Białoruski krytyk: Film „Krym” zrozumieją jedynie zombie z watą zamiast mózgu

video

Oglądaj z polskimi napisami – włącz je w prawym dolnym rogu okienka YouTube

Prowadzący i autor poświęconego kulturze programu „Cuda niewidy” skomentował skandaliczne dzieło rosyjskich filmowców.

Na rosyjskie ekrany wyszedł film „Krym”, który już przed premierą narobił niemało zamieszania. Informacje o emisji filmu na Białorusi zniknęły po nocie protestacyjnej Ukrainy. Czy niedoszli widzowie coś na tym stracili? Pytamy naszego gościa – autora i prowadzącego program „Widźmo-niewidźmo” („Cuda niewidy”) Siarhieja Filimonawa.

– Z filmu można by się śmiać, gdyby to nie było tak smutne. Dziwić się tam nie ma czemu. To taki bardzo smutny, nawet nie powiedziałbym, że bardzo propagandowy, a zwyczajnie smutny film – skomentował Siarhiej Filimonau.

Według gościa programu „Gorący komentarz”, film zrozumieją jedynie ci, którzy zostali „w 100 proc. przerobieni na (prorosyjskich) zombie, a ich głowa jest napchana watą”.

„Krym” opowiada o miłości kijowianki i mieszkańca Sewastopola na tle wydarzeń 2014 roku. To pierwsza produkcja fabularna pokazująca rosyjską aneksję Krymu. Film powstał przy wsparciu rosyjskiego funduszu państwowego Fond Kino.

Choć można w nim zobaczyć m.in. desant rosyjskich wojsk na półwysep, to reżyser Andriej Pimanow nazywa go „antywojenny”. Przesłanie filmu jest następujące: Rosjanie zajęli Krym, by uniknąć rozlewu krwi.

– Musieliśmy uratować ludzi na Krymie, byliśmy zobowiązani przed Bogiem – oznajmił reżyser „Krymu” Andriej Pimanow w wywiadzie dla TV Zwiezda. – Gdyby nie nasze ówczesne działania, byłyby tam trupy.

„Antywojenny” przekaz dzieła nie przeszkadza reżyserowi życzyć „zdechnięcia” wszystkim, którzy po ukazaniu się zwiastuna „Krymu” na ekranach, uznali go za wroga.

Propaganda jest w Rosji coraz częściej doceniania, szczególnie przez władze. W tym tygodniu mogliśmy obserwować wręczenie telewizyjnych nagród TEFI – trzy z nich trafiły do czołowych rosyjskich propagandzistów: Dmitrija Kisielowa, Władimira Sołowjowa i Igora Prokopienki. Część obecnych na gali dziennikarzy opuściła salę.

belsat.eu

Zobacz też
Komentarze