikarskiej”.

Wtedy jeszcze bowiem informacja o akcie terrorystycznym mogła podważyć autorytet Putina. Już 7 października rosyjskie władze doskonale zdawały sobie sprawę, że nie chodzi o przerdzewiały samolot, ale coś więcej. Wtedy właśnie podjęto decyzję o zakazie lotów nad Synajem i ewakuacji rosyjskich turystów. Ale skoro zamachu nie było, wystarczyłoby przecież tylko przeprowadzić kontrole techniczne samolotów.

Polski ślad i francuska okazja

Na łamach Komsomolskiej Prawdy głos zabrał też dyżurny rosyjski propagandzista Izrael Szamir, który nie omieszkał się zasugerować, że samolot mogła zestrzelić rakieta wystrzelona z izraelskiego, a nawet polskiego samolotu, bo w tym regonie odbyły się w tym czasie ćwiczenia Blue Flag 2015 – „duże manewry izraelskich sił powietrznych, w których uczestniczyły siły powietrzne USA, Polski i Grecji”.

Putin przez ten czas uparcie milczał, zastanawiając się jak wybrnąć z tego niewygodnego faktu. I się doczekał – w piątek islamiści w Paryżu zabili 129 osób, w weekend pojechał na szczyt g-20, gdzie zaproszono go do koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu.

A już w poniedziałek zrobił to co uwielbia najbardziej – znów zapowiedział topienie terrorystów w wychodku. Urządzając do tego spektakl przed kamerami. W sytuacji, w której na giełdach cena ropy spadła poniżej 40 dol. za baryłkę taki zbieg okoliczności nie mógł być dla niego lepszym prezentem. Skoro chleba nie będzie, będą przynajmniej igrzyska.

Zachód tymczasem już zapomniał o Ukrainie, zestrzelonym malezyjskim Boeningu i rosyjski prezydent znowu zyskał czas.

Maksym Czyhunka, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze