Bialoruś — światowy potentat księgowości eksportowej


Jeśli wierzyć białoruskim statystykom oficjalnym, w ubiegłym roku Białoruś została światowym potentatem w dziedzinie przetwórstwa petrochemicznego — zwłaszcza rozpuszczalników i smarów — pisze rosyjska «Nowaja gazeta».

W roku 2011 Białoruś wyprodukowała ich kilkakrotnie więcej niż tradycyjni liderzy na światowym rynku — Niemcy i USA. Ogółem eksport tych produktów przyniósł Białorusi w ubiegłym roku 1,9 mld USD. Rok wcześniej — zaledwie 160 mln USD. Jak to możliwe — zadaje pytanie rosyjska gazeta — cóż za inwestor stworzył nowe przedsiębiorstwa przetwórcze? I odpowiada ustami eksperta Siergieja Agibałowa — żaden, bo to działalność z dziedziny księgowości kreatywnej.

Otóż od 2011 roku Białoruś w ramach Unii celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu zaczęła otrzymywać ropę naftową bezcłowo — pod warunkiem, że przetworzona na benzyny w białoruskich rafineriach trafi ona na eksport, a cło eksportowe — 270 USD za tonę — zostanie przekazane do budżetu rosyjskiego. W ubiegłym roku Białoruś otrzymała z Rosji o 50 procent więcej ropy niż wynosi całoroczne zapotrzebowanie białoruskiego rynku wewnętrznego.

Jednak cło eksportowe jest pobierane wyłącznie od eksportu płynnych paliw ropopochodnych. Rozpuszczalniki i smary nie są nim objęte. Światowy rynek tych towarów przed ubiegłym rokiem zamykał się liczbą 1,5 mln ton. Białoruś w roku 2011 wyprodukowała ich aż 2,2 mln ton.

Według własnych statystyk wschodnia sąsiadka Polski wyeksportowała przez porty Łotwy aż 1,5 mln ton rozpuszczalników. Jednak po drugiej stronie granicy stronie łotewskie statystyki wyglądają już całkiem inaczej — zaledwie 0,2 mln ton. Reszta — to wzrost eksportu białoruskich paliw płynnych.

Zachodzi więc rodzaj przemiany alchemicznej — po przekroczeniu granicy białorusko-łotewskiej rozpuszczalniki zamieniają się w benzynę — pisze «Nowaja gazeta». Dokładnie to samo dzieje się ze smarami — w ubiegłym roku białoruski eksport smarów przekroczył łaczny eksport Niemiec i Francji.

Dodatkowym potwierdzeniem kreatywnej księgowości celnej jest fakt, że światowe ceny rozpuszczalników oscylują wokół 2000 USD za tonę. Białoruskie zaś wyceniono na około 800 — czyli akurat tyle, ile rzeczywiście kosztują w handlu miedzynarodowym paliwa płynne. Jeśli chodzi o smary, to różnica jest jeszcze bardziej porażająca, bo białoruskie «kosztują» około sześciokrotnie taniej niż wynoszą średnie ceny światowe.

Cały ten księgowy «dumping» białoruski w ubiegłym roku przyniósł rosyjskiemu budżetowi straty w wymiarze około 700 mln USD — stwierdza rosyjskie wydanie. Czy byłoby to możliwe bez wiedzy Moskwy, a zwłaszcza niektórych rosyjskich naftowych koncernów wydobywczych, i gdzie ostatecznie osiadły te pieniądze — to pytanie «Nowaja gazeta» pozostawia bez odpowiedzi.

Michał Janczuk (TV Biełsat)

Zobacz też
Komentarze